Recenzje

PSYCHOKINEZA. Koreański heros kontra bezduszny deweloper

Widzieliście tę historię dziesiątki razy, a jednak ma w sobie coś urokliwego, co nie pozwala oderwać się od ekranu.

Autor: Jarosław Kowal
opublikowano

Wojna z granicami

Wyobraźcie sobie, że wasz listonosz, sklepikarz, którego codziennie widujecie, albo bezrobotny sąsiad nagle zostają superbohaterami. Właśnie takiego, zwykłego herosa poznajemy w Psychokinezie.

Tuż po maturze dorabiałem na budowie. Co tam się wyczyniało… Mieszanie cementu z moczem, bo nie było dostępu do wody; zabawy w chowanego z paleciakiem; powoływanie improwizowanego zespołu grającego na czym popadnie… Ale gdyby „majster” nakazał zajęcie obiektu przemocą, prędzej wywieźlibyśmy go na taczce niż rzucili się ze szpachelkami na broniących dobytku ludzi. Mentalność filmowych budowlańców zazwyczaj jest inna. Są żywymi buldożerami siejącymi spustoszenie tam, gdzie wyceluje wskazujący palec przełożonego i trudno uwierzyć, że tak wielkie oddanie wynika wyłącznie z wyższej stawki za godzinę pracy. Może po prostu rzeczywistość nie jest aż tak przerysowana…

Sang-ho Yeon – reżyser znakomitego Zombie Express – podejmuje ten wyświechtany wątek i dodaje do niego element superbohaterski (co także nie jest nowością – ostatnio urbanistyczny terror siał chociażby Wilson Fisk w pierwszym sezonie Daredevila). Nie ma żadnego „ale”, po którym mógłbym wskazać na oryginalność pomysłu, scenariusz jest do bólu schematyczny i… służy mu to znakomicie.

Nawet jeżeli czujesz się cool, bo korzystasz z supermocy, to nigdy nie będziesz wystarczająco cool, żeby zaimponować własnej córce.

Jeżeli świeżo upieczonym herosem zostaje samotny ojciec, to oczywistym jest, że jego córka musi znaleźć się w tarapatach. Jeżeli lokalny mafiozo nie radzi sobie z pozornie prostym zadaniem, oczywistym jest, że musi pojawić się większy mafiozo i dotkliwie go skarcić. Jeżeli mamy do czynienia ze światem, w którym istnieją służby mundurowe, to część z nich musi stanąć po stronie czarnego charakteru. To kilka niespisanych zasad, którymi wielu twórców instynktownie i bezrefleksyjnie posługuje się od wielu lat, a Sang-ho Yeon nie jest wyjątkiem. Przewidywalne okoliczności wbrew pozorom nie odrzucają, ponieważ wtrącony zostaje do nich nie uczeń tajemniczego klanu ninja, nie były żołnierz, nawet nie naukowiec czy nastolatek, dla którego przyrost siły byłby wprost proporcjonalny do przyrostu trądzika na twarzy. Seok-hyeon to najzwyklejszy bohater w dziejach filmu, nawet Hancock czy Kick-Ass są od niego bardziej „super”.

Na pewno nie raz zastanawialiście się, czy Mister Fantastic wykorzystuje moc ekstremalnej elastyczności do osiągnięcia lepszych wyników w życiu erotycznym albo czy Superman przez cały czas widzi otaczających go ludzi nagich. Najwyraźniej twórca Psychokinezy zadawał sobie podobne pytania, a jego pozbawiony kryptonimu i fikuśnego stroju heros korzysta z telekinezy nie tylko w walce z demonicznym deweloperem, lecz również w starciu z zaparciami. To człowiek z przypadku, z wyglądu jeszcze mniej „super” niż Blankman, a w dodatku udowadnia, że nawet jeżeli czujesz się „cool”, bo korzystasz z supermocy, to nigdy nie będziesz wystarczająco „cool”, żeby zaimponować własnej córce.

Klisze wykorzystywane są z premedytacją, co wzmacnia ich komediowy wydźwięk. Seok-hyeon zdobywa nowe talenty w skrajnie absurdalny sposób – obiekt z kosmosu rozbija się w pobliżu źródła wody, zakaża ją, a następnie trafia do jego przełyku. To wszystko, bez dodatkowych wyjaśnień. Co ciekawe, jego umiejętności nie wszystkich zaskakują. Akcja filmu nie rozgrywa się w świecie, z którego wyrugowano popkulturę, w którym nikt nigdy nie słyszałby o superbohaterach, a jedna z postaci pyta wprost, czy nie powinien nosić maski jak Spider-Man. Kolejne zaskoczenie przychodzi w finale, kiedy wszystkie te niezgodne z prawem, lecz podejmowane w słusznej sprawie decyzje zostają osądzone i wcale nie kończą się wiwatem oraz uwielbieniem społeczeństwa. To drobnostki, a jednak sprawiają, że Psychokineza zdobywa się na realizm zawstydzający produkcje bazujące na postaciach z komiksów Marvela i DC.

Podobnie jak Zombie Express było klasyczną historią o żywych trupach ukazaną w nieco innym świetle i dla polskiego widza egzotycznych, koreańskich realiach, tak i Psychokineza nie zawiera oryginalnych treści – to opowieść o powrocie ojca, odbudowaniu relacji rodzica z dzieckiem, a przy okazji także o uczeniu się, że „z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność”. Jako lekkie kino familijne sprawdza się świetnie i jeżeli na nic więcej nie będziecie liczyć, to nie powinniście się zawieść.

Ostatnio dodane