Recenzje

O HITCHCOCKU I „HITCHCOCKU”. Trudno mierzyć się z legendą

Nic z wielkości kina Alfreda Hitchcocka i jego samego jako człowieka nie ostało się w filmie Gervasiego.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Bez pomysłu

Autorką tekstu jest Małgorzata Kulisiewicz.

Reżyser filmu Hitchcock Sacha Gervasi znany jest przede wszystkim jako współscenarzysta Terminalu Stevena Spielberga. Jego pomysł na debiut reżyserski w pełnometrażowej fabule był trochę ryzykowny. Gervasi sięgnął co prawda po doskonały chwyt marketingowy, jakim jest przyciągnięcie do kin znanym nazwiskiem. Naraził się jednak równocześnie na zagrożenie zmierzenia się z legendą kina, a tu rzadko wychodzi się wygranym.

Oczekiwania widzów były ogromne, wyobrażenia o pomyśle na Hitchcocka różnorodne, niestety film rozczarowuje. Nie jest to dzieło nowatorskie, jakim mogłoby być kino feministyczne prowadzone z punktu widzenia Almy Reville. Innym pomysłem na taki film byłoby zrealizowanie go w stylu mistrza Hitchcocka, tym razem o nim samym, jako błyskotliwego pastiszu z suspensem. Film Gervasiego nie jest nowatorski, nie pogłębia również naszej wiedzy o Hitchcocku. Nie docieramy do głębszej wiedzy o bohaterze, jak mogłoby się to zdarzyć w kinie o zamyśle psychoanalitycznym. Sacha Gervasi nie pokazał źródeł specyficznego stylu wizualnego i montażowego Hitchcocka, a przecież istnieje wiele źródeł pisanych i mówionych, anegdot, wspomnień do utkania wspaniałego materiału.

Tutaj mamy na ekranie tylko poprawnie zrealizowane kino familijne o związku Alfreda i Almy Hitchcocków i zażegnanym kryzysie małżeńskim, z realizacją filmu Psychoza w tle. Mało znający sztukę filmową widz nie zrozumie, dlaczego ten psychothriller z 1960 roku był tak ważny w historii kina. Alfred Hitchcock był nie tylko mistrzem kina gatunków: filmów sensacyjnych, szpiegowskich, kina grozy, mieszał również gatunki w obrębie jednego filmu i zrewolucjonizował język filmowy. Jego film Sznur (Rope, 1948) zrealizowany był w jednym długim ujęciu bez montażu. Wierzył nie w dialog, a w obraz filmowy, w prawdę emocji i szczegółów, które oddziaływały na podświadomość widza, myślał wizualnie i montażowo. Jego filmy takie jak Ptaki (1963), Okno na podwórze (1954), Zawrót głowy (1958) są kamieniami milowymi w historii sztuki filmowej. Uświadomił nam, że widz to swoisty voyeur – podglądacz, a każdy film jest montażem spojrzeń, widzenia. Mistrzowsko budował w ten sposób nastrój lęku i przekazywał swoje stałe tematy mrocznej strony człowieczeństwa, grozy i winy, które czają się w zwykłym, nazbyt sielankowym pejzażu. Była to groza metafizyczna, „bojaźń i drżenie” przekazane językiem kina gatunków.

Nic z wielkości tego kina i człowieka nie ostało się w filmie Gervasiego. Hitchcock został zrealizowany na podstawie książki amerykańskiego dziennikarza Stephena Rebello Alfred Hitchcock. Nieznana historia „Psychozy”. Są w niej wywiady z aktorami ze słynnego filmu, notatki Hitchcocka, rekonstrukcja etapów pracy nad scenariuszem, szczegóły zbrodni, które były inspiracją dla pisarza i reżysera. Wydawałoby się – materiał bardzo ciekawy. A jednak i scenariusz Johna J. McLaughlina i reżyseria Sachy Gervasiego są zaledwie poprawne, a nawet miejscami banalne i spłaszczające znaczenia. Możliwe były ciekawe, piętrowe interpretacje, film w filmie, cudzysłów w cudzysłowie, jak w tytule książki Stephena Rebello. Inspiracją dla wszystkich były zbrodnie popełnione przez Eda Geina, które przedstawione zostały w powieści Roberta Blocha, przeniesionej na ekran przez Alfreda Hitchcocka jako Psychoza. Do tego wszystkiego odnosi się amerykański dziennikarz Rebello w swojej książce, z której czerpie Gervasi. Jakież tu pole do popisu dla wyobraźni i pastiszu. Dostaliśmy jednak standardowy wyrób z zaledwie zarysowaną psychologią postaci, na wzór hollywoodzkiego kina familijnego, gdzie nie możemy wychylać się ze skomplikowanymi bohaterami i skandalami. Nie ma nic niezwykłego w postaci filmowego Alfreda Hitchcocka, ledwie zarysowana jest jego kompulsywna apodyktyczność, „zarządzanie” kobietami, czarny humor. Niezaspokojone nigdy pragnienia zostały strywializowane i pokazane jako niezbyt rażący, nadmierny apetyt. Pole do interpretacji interesującej postaci słynnego reżysera było ogromne. Rozliczne obsesje Hitchcocka zrozumieć można poprzez anegdoty i fakty z biografii. Gervasi nigdy nie wychodzi poza czas powstawania Psychozy, nie stosuje retrospekcji ani odwróceń fabuły, nie pokazuje postaci, które miały wpływ na charakter twórczości Hitchcocka. Decydujące było tu na pewno wychowanie przez surowego ojca, dewocyjnego katolika, opisane w sposób anegdotyczny w książce Dana G. Smitha Great American Film Directors. From the Flickers through Hollywoods Golden Age (Nowy Jork, 1987). Mały Hitchcock, urodzony w 1899 roku, był spokojnym, dobrze zachowującym się dzieckiem, a i tak ojciec stosował wobec niego dziwaczne metody wychowawcze.

Reżyser zwykł często opowiadać historię, że gdy miał pięć lat został wysłany do szefa policji w przynależnym mu dystrykcie w Londynie z kartką od starego Hitchcocka. Policjant ulokował malca na kilka minut w celi na prośbę ojca, która była wyrażona w notatce. Ojciec Hitchcocka, dobrze prosperujący sklepikarz, umarł, gdy chłopiec miał 15 lat. Alfred musiał szybko wydorośleć i zarabiać na życie, by pomóc matce, bardzo kochającej, zapatrzonej w niego, po dziecięcemu miłej i łagodnej. Jako mały chłopiec Hitchcock lubił oglądać procesy morderców w Old Bailey, głównym więzieniu karnym w Londynie. Wcześnie zainteresował się teatrem i kinem. Jako szesnastolatek odkrył dzieła Edgara Allana Poego. To mogłyby być tropy, które pomogłyby zrozumieć osobowość twórczą i filmy Hitchcocka. Na planach filmowych w Londynie w latach 1923 – 1925 był asystentem reżysera, producentem, montażystą, pisał scenariusze, pomagał przy kostiumach i nauczył się wszystkiego, co uczyniło go później wirtuozem kina. Tam też pracował z utalentowaną montażystką Almą Reville. W 1926 roku została ona jego żoną, doradcą, głównym krytykiem, poświęcając dla niego własną karierę. Związek ten był bardziej „rozumowy” niż uczuciowy i przetrwał do końca ich życia. Jedyna córka Patrycja studiowała aktorstwo i pojawiała się w małych rólkach w filmach ojca, zanim nie wyszła za mąż. Niestety w filmie Gervasiego Patrycji nie ma. A o relacji Alfreda i Almy też oprócz stereotypów niczego ciekawego się nie dowiemy. Nie przekonamy się, jak naprawdę mógł wyglądać związek z tak trudnym, pełnym obsesji człowiekiem. W filmie cichy bunt żony Hitchcocka, która jest zafascynowana innym mężczyzną, piszącym wraz z nią scenariusz, kończy się pokornym powrotem do męża przewidującego taki koniec romansu i traktującego Almę z pobłażliwością.

W Hitchcocku w rzeczywistości było coś z Pigmaliona, który chciał kształtować i natrętnie kontrolować swoje aktorki również poza filmem. W filmie Gervasiego jest tylko ślad tej obsesji w postaci uwielbienia dla Grace Kelly, a raczej dla jej wyidealizowanej fotografii. W rzeczywistości Hitchcock był dla kobiet tyranem, co było ciemną stroną jego osobowości, geniuszu. W filmie Sachy Gervasiego nie odnajdziemy mrocznego awersu, ale też i wielkości brytyjsko-amerykańskiego reżysera. Dlaczego znakomity aktor Anthony Hopkins nie zagrał dobrze swojej roli, choć świetnie naśladuje chód, gesty i sposób mówienia Alfreda Hitchcocka? Może zabrakło materiału w scenariuszu? A może za bardzo wyciszał emocje, które powinny kipieć pod nieruchomą twarzą? Znakomita jest za to Helen Mirren w roli Almy, dobrze gra zdominowaną, inteligentną kobietę, pełną różnorakich skomplikowanych uczuć.

Po obejrzeniu filmu Sachy Gervasiego trudno będzie młodemu widzowi zrozumieć, dlaczego Hitchcock był mistrzem francuskiej Nowej Fali, wzorcem dla Chabrola, Truffauta i Astruca, dla czego poświęcili mu oni specjalny numer Cahiers du Cinema. Sposób filmowania, punkty widzenia, oświetlenie w filmie Sachy Gervasiego są poprawne, ale standardowe, niczym nie zadziwiają ani nie zachwycają. Nie mamy też poczucia, że Psychoza to dzieło niezwykłe. W filmie Hitchcocka natomiast widz znajduje się w roli podglądacza, podkreślony jest voyeurystyczny aspekt sztuki filmowej. Kilka razy spojrzenie kamery identyfikuje się z kryminalistami. Gdy Marion Crane ucieka z pieniędzmi, kiedy morderca Norman Bates próbuje wycierać jej krew w łazience i gdy czeka, żeby jej samochód utopił się w grzęzawisku. Jakby Hitchcock chciał powiedzieć: „There’s a devil in every one of us” – w każdym z nas są złe, destrukcyjne impulsy, które muszą być aktywnie powściągane. Nie ma nic z demonizmu i z tłumionych namiętności w filmie Gervasiego. Są nieudane próby wprowadzenia scen wizyjnych, snów, gdy Alfredowi Hitchcockowi towarzyszy Ed Gein, który nie jest ani groźny, ani demoniczny, tylko banalnie ponury. Ma pełnić rolę alter ego Hitchcocka, ale ten chwyt zupełnie się nie sprawdza, nie jest też wiarygodny, bo sceny z nim są źle zainscenizowane.

Alfred Hitchcock mawiał, że „kino to kawałek ciastka, a nie życie”. Niestety ten poczęstunek, który serwuje nam reżyser Sacha Gervasi, nie ma wysublimowanego smaku.

 

Ostatnio dodane