Recenzje

Portret o zmierzchu. Trudna szczerość

Autor: Michał Bleja
opublikowano

Film Angeliny Nikonowej z 2011 roku to jeden z najtrudniejszych do strawienia obrazów, jakie dane mi było oglądać, nie tylko jeśli chodzi o kino rosyjskie. Nie chodzi bynajmniej o to, że epatuje przemocą czy seksem – są one w nim obecne, jednak w dawce nieprzekraczającej poziomu, z jakim mamy do czynienia w większości dzieł puszczanych w polskich kinach. Sęk w tym, że Portret o zmierzchu rozbija na kawałki naszą wizję świata i nasze wyobrażenia na temat kobiet, życia czy sposobów na osiągnięcie szczęścia. Brutalne zdemaskowanie nadinterpretacji, wymówek i zwykłych kłamstw, którymi wytapetowane są nasze strefy komfortu, bynajmniej nie należy do przyjemnych.

Portret o zmierzchu należy moim zdaniem rozpatrywać przede wszystkim w dwóch kontekstach – po pierwsze jako film poruszający tematykę gwałtu, co zmusza do porównania z niemal o dekadę starszym dziełem Gaspara Noe Nieodwracalne, i po drugie – jako smutną recenzję rosyjskiej rzeczywistości, do złudzenia przypominającej klimatem filmy Bykowa, Bałabanowa czy Zwiagincewa. W obu kontekstach dzieło Nikonowej zdecydowanie wyróżnia się na tle wizji kolegów. Narracja prowadzona jest z perspektywy stricte kobiecej.

Marina jest osobą o niesamowicie grubej skórze. Na co dzień pracuje jako psycholog z przedstawicielami patologii – bez przerwy ma styczność z przemocą domową, wykorzystywaniem seksualnym, alkoholizmem i usprawiedliwianiem kata przez ofiarę, które ludziom prowadzącym zwykły tryb życia (w tym jej znajomym) nie mieści się w głowie. Wszyscy wokół niej, na czele z mężem i koleżankami, są zakłamani i tchórzliwi – zamiatają problemy pod dywan, odwracają wzrok lub chowają głowy w piasek. Znajomi Mariny reprezentują zwykłych zjadaczy chleba. Niepokojące jest to, że negatywna opinia Nikonowej na ich temat wydaje się mieć mocno ugruntowane podstawy – pijany egoista, który raczej ucieknie przed problemem, niż zdecyduje się z nim zmierzyć, to postawa, z którą mamy do czynienia na każdym kroku, najwyraźniej nie tylko w Polsce, ale również w Rosji. To kolejny dowód na to, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni.

Film zaczyna się sekwencją scen, po których trudno nie współczuć głównej bohaterce – najpierw łamie jej się obcas, potem Marina kilkakrotnie styka się z irytującym chamstwem, zostaje okradziona i ostatecznie zgwałcona przez stróżów prawa. Z początku wydaje się, że wszystko potoczy się podobnie jak u Gaspara Noe – Marina, widząc jednego z oprawców, idzie za nim w ukryciu, trzymając w dłoni zrobionego ze szklanej butelki tulipana, po czym wchodzi za mężczyzną do windy i prowokuje stosunek oralny z zamiarem uszkodzenia przyrodzenia. Planu jednak nie wykonuje – zamiast tego wprowadza się do gwałciciela, kilkakrotnie wyznając mu miłość i za każdym razem dostając w zamian po twarzy.

Sam szkic fabuły może budzić dezorientację. W filmie można co prawda szukać jakiegoś spójnego przekazu typu „trzeba kochać mimo wszystko” albo „on był zły przez to, gdzie się wychował, a ona dostrzegła w nim dobro” etc, jednak tego typu interpretacje denerwująco spłycają obraz Nikonowej. Rosjanka bezlitośnie przypomina, że nasz system wartości i przekonań ma niewiele wspólnego z prawdą, że stworzyliśmy go tylko po to, aby żyło nam się wygodniej, a spojrzenie prawdzie w oczy jest dla zdecydowanej większości społeczeństwa zbyt trudne.

Nikonowa pozostawia pytanie „dlaczego Marina to robi?” bez odpowiedzi. To dla widza źródło potężnego dyskomfortu i dlatego właśnie Portret o zmierzchu często otrzymuje mało pochlebne recenzje – słyszałem np. że jest „głupi”, że „obraża kobiety”, Nikonowej zarzuca się również antyrosyjskość, podobnie zresztą jak Bykowowi czy Zwiagincewowi. Osobiście bardzo doceniam odwagę Nikonowej i uważam, że wszystkie pomyje, jakie wylano na nią w związku z tym dziełem, mogą dla niej stanowić powód do dumy.

Kilka słów należy się niewątpliwie aktorom grającym główne role. Olga Dychowicznaja w roli Mariny jest perfekcyjna – w kinie rosyjskim równie dopracowane kreacje kobiece znajdziemy tylko w dziełach Ilji Chrzanowskiego (Cztery) i Andrieja Tarkowskiego (Zwierciadło). Również Siergiej Borisow, człowiek bez najmniejszego aktorskiego przygotowania, wypadł fantastycznie. Późniejsze role tego aktora były epizodyczne – to naturszczyk o bardzo charakterystycznej fizjonomii, którego potencjał moim zdaniem można porównać np. do Polaka Lecha Dyblika – mam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś o Borisowie usłyszymy.

Film Nikonowej jest odważny, inteligentny i skutecznie wymyka się schematom. Mimo że seans jej Portretu o zmierzchu trudno zaliczyć do przyjemnych, uważam go za dzieło wybitne, nie mniej ważne dla rosyjskiej kinematografii niż obrazy bardziej znanych kolegów.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane