Recenzje

OBIETNICA (2001)

Duszna i niepokojąca opowieść ze znakomitym planem aktorskim.

Autor: Michał Klimaszewski
opublikowano

Obietnica to przykład znakomitego amerykańskiego kina, jednocześnie zupełnie nie w stylu hollywoodzkich produkcji. Jack Nicholson obsadzony został w roli starszego, zmęczonego już pracą detektywa Jerry’ego Blacka. Lada dzień ma odejść na zasłużoną emeryturę i oddać się swojej pasji – wędkowaniu. Jednak kiedy w lesie zostaje znalezione ciało brutalnie zgwałconej i zamordowanej dziewczynki, postanawia zająć się tą sprawą. Jako doświadczony policjant jedzie powiadomić o tym rodziców dziecka. Wstrząśnięty, podczas rozmowy składa obietnicę, że za wszelką cenę znajdzie zabójcę.

Spełnienie obietnicy powoli staje się jego obsesją...

Tymczasem morderca zostaje schwytany bardzo szybko. To opóźniony umysłowo Indianin (genialny epizod Benicia del Toro), skazany już za seksualne przestępstwa, więc idealnie pasuje do profilu. Podczas przesłuchania na posterunku podejrzany popełnia samobójstwo. Sprawa zostaje zamknięta. Jednak Jerry nie jest do końca pewny, czy faktycznie złapano właściwego człowieka. Nie pracuje już w policji i nie powinien sobie zaprzątać tym głowy. Ma wkrótce wylecieć do słonecznego Meksyku. Jest już nawet na lotnisku, jednak ta myśl, brak stuprocentowej pewności nie pozwala mu na to. Postanawia rozpocząć prywatne śledztwo. Złożył przecież obietnicę…

Szybko dowiaduje się, że w okolicy popełnione zostały inne, podobne przestępstwa. Wszystkie zaginione dziewczynki były szczupłymi blondynkami, ubranymi w chwili zaginięcia w czerwone sukienki. A więc to sprawa seryjnego mordercy? Detektyw kupuje stację benzynową i malutki sklepik w pobliżu ruchliwej szosy. Będzie wypatrywał czarnego vana i wysokiego mężczyzny, do którego prowadzi jedyny ślad. A w międzyczasie zamieszka u niego samotna barmanka z malutką córeczką. Czy to zbieg okoliczności? Dziewczynka jest blondynką. Zdesperowany kupuje jej czerwoną sukienkę. Spełnienie obietnicy powoli staje się jego obsesją…

Ten film to nie ckliwa telewizyjna produkcja obyczajowa w rodzaju tych, jakie serwują nam czasami w środowe wieczory popularne stacje tv. Tutaj pełny happy end po prostu nie jest możliwy. Nie w filmie Seana Penna. Scenariusz (na podstawie książki Friedricha Durrenmatta) napisał wraz z żoną Jerzy Kromolowski. Akcja toczy się raczej sennie, wprowadzając widza w odpowiedni klimat. Podkreślają go świetne zdjęcia, większość ujęć ma jakiś wydźwięk, jakby coś znaczyły i sugerowały. Do tego bardzo udana muzyka Hansa Zimmera. Jednak najlepiej spisali się aktorzy. Jack Nicholson po prostu rewelacyjny! To jedna z najlepszych ról w jego karierze. Ostatnie ujęcie, spojrzenie w jego oczy – długo się tego nie zapomni. Reszta obsady również gra na bardzo wysokim poziomie. Wspomniany już del Toro (w kolejnej nietypowej roli) czy Mickey Rourke jako stary, załamany i zgorzkniały ojciec jednej z ofiar. Plus takie znakomitości jak Vanessa Redgrave, Robin Wright, Michael O’Keefe, Sam Shepard.

Tym bardziej zdziwił mnie brak nominacji do Oscara. Przecież to produkcja, która z powodzeniem mogłaby powalczyć o kilka statuetek. Zwłaszcza że wcześniej startowała w konkursie w Cannes i Berlinie. Obawiam się, że tak będzie niestety z niszowym amerykańskim kinem. Ciekawe, czy w tym roku Akademia zauważy np. świetny Moonlight Mile ze wspaniałą kreacją Dustina Hoffmana, obok Susan Sarandon i Holly Hunter. I chyba przełomową rolą młodego Jake’a Gyllenhaala (Donnie Darko) – warto zapamiętać to nazwisko!

Wracając jednak do Obietnicy, to film ciężki w odbiorze. Nie dziwię się, że zarobił tylko 20 milionów dolarów (przy budżecie 45 milionów). Po prostu amerykańska masowa publiczność nie przywykła do tak mrocznej, dusznej i niepokojącej opowieści, która nawet na koniec nie daje w pełni jednoznacznej odpowiedzi na zagadkę.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane