Recenzje

PLANETARIUM. Niespełnione ambicje

Film dla oddanych fanów Natalie Portman.

Autor: Michał Bleja
opublikowano

Wybierając się do kina na Planetarium, nie do końca wiedziałem, czego mam się spodziewać. Nazwisko pani reżyser Rebecki Zlotowski nic mi wcześniej nie mówiło, nie miałem również pojęcia, że Johnny Depp ma córkę, która para się aktorstwem. Film był dla mnie interesujący przede wszystkim ze względu na to, że w obsadzie znalazła się Natalie Portman, która moim zdaniem jest poważną kandydatką do miana najlepszej aktywnej aktorki filmowej świata.

Wiedziałem również, że mimo dość dużego potencjału komercyjnego (nazwiska Portman i Depp powinny w zupełności wystarczyć, aby zapewnić temu obrazowi finansowy sukces) Planetarium wzbudza niewielkie zainteresowanie i zbiera niezbyt przychylne oceny. Znalezienie kina, które pokazywałoby tę produkcję w sensownych godzinach na terenie Trójmiasta, było naprawdę ciężkim zadaniem.

Obraz Zlotowski to film ambitny, któremu jednak ambicji twórców nie udało się spełnić. Nie jest żadnym arcydziełem, nie opowiada historii, która zmieniłaby nasze spojrzenie na świat lub poruszyła nas emocjonalnie. Mimo to seansu nie można uznać za czas stracony – kilka rzeczy udało się Zlotowski doskonale, a kilka nie udało się wcale.

Akcja Planetarium toczy się wokół losów sióstr Barlow zajmujących się dość specyficzną działalnością sceniczną – młodsza, Kate, jako medium pomaga widzom rozmawiać ze zmarłymi, starsza, Laura (Natalie Portman) buduje podczas spektaklu napięcie i dba o stronę organizacyjną. Podczas jednego z występów na siostry zwraca uwagę André Korben (Emmanuel Salinger), ekscentryczny milioner, który ma pewne niezałatwione sprawy z jednym ze zmarłych. Zafascynowany siostrami postanawia nakręcić film o kontaktach z duchami, w którym rola medium zostaje powierzona Laurze, pozbawionej parapsychicznych zdolności, za to bardzo utalentowanej aktorsko.

Zacznijmy od tego, co się udało. Planetarium to przede wszystkim zabawa formą – widać, że pomysłów ekipie nie brakowało. Film jest bardzo atrakcyjny wizualnie i pojawia się w nim kilka ciekawych patentów na zekranizowanie emocji – spójrzmy chociażby na scenę, podczas której Laura Barlow przygląda się grupie imprezujących ludzi, zastanawiając się, który z nich jest autorem obraźliwego napisu na lustrze w jej pokoju. Takich smaczków jest znacznie więcej i to dzięki nim film ogląda się bardzo dobrze mimo słabo zarysowanej fabuły, o czym za chwilę.

Bardzo udana jest również rola Portman. Momentami miałem wrażenie, że ta produkcja powstała tylko po to, aby umożliwić jej zaprezentowanie swojego warsztatu. Wygląda na to, że Zlotowski postanowiła zrobić z Laury aktorkę tylko po to, aby móc pokazać, jak Natalie pracuje przed kamerami. Nawet jeśli – to ciekawy i odważny zabieg, choć trzeba zaznaczyć, że przypomina trochę chwytanie się brzytwy. Gdyby nie charyzma, ekspresyjność i ogromny talent odtwarzającej starszą z sióstr Barlow aktorki, film straciłby ponad połowę wartości. Portman błyszczy jasno również dlatego, że tło jest mocno matowe – Emmanuel Salinger wypada blado, chociaż to akurat nie jego wina, tylko marnie skonstruowanej postaci, którą gra. Lily-Rose Depp jest dobra, tyle że właściwie nie gra, po prostu istnieje na ekranie.

Tu przechodzimy do kwestii, co się w Planetarium nie udało. Przede wszystkim nie udało się stworzyć interesujących i wyrazistych postaci. O słabości André Korbena odgrywanego przez Salingera już wspominałem, nawet postać Laury Barlow nie została porządnie zarysowana, choć Portman nadludzkim wysiłkiem udało się ją uratować. Do żadnej z występujących w filmie osób nie byłem w stanie poczuć ani sympatii, ani antypatii, w efekcie spektakularny upadek Korbena, który chyba w zamyśle twórców miał być poruszający, nie zrobił na mnie praktycznie żadnego wrażenia. Chyba najbardziej wyrazista jest odtwarzana przez Lily-Rose Depp Kate Barlow, ale nie stanowi ona osi filmu, ale co najwyżej nieźle dobrane tło.

Dla wielbicieli Natalie Portman Planetarium jest pozycją obowiązkową – rzadko kiedy ma ona okazje pozwolić sobie na tak bezkompromisową jazdę jak w filmie Zlotowski (chyba ostatnio popisała się tak w Czarnym łabędziu, który jednak był dziełem o wiele bardziej udanym), jeśli jednak mam być szczery – cała reszta może go sobie spokojnie odpuścić. Ten film to ładnie wykonany średniak, w którym dobre pomysły i fantastyczna kreacja największej gwiazdy równoważą się z fabularnym chaosem i rozmytą ogólną koncepcją dzieła. Mimo wszystko ciekaw jestem kolejnego filmu Zlotowski, zastanawiam się, czy uda jej się wyciągnąć wnioski z popełnionych błędów. Jeśli tak będzie i jeśli znów uda jej się namówić do współpracy postać takiego formatu jak Portman, to na pewno wybiorę się do kina.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane