Recenzje

PACYFIKATOR (2005)

Vin Diesel dla młodszej widowni.

Autor: Michał Fedorowicz
opublikowano

Riddick na wesoło

W latach 80. ubiegłego stulecia kino akcji, wybuchów, pościgów i demolki przeżywało prawdziwy rozkwit. Powstało wiele niezapomnianych produkcji spod znaku łuku [Rambo] i miecza [Conan, Czerwona Sonja]. Spod znaku pięści [Rocky] i broni palnej o olbrzymiej sile rażenia [Predator, Commando]. Spod znaku Arnolda Schwarzeneggera i Sylvestra Stallone’a. Gdziekolwiek pojawiali się ci dwaj panowie, pojawiały się pieniądze. Ci dwaj stworzyli wizerunki prawdziwych twardzieli, napakowanych do granic możliwości bezwzględnych, mściwych brutali. Ich kariery zaczęły nabierać niesamowitego tempa. Producenci walili drzwiami i oknami, propozycji ról było tysiące. Ale każda rola wydawała się taka sama. Jeden facet [ewentualnie z życiową partnerką albo przyjacielem] przeciw całemu światu. Jednak Arnie i Sly zaczęli się nudzić.

Postanowili więc spróbować swych sił w komedii. Przyszły gubernator Kalifornii zagrał bliźniaka Danny’ego De Vito, a chwilę potem partnerował przedszkolakom jako Gliniarz w przedszkolu. Sylvester nie poszedł aż tak daleko i wcielił się jedynie w postać zabawnego kryminalisty, Angelo ‚Snapsa’ Provolone w filmie Oscar. I stała się rzecz przedziwna. Bo pokerowa zagrywka Arniego, niemal całkowite odejście od wykreowanego wizerunku, bardzo pozytywnie wpłynęła na jego dalszą karierę. Pamięć absolutna, druga część Terminatora, Prawdziwe kłamstwa, Egzekutor i inne, to chyba najlepsze z jego filmów. Sly nie był tak dobrym graczem. Z filmu na film grywał coraz słabiej, forma spadała, a sam zaczął odcinać kupony od dawnej sławy. Z czasem również i Arnie zaczął grać w coraz to gorszych pseudo-filmidłach [jednak w przeciwieństwie do Stallone’a wykorzystał swoją sławę, więc teraz dumnie piastuje urząd gubernatora]. Filmy o twardzielach z czasem przestały być modne…

Chciał chociaż na chwilę odciąć się od swego wizerunku.

I wtedy jakby znikąd pojawił się Vin Diesel. Potężnie zbudowany, obdarzony niesamowicie niskim i głębokim głosem, niewzruszony, twardy jak skała facet. Godny następca wyżej wymienionych mięśniaków. Zauważył go sam Steven Spielberg i obsadził w jednej z ról w swoim Szeregowcu Ryanie. Potem Vin użyczył swojego głosu postaci Stalowego giganta. Jeszcze później zaczął grać opryszków, przestępców, morderców, ściganych i poszukiwanych nawet na innych planetach. Stał się idolem nastolatków, jedną z ikon popkultury. Jego kariera nabrała takiego tempa, że w pewnym momencie musiał zrezygnować z roli w kontynuacji Szybkich i wściekłych na rzecz innych filmów. I nagle postanowił zagrać Pacyfikatora. Zupełnie jak obecny gubernator CA, chciał chociaż na chwilę odciąć się od swego wizerunku. Ale czy na pewno dobrze zrobił?

Shane’a Wolfe’a, głównego bohatera Pacyfikatora, dowódcę oddziału NAVY Seals, poznajemy w trakcie jednej z tych szalenie niebezpiecznych misji, w których stawką jest życie porwanego człowieka. Wszystko idzie zgodnie z planem, wydaje się, że nic nie przeszkodzi Shane’owi w uratowaniu Howarda Plummera, genialnego naukowca, twórcy super-tajnego oprogramowania do satelitów szpiegowskich, męża pięknej Julie i ojca uroczej piątki [!] dzieciaków. Nagle jednak pada kilka strzałów, profesor ginie, Wolfe upada, a obraz zostaje przyciemniony [co nie dziwi, jako że jest to film Disneya]. Nie mijają 2 miesiące, gdy w pełni już sprawny komandos, bez szemrania [!] przyjmuje kolejne zadanie – pilnowania [i strzeżenia] piątki rozpuszczonych dzieciaków na czas nieobecności ich matki, wdowy po Howardzie Plummerze. Jednak zadanie, które ma trwać nie dłużej niż 48 godzin, nieoczekiwanie przedłuża się do niemal dwóch tygodni, gdy poszukiwania zaginionego super-programu nie przynoszą rezultatów. Zaczyna się najtrudniejsza misja w karierze Shane’a Wolfe’a.

Ten dzielny, waleczny i silny komandos jest bezsilny w starciu z niemowlęciem, przedszkolakiem, uczennicą podstawówki i harcerką w jednej osobie oraz dwiema nastolatkami ze szkoły średniej. Bezsilny, ponieważ dawniej piękna i ponętna czeska niania [była miss Czechosłowacji] o rumuńskim nazwisku [ależ kombinacja!] nagle postanawia rzucić tę niewdzięczną robotę i uciec z miasta. A starsze i młodsze rodzeństwo Plummerów nie ma najmniejszego zamiaru słuchać obcego faceta [nawet jeśli chodzi o zmianę pieluch ich ukochanemu braciszkowi]. Tak więc Shane, niczym Hulk Hogan w filmie Pan Niania, i niczym wspomniany Schwarzenegger w roli Gliniarza w przedszkolu, sam musi stawić czoła przyziemnym problemom – natury wychowawczej, fizycznej, a nawet higienicznej. I jak to w filmach typowo familijnych bywa, z początku mu nie idzie, nie potrafi dogadać się z dzieciarnią, a potem stopniowo zdobywa ich zaufanie, by w ostatecznym rozrachunku zatryumfować. Prawdziwy bohater!

Pacyfikator jest filmem bardzo nierównym. Kilka naprawdę rewelacyjnych scen [„kupa” śmiechu], jest zaledwie kroplą w oceanie nudy i sztampy typowej dla tego typu obrazów. Vin, nawet kopiąc tyłki terrorystom, jest w tym filmie nazbyt sympatyczny, a sztuczność jego roli bije po oczach. Może i wydaje się zabawny, jeśli tę kreację skonfrontujemy z jego poprzednimi występami, ale ten schemat [twardziel vs. dzieciaki] był zbyt często powielany, by wywołać większe salwy histerycznego [lub jakiegokolwiek innego] śmiechu. Gra pozostałych aktorów woła o boskie pomstowanie – taki brak profesjonalizmu znaleźć można jeszcze tylko w polskich sitcomach. Scenariusz kuleje, bohaterowie miotają się z miejsca na miejsce bez ładu i składu, a momenty akcji [np. pościg samochodowy] są wsadzone jakby na siłę. Plusem może być miła dla ucha muzyka [bardzo delikatny punk-rock] oraz kaczka – notująca chyba najlepszy występ spośród wszystkich żyjących istot szwendających się po ekranie.

Czy Vin Diesel dobrze zrobił, grając w tym filmie? Na pewno nie zaszkodzi to w dalszym rozwoju jego kariery, na pewno przysporzy mu sporej grupy młodych fanów [przeca to film głównie dla młodszej widowni], ale na pewno nie jest to występ tak dobry, jak ten, którym uraczył nas Arnold w Gliniarzu w przedszkolu. Myślę jednak, że to nie koniec przygód Vina z komedią. Chociaż większą widownię zapewnią mu raczej zgoła tradycyjne role – bezmózgich [bez obrazy!] osiłków w świecie ładnych kobiet, szybkich samochodów, wybuchów i efektów specjalnych.

Tekst z archiwum film.org.pl (24.04.2005).

Ostatnio dodane