21 Jump Street | FILM.ORG.PL

21 Jump Street

Film z jednej strony tak standardowy, że trudno napisać o nim coś ciekawego, a z drugiej na tyle udany, że nie można się do niczego szczególnego przyczepić.




Zwyczajny, schematyczny, udany




Maciek Poleszak
17.07.2012


Recenzja pojawiła się wcześniej w serwisie Paradoks.

Lubię nabijać się z ekranowych klisz, ponieważ zazwyczaj są tak ograne i nadużywane, że jedyną alternatywą dla parsknięcia śmiechem byłaby szczera irytacja, której staram się unikać jak ognia. Narzekanie na to, że w Hollywood już dawno skończyły się pomysły i od lat uskuteczniany jest twórczy recycling też powoli zaczyna robić się nudne, w końcu każdy widzi jak jest. Wystarczy obejrzeć zwiastun nowej "Pamięci absolutnej" i żaden dodatkowy komentarz nie jest potrzebny. Z drugiej strony mamy filmy, które za wszelką cenę starają się skostniałe, przewidywalne scenariusze wyśmiewać, lub przynajmniej podchodzić do nich z dużym dystansem. I w tym miejscu rodzi się pytanie: kiedy uciekanie od schematu stanie się kolejnym, wyświechtanym schematem? A może już się tak stało?

"21 Jump Street" powstał na podstawie serialu policyjnego z lat osiemdziesiątych, od którego swoją karierę zaczynał Johnny Depp. Tyle informacji wystarczy, żeby co bardziej złośliwi widzowie rozpoczęli nudną tyradę o odgrzewanych kotletach i lenistwie wszystkich ludzi odpowiedzialnych za realizację filmu. Przewidując taki obrót sprawy scenarzyści wzięli się do roboty i upchnęli do scenariusza całą masę mrugnięć okiem do widza i żartów z samych siebie. "21" jest więc filmem świadomym klisz, których nadużywa i których zupełnie się nie wstydzi każąc jednej z postaci powiedzieć w formie przemowy: "embrace your stereotypes". Mięśniak jest mało rozgarnięty, ciapowaty koleżka z brzuszkiem jest łebski, a przełożony głównych bohaterów czarnoskóry i rzucający bluzgami na prawo i lewo. Wszystko to z biegiem czasu zostanie częściowo postawione na głowie, ale fakt pozostaje faktem – nic nas tu raczej nie zaskoczy.

Więc pytam się: dlaczego, pomimo powyższych rozważań o schematach, ten film ogląda się najzwyczajniej w świecie dobrze? Nie zważając na całe to marudzenie o braku oryginalnych pomysłów okazuje się, że "21 Jump Street" po prostu się udał – ma w sobie to coś, co sprawia, że dwóch godzin spędzonych w kinie nie można uznać za stracone. Najważniejsze jest to, że całkiem niezły scenariusz trafił na całkiem niezłych aktorów, a wszystkie elementy składowe wskoczyły na swoje miejsca od pierwszej minuty seansu współdziałając ze sobą idealnie ku uciesze widowni.

Jonah Hill i Channing Tatum w duecie ciągną cały film od początku do końca. Bryluje szczególnie ten drugi, do tej pory kojarzony raczej z romantycznymi filmami, przy których dobrze się spało, albo słabiutkim "G.I. Joe". Tutaj Tatum pokazuje, że ma wyczucie do komedii, a z odpowiednio skompletowaną obsadą potrafi wytworzyć na ekranie chemię, w którą niemal od razu da się uwierzyć. Jedynymi rzeczami, do których mogę się przyczepić są bardzo słabe efekty specjalne w niezbyt potrzebnych (ale najwyraźniej obowiązkowych) scenach akcji i dosłownie dwa momenty, w których humor niebezpiecznie przekracza granice dobrego smaku. 

"21 Jump Street" to nie wiekopomne dzieło, które będzie wspominać się za kilkadziesiąt lat w podręcznikach do historii filmu. Nie wyleczy też raka i nie zlikwiduje głodu na świecie. Jest za to zwyczajne dobry. Tylko tyle i aż tyle. I niech to będzie idealnie schematycznym podsumowanie tej całkiem schematycznej recenzji.







  • Peter89

    Kilka niezłych gagów jest, ale momentami film mocno przeszarżowany. Niektóre sceny bez pointy, zbyt długie i chaotyczne. Ogólnie nienajgorzej, ale bez rewelacji

  • Swietna komedia. Duzo gagow i zabawnych scen. POLECAM. SUper klimat.

  • Bartek Michalski

    Mi film się podobał. Rozbawił mnie. Zauważyłem również, że najbardziej bawią mnie gagi związane z korzeniami komedii to jest slap-stick. Film polecam w 100%!


  • „21 Jump Street” to nie wiekopomne dzieło, które będzie wspominać się za kilkadziesiąt lat w podręcznikach do historii filmu. Nie wyleczy też raka i nie zlikwiduje głodu na świecie. ”

    Który film leczy raka i likwiduje głód?

    • tandaradei

       Film o leczeniu raka i likwidacji głodu.

      • A więc? Tytulik?

        • Filip Jalowski

          Jeśli już mamy bawić się w „nie rozumiem konwencji i nie wyczuwam przenośni”, to chociażby za część funduszy z filmu „Monsunowe wesele” (2001) została założona fundacja Salaam Balak Trust, która ma za zadanie pomagać pozbawionym opieki dzieciom, a te w przeważającej liczbie przypadków dotyka problem głodu. „Monsunowe wesele” pomaga zatem w likwidacji głodu. Jeśli chodzi o raka, to trylogia złożona z filmów „Onwards to Victory” (1953), „The Modern Crusaders” (1958) oraz „The Fight against Cancer: An appeal by Margaret Leighton” (1959) została stworzona po to, aby w nowatorski sposób zebrać fundusze na walkę z tą chorobą. Ponad to, przyczyniła się do przeniesienia raka ze sfery tabu do sfery publicznego dyskursu. Można? Można…

          • Maciek „Ciuniek” Poleszak

            Fidel, you’ve just made my day :D

          • A Ty tak na poważnie?! Matko, co za ludzie!!!

          • ble

            Chciałeś „tytulik” – dostałeś ;)

  • Piotr Piekarski

    Film bardzo sympatyczny, zwłaszcza do obejrzenia na luzie w gronie znajomych, ale końcowy „gag” z głównym złym był bezsensowny i obrzydliwy i powinien zostać wycięty na etapie montażu. Jest naprawdę ok, pomimo jak wcześniej ktoś wspomniał „przeszarżowania”.

  • Pingback: Straż sąsiedzka (2012) - recenzja filmu | Film.org.pl()

  • Pingback: Pearl()

  • Pingback: Pieprzyć „Glee”, czyli 21. ulica, gdzie leżą licealne trupy | Film.org.pl()

  • Pingback: Fuck you, GLEE! | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Nie idź tą drogą!

Następny tekst

Perfect Sense



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE