Recenzje

PARADOKS CLOVERFIELD. Nieprzyjemna niespodzianka

Twórcy "Paradoksu Cloverfield" nie inspirują się klasykami science fiction, także tymi najnowszymi, lecz jawnie je kopiują.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Na wypadek gdyby komuś wciąż było za mało kolejnych abominacji spod szyldu Obcego i alienopodobnych thrillerów science fiction, J.J. Abrams postanowił dosypać sążnistą dawkę kosmicznej grozy do produkowanego przez siebie cyklu filmów pod wciąż zagadkowym kryptonimem Cloverfield. Opublikowany przez Netflix ku zaskoczeniu wszystkich Paradoks Cloverfield to zrzynka ze wszystkiego, co już w tego typu produkcjach widzieliśmy, a mimo sprytnych ruchów marketingowych kolejna odsłona serii wyróżnia się jedynie wzorcową wręcz wtórnością.

Niesamowita atmosfera znana z poprzedniej odsłony kosmicznej serii znika w oparach absurdu.

Czego tu nie ma! Żyjątka wychodzące z trzewi ludzkich osobników, astronauci poświęcający się na rzecz pozostałych członków załogi, odłączanie modułów i alternatywne wymiary. Obcy spotyka Interstellar, a Grawitacja romansuje z Life i Marsjaninem. W zasadzie trudno znaleźć klasyk sci-fi, który nie został w Paradoksie Cloverfield w ten czy inny sposób zremiksowany. Produkcja wyreżyserowana przez Juliusa Onaha, którego największym osiągnięciem w filmie pełnometrażowym było The Girl Is In Trouble (2015) z Alicją Bachledą w obsadzie, to dzieło zrobione pobieżnie, na szybko, jak gdyby scenarzystów Orena Uziela (22 Jump Street) i Douga Junga (Star Trek: W nieznane) goniły terminy i nie mieli czasu, aby dopracować kolejną odsłonę serii Cloverfield.

Mamy tu zatem Ziemię w kryzysie energetycznym, na której nie zabrakło jednak zasobów energetycznych, by stworzyć najpotężniejszy stymulator energii w historii ludzkości (zgubiliście się już?); mamy łopatologiczny konflikt Niemcy vs. Rosja uosobiony poprzez dwóch członków załogi statku kosmicznego, który ma uratować ludzkość; mamy wreszcie serię fabularnych klisz, które mają służyć za coś na kształt rozgrywającej się na pokładzie stacji Cloverfield intrygi. Dziury scenariuszowe są tu większe niż te w poszyciu tytułowego statku, a niesamowita atmosfera znana z poprzedniej odsłony kosmicznej serii znika w oparach absurdu.

Szkoda, bo choć byłem zapalonym przeciwnikiem Projekt: Monster (2008), które konwencję found footage wykorzystywało w bełkotliwy i irytujący sposób, to Cloverfield Lane 10 (2016), równie niespodziewane, choć dalece lepsze niż film Onaha dzieło, wywindowało serię Abramsa na zdecydowanie wyższe pozycje w hierarchii dzieł SF z XXI wieku. Dobre wrażenie wywołane przez film Dana Trachtenberga zostało bezpardonowo wymazane przez siermiężny Paradoks Cloverfield, widowisko tyleż poprawne warsztatowo, co… mało widowiskowe. Ci, których ucieszyła niespodzianka w postaci niezapowiedzianej Netflixowej premiery nowego dziecka J.J. Abramsa, bardzo szybko mogą poczuć się rozczarowani narracyjną niechlujnością i zmarnowaniem obsadowego potencjału przez Onaha.

Paradoks Cloverfield, który w rzeczywistości jest prequelem Projektu: Monster, na poziomie realizacyjnym jest przyzwoitą produkcją (efekty specjalne nie odstają od wysokobudżetowych blockbusterów), pozbawioną jednak dusznej, apokaliptycznej atmosfery, która stanowiła jeden z największych atutów Cloverfield Lane 10. Nie można też oprzeć się wrażeniu, że jedyną funkcją Paradoksu… miało być wprowadzenie do przedstawionej w Projekt: Monster historii – tak, jakby najnowsza odsłona serii nie miała być autonomicznym filmem, lecz jedynie trwającym ponad 100 minut rozbiegiem do właściwej historii, rozpoczętej już dekadę temu.

Jakkolwiek uradowani by nie byli fani serii Cloverfield, nad przeciętnością dystrybuowanej przez Netflix produkcji nie można przejść obojętnie. Twórcy Paradoksu Cloverfield nie inspirują się klasykami science fiction, także tymi najnowszymi, lecz jawnie je kopiują, z definicji pozbawiając swoje dzieło autorskiego charakteru. Taktyka zatrudniania do kolejnych części mało doświadczonych reżyserów tym razem wybitnie się nie sprawdziła – być może nieco lepiej zorientowany filmowiec umiałby zareagować na dziurawy scenariusz i nieco lepiej pokierować atmosferą, fabułą i obsadą Paradoksu Cloverfield. Tymczasem najnowsza część serii w żadnym razie nie zaspokaja apetytów, a wręcz wzmaga je, potęgując wrażenie niespełnionego potencjału. Być może czwarta odsłona Cloverfield, do której zdjęcia lada chwila mają się zacząć, będzie tym, co raz na zawsze ustali charakter tej pogubionej nieco serii.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane