Recenzje

OBCY – DECYDUJĄCE STARCIE (1986)

Sequel doskonały.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Obcy i ludzie

Autorem tekstu jest Dariusz Żak.

Nie mam w domu wielkiej kolekcji filmów. Nie dążę za wszelką cenę do zdobycia na dowolnym nośniku mniej lub bardziej legalnej wersji wszelkiej nowości, jaka zawita na ekrany świata. Nie czuję przemożnej potrzeby zachowania dla potomnych wszelkich ruchomych obrazów, jakie popełnił człowiek w swojej mądrości (albo i głupocie). W moim sercu i na mojej półce mam kilkadziesiąt tytułów, które warto mieć, które czasem warto obejrzeć. To filmy, których nigdy nie zapomnę.

Początkowo wydawało się, że James Cameron podniósł rękę na świętość. Dokręcił sequel filmu, którego doskonałość nie powinna być profanowana kontynuacją. W czasach, gdy termin „kino akcji” był gorszym epitetem niż dzisiaj nazwa Ich Troje, reżyser Terminatora rozszerzył świat gotyckiego horroru Obcy i przeniósł go na teren, na którym nie chciała go oglądać kasta ambitnych krytyków. Cameron z arcydzieła Ridleya Scotta zrobił łupaninę. Strzelaninę. Kino akcji. Zgroza….

Tak w latach osiemdziesiątych reagowano na premierę Aliens, jednego z najwspanialszych filmów science fiction, jakie gościła nasza planeta. To już ponad dwadzieścia lat, gdy oglądam ten film i w finale zawsze znajduję moje pośladki na krawędzi fotela. To nie przypadek. A przynajmniej wyraźnie widać to z perspektywy tych wszystkich lat, gdy rozumiemy, jakim twórcą jest James Cameron. Bezwzględny tyran na planie, znienawidzony przez ekipy perfekcjonista, niezmordowany pracoholik. Ten ambitny reżyser doskonale wiedział, czym grozi zmierzenie się z legendą, jaką był pierwszy Obcy, od momentu powstawania wyniesiony do panteonu najdoskonalszych osiągnięć kina grozy, analizowany przez niezliczone rzesze krytyków (sam kiedyś czytałem arcyciekawy tekst w kwartalniku Iluzjon, badający liczne subtelności i odwołania zawarte w tym filmie). Dopiero po długim czasie okazało się, że z tego starcia Cameron wyszedł zwycięsko.

Cameron dokonał w swym filmie rzeczy, która dziś wydaje się niemożliwa.

Jak po tych wszystkich latach i kilkunastu seansach Aliens w kinie, telewizji i na DVD jawi mi się ten film dzisiaj? Oczywiście akcja, dynamika, napięcie. Ale to już było opisane na różne sposoby, nie będę się powtarzał, choć kto wie, czy wytrzymam w tym postanowieniu do samego końca tego tekstu?  Cameron dokonał w swym filmie rzeczy, która dziś paradoksalnie wydaje się niemożliwa (o ile twórca chce zrobić udany film) – w tworzeniu postaci występujących w filmie posłużył się najklasyczniejszymi z możliwych stereotypami charakterów ludzkich, występujących w świadomości zbiorowej, od lat kształtowanej przez kulturę masową. Oglądamy więc na ekranie bandę twardych, ale w sumie oddanych sprawie zabijaków w wojskowych mundurach, z gderliwym sierżantem na czele, tchórzliwego i chorobliwie ambitnego urzędnika wielkiej korporacji czy też małą, ale zaradną i sprytną dziewczynkę. Żeby jednak nie było tak klasycznie, reżyser skontrastował tę standardową, choć malowniczą grupę kilkoma postaciami zdecydowanie wynalezionymi na potrzeby tego właśnie filmu.

Pierwsza i najważniejsza to Ellen Ripley. Chyba nigdy świat filmu nie miał aż do tego momentu postaci tak silnej, zdeterminowanej i skutecznej w działaniu. A do tego kobiety! Ripley to postać skonstruowana w sposób dość prosty, ale jakże interesujący. To matka, której wydarzenia z poprzedniego filmu odebrały kilkadziesiąt lat istnienia (nie można mówić, że życia, bo czyż hibernacja jest życiem?), wraz z jedyną córką. Gorycz, depresja, tłumiona rozpacz i apatia to fascynujący wręcz fundament budowy tej postaci. Ripley śmiertelnie boi się kolejnej konfrontacji z Obcymi, chce jej uniknąć, chce w samotności pielęgnować swój smutek, jednak siła jej charakteru objawia się heroiczną decyzją powrotu w świat koszmaru, który opuściła właściwie przed chwilą. Trudno ocenić, czy ta brzemienna w skutkach decyzja zapadła pod wpływem przemożnego pragnienia zemsty, czy to tylko zwykła, ludzka chęć przyjścia z pomocą kolonistom, zagrożonym przez niosące okrutną i ohydną śmierć stwory. A może jedno i drugie? Do samego końca właściwie nie wiadomo, co kryje się w duszy kobiety, która jednocześnie prze z chorobliwą determinacją w kierunku zagłady gatunku xenomorfów, dokonując przy tym niebywałych aktów heroizmu, ratując dziecko, na które gwałtownie przelała swoje matczyne uczucia.

To szczególne rozchwianie emocjonalne bohaterki doskonale pokazuje scena bezpośredniej konfrontacji z Królową Obcych w jednym z pomieszczeń stacji. Chwilowa, pozorna równowaga, więź porozumienia między piekielnym stworem a kobietą, kiedy obie muszą wybierać między powstrzymaniem się od wzajemnej zagłady a życiem swoich dzieci, zostaje załamana przez tłumioną do tej pory wściekłość Ripley, która eksploduje dosłownie i w przenośni. Ogień i żelazo niszczące potwory to obraz charakteryzujący duszę bohaterki – siła, odwaga, determinacja i paląca nienawiść. Nigdy nie oglądaliśmy tak skonstruowanej kobiecej postaci. Sigourney Weaver zasłużenie wywalczyła swoją nominację do Oscara.

Drugą interesującą postacią Aliens jest dowódca oddziału marines – Gorman. Pozbawiony charyzmy, niezdecydowany dowódca, popełniający błędy słabeusz, nie pasujący wręcz do grupy twardych profesjonalistów, jakimi są jego podwładni. Ta postać to poniekąd zapowiedź współczesnych nam tendencji w filmowym przedstawianiu wysokich rangą wojskowych jako nieodpowiedzialnych idiotów z ego przerastającym swymi rozmiarami przeciętne koszary. Gorman to zapowiedź odejścia od tworzenia postaci silnych, bohaterskich dowódców wojskowych, jakie w tamtych latach dość często gościły na naszych ekranach.

I jeszcze jedna postać, bardzo ciekawa – android Bishop. O ile w Obcym Ash okazał się bezduszną maszyną, nie wahającą się przed odebraniem życia człowiekowi, o tyle Cameron odwrócił sytuację i stworzył chyba najbardziej sympatyczną od czasów Gwiezdnych wojen i C-3PO postać maszyny ubranej w kształty ludzkie. Twarz psychopaty – Lance Henriksen – i jedna z najbardziej lojalnych i oddanych człowiekowi maszyn (android to jeszcze maszyna?) jakie przemaszerowały przez ekrany kin. Wielokrotnie mający okazję zdradzić i pozostawić Ripley na pastwę Obcych, do końca wytrwał u boku człowieka – niewiele takich postaci znajdziemy w kinie. Niby to pompatyczne, gdy się o tym pisze, ale na ekranie to się o dziwo sprawdza i nie śmieszy.

Stwory, doskonale opisane w filmie Scotta, u Camerona w żadnym razie nie doczekały się wyjaśnień.

Na sam koniec zostawiam najciekawsze postacie tego filmu – Obcych. Niebywale tajemnicze, wyjątkowo proste w swej budowie psychologicznej (jakkolwiek by to śmiesznie brzmiało) stwory, doskonale opisane w filmie Scotta, u Camerona w żadnym razie nie doczekały się wyjaśnień – kim są, skąd pochodzą, jaki jest ich cel? Czy to jeszcze zwierzęta, czy już istoty inteligentne? Aliens tylko prześlizguje się nad tymi interesującymi kwestiami, praktycznie w żaden sposób nie rozwijając tego chyba najciekawszego wątku całego cyklu. Odziera to film z mistycznej atmosfery pierwszej części, w której kosmiczny potwór, niemal niezniszczalny, sprytny i bezwzględnie prący do przodu, zabijał i niszczył, by zapewnić przetrwanie swemu gatunkowi, stając się z czasem bestią niemożliwą do zabicia, przed którą tylko ucieczka stanowi wybawienie. Ucieczka, jak pokazuje sequel – daremna…

Ostatnio dodane