Ostatni seans filmowy (1971 - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Ostatni seans filmowy








Krzysztof Walecki
30.04.2013


Wytwórnia: Columbia Pictures

Reżyseria: Peter Bogdanovich

Scenariusz: Larry McMurtry, Peter Bogdanovich

Zdjęcia; Robert Surtees

Muzyka: Bob Wills and His Texas Playboys, Phil Harris, Johnny Standley, Hank Thompson

Obsada: Jeff Bridges, Timothy Bottoms, Cybill Shepherd, Ellen Burstyn, Ben Johnson, Cloris Leachman,  Clu Gulager

Najbardziej uderzające w „Ostatnim seansie filmowym” jest to, jak bardzo uniwersalny i aktualny film Peter Bogdanovich nakręcił. Wydawać by się mogło, że czarno białe kino opowiadające o Ameryce lat 50-tych w nieefektowny sposób i pozbawione wręcz fabuły jest skazane na niepowodzenie, nawet w 1971 roku, w momencie powstania „Mechanicznej pomarańczy” Stanley Kubricka oraz „Francuskiego łącznika” William Friedkina.

Mała, upadająca mieścina, w której jedynymi atrakcjami są bar z bilardem oraz kino, właścicielem których, wraz z kawiarnią, jest Sam, jeden z ostatnich ludzi z zasadami. Dla młodych bohaterów, kończących szkołę Duane’a i Sonny’ego, te trzy miejsca są całym światem, azylem przed szkołą i domem, których właściwie nie widzimy. Gdy pierwszy z nich, przeżywa trudne chwile w związku z Jacy („jedyną ładną dziewczyną w szkole”), drugi wdaje się w romans z nieszczęśliwą żoną nauczyciela wuefu, Ruth. Bohaterów jest więcej – rodzice Jacy, upośledzony Billy, kelnerka Genevieve, oraz Joe Bob, marzący o pójściu w ślady swojego ojca, syn pastora. Jedni mają marzenia, które raczej się nie spełnią, inni z marzeń zrezygnowali, na rzecz „rodziny”. I, jak sam tytuł wskazuje, wkrótce i miejscowe kino przejdzie do historii, a młodzi bohaterowie będą musieli zdecydować, co dalej.

Brzmi to strasznie depresyjnie, ale takie nie jest. Bogdanovich opowiada o końcu pewnego świata i wartości nie pogrążając swoich bohaterów, lecz tłumacząc, że zmiana jest nieunikniona. Zwłaszcza jeśli ma się 18 lat, i pochodzi z miasteczka, w którym niczego nie da się ukryć, a największą rozrywką są mecze lokalnej drużyny, bardzo złej, należy dodać. Nostalgiczna wędrówka do 1951 roku mówi też coś o samym kinie, wtedy zagrożonym przez coraz bardziej popularną telewizję. Reżyser, kręcąc swój film w latach 70-tych wiedział, że duży ekran przetrwał, a my, oglądając „Ostatni seans filmowym” po tylu latach, stwierdzamy, że niewiele się zmieniło – teraz Internet, serwisy VOD oraz inne temu pochodne wynalazki stanowią wyzwanie dla sali kinowej. Doświadczenie jednak uczy, że pokój między tymi wszystkimi mediami jest nieuchronny.

Nominowany w ośmiu kategoriach film Bogdanovicha otrzymał dwa Oscary, dla grających drugoplanowe role weterana westernów Bena Johnsona (Sam) i Cloris Leachman (Ruth), która potem zasłynęła rolami u Mela Brooksa. Należy przy tym odnotować, że pokonali oni swoich kolegów z planu, także nominowanych w tych kategoriach Jeffa Bridgesa (Duane) oraz Ellen Burstyn (matka Jacy). Najważniejsze statuetki zaś (najlepszy film, reżyseria, scenariusz) powędrowały do twórców „Francuskiego łącznika”, a poza tymi kategoriami „Ostatni seans” był jeszcze wyróżniony nominacją za zdjęcia Roberta Surteesa, już na wtedy zdobywcy trzech nagród Akademii.

Dla Bridgesa był to początek wielkiej i nadal trwającej kariery, a na dotychczas jedynego Oscara przyszło mu czekać aż do 2010 roku, którego otrzymał za rolę w „Szalonym sercu”. Burstyn nie czekała tak długo, bowiem już cztery lata po obrazie Bogdanovicha dostała nagrodę za „Alicja już tu nie mieszka”. I choć obecnie nie gra w zbyt znanych produkcjach współcześni widzowie na pewno pamiętają ją z genialnej roli w „Requiem dla snu”. Reszta obsady miała swoje wzloty i upadki. Debiutującym Cybill Shepherd i Randy Quaidowi udało się zaistnieć tak w kinie, jak i telewizji – ona jest najbardziej znana z „Taksówkarza” oraz serialu „Na wariackich papierach”; on jako kuzyn Eddie z serii filmów o rodzinie Griswoldów oraz brat bardziej znanego Dennisa. Nie powiodło się natomiast odtwarzającemu główną rolę Sonny’ego Timothy’emu Bottomsowi, który w tym samym roku zagrał w niezwykłym filmie antywojennym „Johnny poszedł na wojnę”. Po tych początkowych sukcesach nie był w stanie dobrze pokierować swoją karierą, choć i on ma na swoim koncie parę znakomitych filmów, m.in.„Słonia” Gusa Van Santa.

Sam Bogdanovich zabłysnął jeszcze raz w latach 70-tych inną nostalgiczną podróżą, lecz już w lżejszej tonacji. Nakręcony dwa lata po „Ostatnim seansie filmowym”, „Papierowy księżyc” był humorystyczną opowieścią o nietypowym duecie kanciarzy (kilkuletnia dziewczynka i jej domniemany ojciec) w czasach Wielkiego Kryzysu, który przyniósł 9-letniej wówczas Tatum O’Neal Oscara. Niestety, późniejsze dokonania reżysera nie budziły zachwytu ani krytyków, ani widzów – co rusz wracał w swych filmach do przeszłości, tak formalnie, jak i fabularnie, lecz dziś są to tytuły całkiem zapomniane, może poza „Nickelodeonem” i „Maską” z Cher. W 1989 roku nakręcił kontynuację „Ostatniego seansu” pt. „Texasville”, z prawie całą obsadą oryginału, niestety, podzieliła ona los innych jego filmów z tamtego okresu.

Peter Bogdanovich po dziś dzień uchodzi za twórcę wielkiego talentu, który jednak nie doczekał się równie wspaniałej kariery. Dużo większe zasługi zbiera za to jako historyk kina – jest autorem wielu książek poświęconym klasykom filmowym (Hitchcock, Hawks, Lang) oraz obszernemu wywiadowi-rzece z Orsonem Wellesem pt. „This is Orson Welles”. Można go również usłyszeć w komentarzach do nowych wydań DVD arcydzieł kina.

W „Ostatnim seansie filmowym” jego miłość do srebrnego ekranu jest wyczuwalna momentalnie, i doskonale wie, jaką tragedię niesie ze sobą tytuł. Wie to również Roger Ebert, który w swojej recenzji filmu Bogdanovicha pisze, że „gdy tracimy filmy, tracimy też nasze marzenia”. Jest to najlepsze podsumowanie, jakie można znaleźć.

Krzysztof Walecki

Krzysztof Walecki

Lubi horrory.
Krzysztof Walecki

Latest posts by Krzysztof Walecki (see all)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Nieobliczalni

Następny tekst

Hołdując klasykom



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE