Recenzje

PLANETA SINGLI. Jak showbiznes poznał szarą myszkę

Polskie kino dalej daje radę. Filmowcy serwują nam sprawdzony koktajl – dobry scenariusz, świetni aktorzy i kilka znanych utworów. Ogląda się z przyjemnością.

Autor: Dawid Gawałkiewicz
opublikowano

Jestem prawie pewien, w jaki sposób powstała Planeta Singli. Posłuchajcie! Nie tak dawno, dawno temu w nie tak odległej, bo w naszej galaktyce, jakaś Bardzo Ważna Osoba z Gigant Films zebrała w jednym pomieszczeniu przyszłego reżysera, scenarzystów i pozostałe postaci ważne w początkowych fazach produkcji i powiedziała im: „Zbliżają się walentynki. Zróbcie jakąś komedię romantyczną. Tylko bez chłamu”. Jak to mawiają: nasz klient, nasz pan. Silna ekipa została zebrana i na moje (oraz innych oglądających) szczęście powstał z tego porządny film. Wydaje mi się, że kino polskie wyszło z zapaści i nie będziemy w najbliższym czasie oglądać takich potworków Kac Wawa czy Ciacho.

Fabuła Planet Singli jest dość prosta i opiera się na dwóch wątkach. Jednym z nich jest historia Tomka (Maciej Stuhr) i Marcela (Piotr Głowacki), którzy wspólnie tworzą kontrowersyjny show w telewizji. Jego twarzą jest Tomek, natomiast Marcel to producent-gej. Ten pierwszy przypadkowo poznaje Annę (Agnieszka Więdłocha), nieśmiałą nauczycielkę muzyki, która większość swego czasu spędza na opiekowaniu się swoją matką (Danuta Stenka) i… randkowaniu przy pomocy aplikacji Planeta Singli. To właśnie ten sposób umawiania się sprawia, że wpada na pomysł, by w swoim telewizyjnym show wykorzystać jej schadzkowe doświadczenia, przedstawiając je w krzywym zwierciadle. Drugi wątek, dość marginalny, to historia małżeństwa dyrektora Bogdana (Tomasz Karolak) i fryzjerki Oli (Weronika Książkiewicz), którzy mają kłopoty z wychowaniem swojej córki Zośki (Joanna Jarmłowicz). Oczywiście cała trójka jest ściśle powiązana z Anną.

0004RKLQAT8PU57M-C322-F4

Na samym wstępie muszę wam się przyznać do tego, że zwykle dużo bardziej podziwiam role kobiece niż męskie, być może dlatego, że jestem facetem. Niestety! W wypadku Planety Singli mamy do czynienia z świetnymi rolami Stuhra, Karolaka i Domagały (ten ostatni jako wuefista), a z bardzo kiepskimi kreacjami Więdłochy, Książkiewicz, a zwłaszcza Błaszczyk (ta ostatnia jako szefowa Tomka). Wydaje mi się, że znowu (jak było na przykład w Excentrykach) młody Stuhr zachował się niczym ta lokomotywa, która pociągnęła cały film i sprawiła, że naprawdę przyjemnie się go oglądało. Zwłaszcza w chwilach, w których miał kilkudniowy zarost, był pijany i z podbitym okiem. Odklejony od życia showman przypominał mi momentami DiCaprio z Wilka z Wall Street, a to w moich ustach spora pochwała. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że Więdłocha grała głównie w serialach, ale jej kreacja pruderyjnej, nie z tej epoki nauczycielki muzyki jest zupełnie nieprzekonująca. A już jej relacje z matką były straszliwie chłodne i pozbawione uczuć.

Jeśli chodzi o brak uczuć, to trzeba się tu zatrzymać przy rodzinie granej przez Karolaka i relacjach w niej. Fakt, może trochę zgrzyta, może trochę tej chemii nie ma, ale na szczęście scenarzyści, którzy wymyślili tę klasyczną komedię omyłek, byli geniuszami. Brawa dla całej piątki (sic!), to wam się udało.

maxresdefault (5)

Muzyka to kolejny mocny punkt programu. Stachura, Byle gest Łozowskiego czy kilka zagranicznych przebojów. Wszystkie one sprawiają, że film aż chce się oglądać. Jest to kolejny bezpieczny składnik, bo podobne zagranie znamy doskonale z Listów do M czy Listów do M 2. Docenić należy jeszcze… napisy końcowe. Nie żartuję! Są zrobione w naprawdę interesujący sposób, stanowią integralną część filmu, warto zostać na nie te kilka minut w kinie.

No, ale nie zapominajmy, że Planeta Singli ma być oglądana głównie w walentynki. Dlatego muszę dać argumenty, czy warto iść na ten film w ten szczególny dzień. Oto trzy przesłanki za taką decyzją:

1. Sceny randkowania Anny z najróżniejszymi facetami (na potrzeby programu Tomka). Istny majstersztyk, każda z nich jest małym dziełem sztuki. Przyjemne, lekkie, dowcipne. W ciekawy sposób widać, że dziewczyna nabiera doświadczenia w kontaktach z facetami, co działa na nią na dwóch płaszczyznach. Na pierwszej – fizycznej. Najpierw ubiera się nieciekawie, potem coraz bardziej seksownie, aż wreszcie ociera się o wulgarność, by na końcu wyglądać jak świadoma swojej kobiecości osoba. Druga płaszczyzna jest psychiczna – Anna zdobywa coraz większe doświadczenie w kontaktach z facetami, co prowadzi ją nieuchronnie do cynizmu, co jest pięknie pokazane w randce z lekarzem.

2. Moment, w którym pokazane są dalsze losy mężczyzn, którzy randkowali z Anią, to typowy wyciskacz łez lub, jak ja to wolę nazywać, kinowy przytulasek. Więc chociażby dla tej chwili warto pójść do kina ze swoim partnerem lub partnerką.

3. „Kim jest Anna?” – pyta w najintensywniejszej scenie filmu Maciej Stuhr. Za ten monolog muszę go pochwalić, był on tak dobry, że Planeta Singli dostała ode mnie jedną gwiazdkę więcej. Jest wzruszający, bardzo pasujący do dnia zakochanych. Od razu przychodzi na myśl słynne pytanie z literatury amerykańskiej, to jest: „Kim jest John Galt?”. Jednak w Planecie Singli odpowiedź na pytanie o Annę niesie dużo mniejszy ciężar filozoficzny.

Scena-z-filmu-Planeta-Singli-7-p35567

Polowanie na MacGuffina część pierwsza! O co chodzi? MacGuffin to element, na którym opiera się fabuła. Postanowiłem, że w miarę możliwości w każdej recenzji będę mówił, co moim zdaniem takim MacGuffinem było w danym obrazie. Najprostszą ścieżką byłoby powiedzenie, że zwierzęciem, które upolujemy, będzie aplikacja Planeta Singli. Jednakże wydaje mi się, że w wypadku tego filmu tropy wiodą nas do… pianina. Czemu myślę, że właśnie ono jest MacGuffinem? Obejrzyjcie film.

Panie i panowie. Czy obie płcie mogą z przyjemnością iść na Planetę Singli do kina w walentynki? Zdecydowanie tak! Oczywiście, może pójść na Deadpoola, ale to, co wybierzecie, zależy chyba od tego, kto w waszym związku nosi spodnie…

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane