nowości kinowe

A GHOST STORY (2017). Duchy na uwięzi

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Autorem tekstu jest Piotr Szczyszyk.

„Wszystko jest o czasie”, informuje podpis amerykańskiego plakatu A Ghost Story (2017). W zasadzie to też wszystko, co można o obrazie Davida Lowery’ego napisać w recenzji. To ten typ filmu, w którym zdradzając cokolwiek z jego fabuły, silnie opartej na szczegółach, można niezamierzenie zepsuć widzowi specyficzne poczucie towarzyszące każdej sekundzie seansu. W opowieści o duchu (która, co warte natychmiastowego odnotowania: nie jest horrorem) nie doświadczycie jednak przewrotnych zwrotów akcji spuentowanych mocnym zakończeniem rodem z filmów Finchera. A Ghost Story to z pewnością ujmujące kinowe doświadczenie w pełni trzymające w napięciu, nierzadko sięgające po dosłowną metafizykę i transcendencję, ale straszące smutnymi refleksjami o życiu, nie upiorami z piwnicy.

Główną oś historii stanowi relacja młodego małżeństwa, nazwanych M (Rooney Mara) i C (Casey Affleck). Ona marzy o wyprowadzce do większego, lepszego miejsca; on jako sentymentalna dusza woli zostać w małym domu do końca życia. Miejscem akcji filmu reżyser ponownie uczynił Teksas, a ze względu na ten sam duet aktorów, A Ghost Story wydaje się być sugestywną kontynuacją Wydarzyło się w Teksasie (2013). Podobnie jak we wcześniejszym filmie, Lowery za pomocą miejsca zamieszkania (przestrzeń zarówno domu, jak i całego stanu) charakteryzuje bohaterów, wykorzystuje znane skojarzenia i tradycje południa USA. Jednak jego najnowsze dzieło oderwane jest od preriowej krainy za sprawą tytułowego ducha, który wygląda jak dziecko przebrane na szkolnym balu. Białe prześcieradło z wyciętymi dziurkami na oczy osobliwie nadaje tej postaci cechy ludzkie: od momentu pojawienia się zjawy na ekranie, będziemy bardziej kibicować jej poczynaniom, niż bohaterom z krwi i kości.

Generalnie A Ghost Story opiera się na prostych, ale znakomicie trafnych pomysłach. Mój ulubiony przykład to rozróżnienie męskiego i żeńskiego ducha tylko za pomocą kostiumu. Sposób, w jaki Lowery łączy baśniowy i jednocześnie bardzo realistyczny charakter opowieści, korzystając równocześnie w pełni z możliwości medium filmu, jest imponujący, a w swej prostocie – paradoksalnie nowatorski. Koncepcja nieprzedstawialnego przecież w obrazie czasu, który Lowery próbuje w filmie tak jakby zmaterializować, wyrażona zostaje za pomocą środków filmowych i wykorzystania przestrzeni, która jest dla bohaterów filmu jedynym ograniczeniem. Tym samym potwierdza się przekonanie, że duchy nie opuszczają swoich miejsc. Typowy teksański parterowy dom to dla Lowery’ego równorzędny bohater, który czasami mówi nam o postaci więcej, niż jej znaczące gesty i wypowiadane słowa. Wystarczy zmiana oświetlenia, kolor ścian czy sposób filmowania, by widz wiedział, że oto znajduje się w innym momencie i czasie historii. Lowery podkreśla to także prowadzeniem montażu: każdy wątek ma swoje własne, adekwatne do wydarzeń sceny tempo, co razem pomaga odbiorcy w orientacji czasowo-przestrzennej.

Jeżeli do dzisiaj przeżywacie traumę po wydłużonej do granic możliwości scenie w Funny games (1997) Hanekego, Lowery w taki sam sposób testuje cierpliwość widza, obserwując jedzącą ciasto bohaterkę w bardzo długim, omawianym już szeroko mastershocie. Niewiarygodne, że w niespełna półtoragodzinnym filmie Amerykanin pozwala sobie na tego typu scenę, zachowując przy tym jej pełne znaczenie dla całości.

„Kocham czas, który jest bardzo relatywnym konceptem. Dzieciństwo, wakacje, dorosłość. Wszystko ma swój inny czas, który wpływa na to, kim stajesz się w przyszłości” – powiedział na spotkaniu we Wrocławiu reżyser. Przyznał też, że scenariusz filmu napisał w jedną noc, kiedy zmagał się z depresją. Potem w ciszy i z małym budżetem zrealizował zdjęcia z hollywoodzkimi gwiazdami. To szczere podejście do tematu, wsparte terapeutyczną chęcią opowiedzenia o stracie bliskiej osoby, stwarza wyjątkowe, elegijne love story. A Ghost Story jest filmem wymagającym dużej cierpliwości i skupienia, bazującym na momentach oddziałujących zwłaszcza tu-i-teraz, w chwili oglądania. Może ze względu na zjawy to rodzaj seansu spirytystycznego? W każdym razie rzadko odnoszę wrażenie, że – jak w tym przypadku – odbiór filmu to bardziej kwestia wrażliwości, niżeli jakiejkolwiek kategorii gustu. Najlepiej przed obejrzeniem wiedzieć o A Ghost Story jak najmniej.

Ostatnio dodane