Recenzje

PORNOGRAFIA (2003)

Koncertowa rola Krzysztofa Majchrzaka w przeciętnej adaptacji Gombrowicza.

Autor: Edward Kelley
opublikowano

Niezbyt porno, niezbyt duszno...

Przyznam, nie bez pewnego zawstydzenia, że moja znajomość prozy Gombrowicza kończy się na pogłębionej wprawdzie, ale jednak szkolnej analizie Ferdydurke i filmie Jerzego Skolimowskiego pod tym samym tytułem. Różne „gęby” i „pupy” są dla mnie zatem jedynie niezbyt wyraźnym wspomnieniem z czasów szkoły średniej, wzbudzającymi raczej uśmiech sympatii niż jakiekolwiek skojarzenia z wielką literaturą. Nie to, żeby moim celem było szczycenie się ignorancją w tej dziedzinie, ale raczej podkreślenie dziewiczości mojego podejścia do złożonego tematu, jakim twórczość Gombrowicza bez wątpienia jest.

Filmy Kolskiego mają w sobie coś, co przykuwa uwagę w sposób dla niego niezwykle charakterystyczny i na swój sposób wyjątkowy.

Za tę niełatwą, jak mniemam, materię wziął się nasz lokalny specjalista od sielskiego anielskiego kina z psychologiczno – mistycznym podłożem, Jan Jakub Kolski. Co ciekawe, współautorem scenariusza Pornografii, bo o niej tu mowa, obok samego Kolskiego jest Gerard Brach, dawniej stały współpracownik Romana Polańskiego, współtwórca takich głośnych filmów Polaka jak Wstręt, Matnia, Nieustraszeni pogromcy wampirów czy Lokator. Wziąwszy pod uwagę tematykę filmu i mocno ograniczone grono uczestników dramatu, fakt ten zupełnie nie dziwi, gdyż jak wiadomo spółka Polański – Brach przez całe lata specjalizowała się wręcz w bardzo kameralnych dramatach, rozgrywających się często w zamkniętej przestrzeni.

Z dokładnie taką sytuacją mamy do czynienia właśnie w Pornografii. Okupacja, zamknięty dworek gdzieś w Polsce, sześć osób uwikłanych w funkcjonalno – seksualne zależności, prowokator, niczym dyrygent lub szachista rozgrywający uczucia pozostałej piątki niczym partyturę na 64 polach i unoszące się nad nimi wszystkimi widmo trudnego do uchwycenia zagrożenia. Czy to aby nie brzmi znajomo? Ależ tak, osnowa fabularna Gombrowicza do złudzenia przypomina wspomnianą wcześniej Matnię. Z jednym wszakże ale, Gombrowicz stworzył swoją wersję historii znacznie wcześniej.

Przyznać trzeba, że filmy Kolskiego mają w sobie coś, co przykuwa uwagę w sposób dla niego niezwykle charakterystyczny i poniekąd wyjątkowy. Mieszanina wiejskich obrazków i ludowego mistycyzmu potrafi sięgnąć głęboko do naszej niezagospodarowanej wyobraźni i wydobyć jakiś rodzaj często nieuświadamianej bliskości, tęsknoty do tego zgodnego z rytmem natury, prostego żywota pełnego magii i sił, o których w normalnych warunkach wstydzimy się nawet myśleć. Taki był Jańcio Wodnik i Pograbek. Niestety w przypadku Pornografii ten rozpoznawalny na milę styl Kolskiego się nie sprawdza i oprócz sielskich widoczków z polskiego dworku na prowincji za okupacji nic raczej nie zostaje.

Bo i historia jakby bardziej poważna – mógłby powiedzieć ktoś. Zgoda, historia dwóch panów w średnim wieku, którzy przyjeżdżając na prowincję postanawiają chyba z nudów zdeprawować parkę młodych i niewinnych (choć nie do końca, jak się okazuje) mieszkańców dworu niesie ze sobą emocjonalny ładunek, który mógłby uczynić ten film wielkim. Jednak tak się nie dzieje. Dlaczego? Odpowiedź jest trywialna. Bo z ekranu najzwyczajniej w świecie wieje nudą. Film jest zbyt długi (mimo swoich 105 zaledwie minut) i o ile na ekranie nie widać akurat Krzysztofa Majchrzaka (o nim za chwilę) usta same rwą się do potężnego ziewania, by ująć to delikatnie.

Jak napisałem we wstępie, nie znam literackiego pierwowzoru Gombrowicza, ale to, co zobaczyłem na kinowym ekranie, dało mi wystarczająco precyzyjny obraz tego, czym Pornografia mogłaby się stać, a o co zaledwie się otarła. Widziałbym Pornografię jako obraz ludzkiej tragedii i manipulacji w formie, jakiej w polskim kinie chyba jeszcze nie było, intensywnym i do bólu poruszającym. Mogła być obrazem wewnętrznego rozdarcia człowieka, którego egoizm przywiódł nad skraj rwącej rzeki, mogła być jego krokiem naprzód.

Tymczasem adaptacja dzieła Gombrowicza stała się zaledwie, choć może aż, przeciętnym filmem z jedną doskonałą rolą. Fakt, że Pornografia chociaż otarła się o kino przez duże „K”, zawdzięczamy niemal w całości wyrastającemu aktorsko ponad całe przedsięwzięcie Krzysztofowi Majchrzakowi, bez którego najnowszy film Kolskiego można by z powodzeniem uznać za artystyczną porażkę. Fryderyk Majchrzaka to człowiek pozostający w cieniu osobistych demonów, które niemal dają się dostrzec, jak unoszą się nad jego głową. Towarzyszą mu nieodłącznie, ubrane w nuty znienawidzonej i ukochanej jednocześnie melodii. To kpiarz i manipulant, który świadomie doprowadzając do krwawej inicjacji i zdeptania niewinności bierze na siebie rolę diabła w ludzkiej skórze, fascynującego i niepokojącego. Niebezpiecznego tak, jak może być tylko ktoś, kto stracił już w życiu wszystko, co było do stracenia. Kierująca nim motywacja zdaje się nam niepostrzeżenie umykać, zwodząc nas od pełnej cynizmu i wyrachowania, demonicznej pozy gracza ludzkimi uczuciami do nieoczekiwanie nieugiętej postawy wobec kwestii honoru i zasad.

Zagrana w zawieszeniu miedzy obojętnością i szaleństwem rola Krzysztofa Majchrzaka decyduje o tym, że są w Pornografii momenty, kiedy to, co dzieje się na ekranie, może nas przejąć, a nawet chwycić za gardło. To skondensowana rozpacz i piekło poczucia winy w każdym geście i słowie, to… bodaj jedyny i najważniejszy element układanki, dla którego warto ten film zobaczyć.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane