5 rozbitych kamer - recenzja | FILM.ORG.PL

5 rozbitych kamer

Ja, jeśli chodzi o "5 rozbitych kamer", pozostaję nieco sceptyczny – fakt, wzruszająca historia, o której warto mówić, ale i opowieść zbyt oderwana od kontekstu, który doprowadził do jej zaistnienia.








Filip Jalowski
30.01.2013


Nie od dziś wiadomo, że Stany Zjednoczone bacznie przyglądają się wydarzeniom mającym miejsce w okolicach zachodniego brzegu Jordanu. Nad chrześcijańską Ziemią Świętą od kilkudziesięciu lat niemal nieustannie wisi fatum kolejnych wybuchających bomb, rozpadających się domów oraz umierających ludzi. Spór Izraela i Palestyny jest zjawiskiem niezwykle złożonym, od dziesięcioleci znajdującym się w niechlubnej czołówce najpoważniejszych konfliktów współczesności.

W amerykańskich mediach problem „żydowsko-arabski” pojawia się dość często. Do dziś pamięta się, że Jasir Arafat był głównym poplecznikiem Saddama Husajna w momencie jego agresji na Kuwejt (przyczynek do rozpoczęcia operacji „Pustynna Burza”), a że z Husajna media uczyniły ucieleśnienie zła wszelakiego, to i Palestyna zaczęła być postrzegana jako przedsionek piekła. W dobie kolejnych spięć pomiędzy USA i Iranem nie sposób zapomnieć o tym, że w 2002 roku izraelscy komandosi przejęli na Morzu Czerwonym broń zmierzającą do palestyńskich bojówek (wartość ładunku 100 milionów dolarów). Zaopatrzeniowcami byli dostawcy irańscy – kolejne z wielu pęknięć na wizerunku Palestyny. W dobie niesłabnącej psychozy dotyczącej terroryzmu, w szczególności tego islamskiego, rysy pogłębiają kolejne ataki zamachowców Hamasu, Dżihadu oraz Hezbollahu. Mówiąc nieco asekuracyjnie – potężne media zachodnie raczej nie przepadają za Palestyną.

Ameryka kocha jednak historie o anonimowych bohaterach, którzy – wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz posiadanym środkom – rzucają rękawice pod nogi tych silniejszych. Ta konstrukcja mityczna jest w USA tak silna, że w momencie jej zaistnienia wszelkie inne problemy stają się błahe lub, co najmniej, schodzą na dalszy plan. Tak stało się w przypadku filmu 5 rozbitych kamer duetu Emad Burnat oraz Guy Davidi.

Produkcja jest w zasadzie dokumentem, ponieważ w dużej części składa się z oryginalnych zapisów wykonanych przez Burnata pomiędzy rokiem 2005 a 2010. Operator kamery jest Palestyńczykiem zamieszkującym miasto Bil’in usytuowane w samym centrum tzw. „Zachodniego Brzegu” (obszar, w obrębie którego najczęściej dochodzi do tarć na linii Izrael-Palestyna). Początkowo, cel zakupu kamery jest dość prozaiczny. Burnatowi rodzi się czwarty syn, Gibreel, a ojciec chce zarejestrować jego najmłodsze lata. Szybko okazuje się jednak, że nowy zakup znajdzie inne i mniej bezpieczne zastosowanie.

Traf chciał, że wraz z narodzinami Gibreela w Bil’in rozpoczęły się pokojowe manifestacje mające na celu sprzeciw wobec wznoszenia na terenach palestyńskich tzw. „murów bezpieczeństwa”. Konstrukcje mają w założeniu chronić obywateli Izraela przed atakami ze strony arabskich terrorystów. Kamera Burnata pokazuje, że z perspektywy normalnych ludzi problem wygląda zupełnie inaczej. Nie dość, że mury wznoszone są w takich miejscach, aby na terenie odgrodzonym od terytorium palestyńskiego pozostały nielegalnie wzniesione izraelskie osiedla (tym samych ich statut przynależności do Izraela zostaje niejako bezprawnie zaakceptowany), to konstrukcje powstają na obszarach, które od lat były jedynym źródłem zarobków miejscowych rolników. Tym samym, z perspektywy przeciętnych mieszkańców „strefy buforowej”, Izrael staje się agresorem i oprawcą, który zabija niewinnych ludzi oraz pali niemal święte drzewa oliwne.

A że nikt nie lubi agresorów, którzy zabierają ziemię rolnikom, używają gazu łzawiącego przeciw dzieciom i chronią nieuczciwe interesy facetów w garniturach, to w 5 rozbitych kamerach podział na tych złych i tych dobrych jest dość wyraźny. Dodatkowo uwydatnia go sam pomysł na narrację, która opiera się na zestawieniu kolejnych etapów dorastania małego Gibreela oraz rozwoju instytucji pokojowych strajków. Wyznacznikami poszczególnych etapów są tytułowe „rozbite kamery”, które ulegają zniszczeniu w trakcie izraelskiej pacyfikacji protestów przeciwników muru (rozbita kamera – wyraźny symbol braku zezwolenia na wolność słowa). Kiedy widz obserwuje ludzką stronę życia mieszkańców Bil’in (urodziny syna, niepokój żony Burnata, jego miłość do rodziny), to jeszcze bardziej staje po jednej ze stron konfliktu. Tym bardziej, że po tej drugiej stronie barykady znajdują się jedynie rozkrzyczani właściciele nielegalnych osiedli oraz żołnierze zachowujący się tak, jak maszyny zaprogramowane na rozganianie manifestantów. Momentami trudno nie odnieść wrażenia, że w istocie oglądamy tych stereotypowych, złych i chciwych Żydów, którzy przy pomocy wojska, wykorzystując sytuację polityczną, chcą zagarnąć dla siebie jak najwięcej (kosztem krzywdy innych oczywiście).

Musimy pamiętać jednak o tym, że Emad Burnat jest Palestyńczykiem bezpośrednio dotkniętym poprzez problem muru w Bil’in, dlatego perspektywa z jakiej spogląda na całe wydarzenie jest jak najbardziej zrozumiała. Wydaje się, że to Guy Davidi, czyli człowiek odpowiadający za zebranie materiałów nagranych przez Burnata i stworzenie z nich spójnej narracji, nieco szarżuje w sprawach przemilczenia pewnych kwestii oraz emocjonalnego wpływania na widza. Właśnie dlatego 5 rozbitych kamer jest filmem problematycznym. Z jednej strony to prosta i szczera historia, która wypływa z materiałów nagranych przez Burnata. Brak w niej jakichkolwiek przekłamań, ponieważ opowiada o problemach konkretnych ludzi w konkretnym miejscu. Patrząc jednak na film z nieco szerszej perspektywy nie sposób nie zauważyć tego, jak silnie spłyca on kontekst konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Brak wprowadzenia w genezę chociażby samego muru bezpieczeństwa, brak informacji na temat zamachów terrorystycznych na terenie Izraela, w końcu, brak Izraelczyków, którzy w 5 rozbitych kamerach są jedynie marionetkami, którym przyprawia się odpowiednie „gęby”.

Ameryka się zachwyca, mimo tego, a może właśnie dlatego, że pozytywnymi bohaterami filmu są Palestyńczycy (w końcu, sprzeciw wobec punktowi widzenia prezentowanemu przez media zawsze jest na czasie). Mit bohaterski znów sprawdza się doskonale, bo 5 rozbitych kamer mimo skromnej strony formalnej odnosi sukces i w Sundance, i w nominacjach Akademii, i na Rottentomatoes, czy też IMDB. Niemniej, czy naprawdę jest się czym zachwycać? Fakt, determinacja mieszkańców Bil’in oraz zapał samego Burnata chwytają ze serce i zdecydowanie zasługują na oklaski, lecz czy to one podlegają ocenie widza, czy też sam film, który cierpi na wiele uproszczeń, przemilczeń oraz emocjonalnych szantaży (fundamentalny problem oceny dokumentu)? Ja, jeśli chodzi o 5 rozbitych kamer, pozostaję nieco sceptyczny – fakt, wzruszająca historia, o której warto mówić, ale i opowieść zbyt oderwana od kontekstu, który doprowadził do jej zaistnienia.







  • Jaro

    widać wiele braków wiedzy autora recenzji:

    „z Husajna media uczyniły ucieleśnienie zła wszelakiego”

    napaść na Kuwejt i jego późniejsza aneksja została dokonana w sposób hitlerowsko-stalinowski i spotkała się z oburzeniem praktycznie całego cywilizowanego świata, więc raczej nie szukałbym tu winnych wśród mediów”

    „potężne media zachodnie raczej nie przepadają za Palestyną”

    przy czym wypadałoby wspomnieć, że media palestyńskie za Zachodem też nie przepadają. i to w zdecydowanie większym stopniu

    „w końcu, sprzeciw wobec punktowi widzenia prezentowanemu przez media zawsze jest na czasie”

    pozostaje tylko pytanie: sprzeciw wobec KTÓRYCH mediów? w USA sympatie dawno już się odwróciły: niegdyś antysemiccy Republikanie widzą teraz (nie bez kozery) w Izraelu bastion cywilizacji w morzu zacofania i fanatyzmu, natomiast Demokraci coraz otwarciej opowiadają się za Palestyną. w rzeczywistości wizerunek medialny Izraela na świecie jest dużo, dużo gorszy od Palestyny. pewnie dlatego, że o konflikcie między tymi państwami filmy się kręci. natomiast nie zobaczymy w kinach opowieści o bohaterskich obrońcach niepodległej Palestyny, dla których rozmiar wolności jest wprost proporcjonalny do procenta kobiet noszących burkę (co w kontekście takiej ostro już zwesternizowanej Gazy, gdzie rządzi Hamas, jest szczególnie przykre). ciekawe dlaczego?

    • Fidel

      Nie chcę tu wchodzić w kwestie światopoglądowe, a na takie tory musiałaby zejść ta rozmowa.

      1. W żadnym miejscu tekstu nie oceniam moralnego aspektu ataku na Kuwejt. Uważam jednak, że media świadomie zmieniły sąd i egzekucje nad Husajnem w przedstawienie i do tego zjawiska odnoszę się w tekście.

      2. Nie piszę o mediach palestyńskich, bo w kontekście „5 rozbitych kamer” tego typu rozważania nie mają wielkiego sensu i są zbyt dużą odskocznią od tematu. Film zdobył popularność dzięki rynkowi amerykańskiemu, a zatem pisanie o stosunku mediów USA do Palestyny wydaje się być bardziej zasadne.

      3. Nie mam zamiaru sypać tytułami gazet czy nazwami stacji, ponieważ nie to jest tematem recenzji. Duża część amerykańskich mediów wciąż przedstawia problem izraelsko-palestyński dość stronniczo. Do tego dochodzi psychoza pt. terroryzm.

      Moim zadaniem nie jest zajmowanie określonego stanowiska politycznego, czy analiza relacji na linii demokraci-republikanie-konflikt izraelsko-palestyński. Informacje przedstawione w tekście nie są błędne i nie wydaje mi się, że świadczą o mojej niewiedzy. Chodzi tu po prostu o kwestię priorytetów. Tekst nie jest poświęcony konfliktowi, a „5 rozbitym kamerom”. Jakaś forma wprowadzenia w konflikt jest konieczna, ale nie może dominować całego tekstu. Jak zaznaczyłem, problem sporu jest złożony, a zatem jakakolwiek próba jego opisania w tak krótkim tekście jest niemożliwa. Chodzi raczej o wskazanie pewnych tropów, które – w kontekście seansu filmu – mogą okazać się przydatne.

      Pozdrawiam.

  • elektrasaga

    „Pozostaję mocno sceptyczna” wobec konstrukcji, o ile nie autora tego tekstu. Film pokazuje, co się dzieje poza gabinetami wielkiej polityki, gdy najbiedniejsi tracą wszystko, a dzieci w wieku 5 lat pytają ojca nie o wyjście do kina, tylko czemu nie morduje drugiego człowieka nożem. Proponuję bardziej się zastanowić nad sensem wojny w ogóle, niż „kontekstem”. Pointa recenzji beznadziejna.

  • opal

    dziwi mnie tylko,że Hitler nie nauczył

    niczego tego chorego,zakłamanego narodu(izrael)

  • zerosu

    Dla mnie sprawa jest prosta – ten „naród wyBrany” nie powinien posiadać swojego państwa, sądząc po tym co wyprawia w Palestynie.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Urwany Film #22 - Dredd 3D

Następny tekst

REMAKE - I SPIT ON YOUR GRAVE



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE