Recenzje

RATATUJ (2007)

Taki Pixar, że palce lizać!

Autor: Rafał Donica
opublikowano

RATATUNKU!

Mam problem z filmami Pixara! Problem polega na tym, że… wszystkie są znakomite. Nieważne, czy opowiadają o ożywionych zabawkach, gadających owadach, rybkach, tętniących emocjami samochodach, potworach czy superbohaterach – każdy piksel w bajkach Pixara zdaje się być przemyślany, dopracowany i dopieszczony. Przemyślana, dopracowana i dopieszczona jest też warstwa scenariuszowa. Zawsze jest trochę na serio i trochę półżartem, jest mało nachalny morał i przesłanie dla maluchów oglądających film, a mimo to bajkom Pixara daleko do infantylizmu, dzięki czemu dorośli bawią się na filmach z tej stajni równie znakomicie, jak ich pociechy.

Jednocześnie filmy Pixara wpisane są w niezmienny schemat. Zwyczajny bohater ma niezwyczajne marzenie, wyrusza w podróż, poznaje mentora, gdzieś w tle kręci się galeria zakręconych postaci i obowiązkowo jakiś czarny charakter. W pewnym momencie bohatera ogarnia rezygnacja albo kłóci się z najlepszym przyjacielem, a na koniec triumfuje i jakaś kobietka (samochód, zabawka, owad) staje u jego boku. No i nauka wyniesiona z przeżytych przygód nie idzie jak krew w piach, bo bohater jest odmieniony, a widzowie naładowani optymizmem i mądrościami życiowymi. Klasyczny schemat „podróży bohatera” u Pixara z filmu na film aż za bardzo do poprzednika podobny. Paradoksalnie więc, mimo wciąż tych samych części składowych, każdy nowy film tej wytwórni jest niesamowicie świeży, wciągający i emocjonujący. Widocznie można sprawdzone elementy miksować w nieskończoność, jeśli tylko ma się na to pomysł. I tu wracam do pierwszego zdania mojej recenzji.

Tak, mam duży problem z Ratatuj, albowiem nie mam pomysłu na zrecenzowanie tego filmu. Bo w zasadzie wszystko, co napisałem powyżej, znakomicie ilustruje również to dzieło Pixara. Jest kolorowo, pomysłowo i widowiskowo – scena pościgu po ulicach Paryża: bezcenna. Jest wzruszająco i zabawnie, szczurki są pocieszne i sympatyczne, a wszystko fantastycznie animowane. Polski dubbing na czele ze Zbigniewem Zamachowskim i Krzysztofem Kowalewskim na piątkę, choć oczywiście do klasy np. Shreka nawet się nie zbliża, bo i oryginalny Ratatuj nie ma ambicji okołoshrekowych. Jeśli czymś różni się Ratatuj od poprzedników, to na pewno jedną drażniącą kwestią. Nie, nie przeszkadzają mi gadające zwierzaki – bo tę konwencję stosuje się w bajkach (i nie tylko) z powodzeniem od stu lat. Chodzi o sterowanie człowiekiem przez szczura. Ale nie, nie chodzi o sam fakt sterowania, tylko o sposób – poprzez lejce zrobione z włosów, hmm. Stanowi to jeden z najważniejszych elementów opowieści, więc jeżeli ten zgrzyt komuś będzie przeszkadzał, to będzie przeszkadzał przez cały seans.

Jeżeli ktoś już to przełknie i da wiarę temu, że człowiekiem można perfekcyjnie nawigować poprzez ciągnięcie za włosy, będzie bawił się na Ratatuj znakomicie. Bo właśnie owo sterowanie daje początek większości gagów sytuacyjnych i stanowi punkt wyjściowy dla zabawnych dialogów, jak ten, w którym główny bohater wyznaje, że „ma na głowie maleńkiego kucharza, który pokazuje mu, jak gotować”. W tym miejscu przypomniała mi się słynna przeróbka teleturnieju 1 z 10 (dostępna na YouTube), w której Tadeusz Sznuk pyta jednego z uczestników: „Co masz w głowie?” na co ten odpowiada: „Margarynę Delmę„. Sznuk kontynuuje: „Co ona robi?” – „Mówi mi, jak smażyć” odpowiada uczestnik.

W Ratatuj jest równie zabawnie, a w dodatku wszystko stoi na szalenie wysokim poziomie technicznym, jest akcja i humor w dobrze wyważonych proporcjach, a na końcu mnóstwo miejsca na wzruszenie, autentyczne łzy i w ogóle to kolejny świetny film Pixara. I cóż tu więcej pisać?

Tekst z archiwum film.org.pl (12.10.2007).

Ostatnio dodane