Wypełnić pustkę (2012) - recenzja filmu | FILM.ORG.PL

Wypełnić pustkę




O miłości i żałobie, subtelnie i niebanalnie




Filip Jalowski
12.07.2013


Ciasne, wypełnione ciepłym światłem pomieszczenia, spoglądanie przez uchylone drzwi, przez delikatnie odstającą zasłonę. Szepty niosące się echem wśród domowników, pełne niepewności spojrzenia, w których zależnie od sytuacji miesza się strach, stanowczość, nadzieja i niepewność. To wszystko składa się na „Wypełnić pustkę”, film skromny i sprawiający wrażenie obcego – silnie izolacjonistyczna społeczność chasydzka, będąca jego bohaterami, wydaje się odległa, niezrozumiała. Gdzieś pomiędzy tymi małymi gestami i spojrzeniami kryje się jednak w filmie Ramy Burshtein coś poruszającego i na wskroś uniwersalnego.

Ciężko stwierdzić, czy chodzi o miłość. Sytuacja, w jakiej znajduje się młodziutka Shira jest naznaczona zbyt dużą dozą ambiwalencji, aby wystawiać jednoznaczne sądy. W trackie porodu umiera jej starsza siostra, będąca dla dziewczyny wyraźnym wzorem i prawdopodobnie najbardziej oddaną przyjaciółką. Jej mąż, Yochay, pozostaje sam z nowo narodzonym dzieckiem i musi odnaleźć dla niego matkę. Na horyzoncie pojawia się widmo odejścia mężczyzny, emigracji wraz z nową żoną oraz dzieckiem. Rodzina Shiry nie chce pozwolić na odizolowanie od potomka, dlatego młodsza siostra zmarłej matki wydaje się być lekarstwem na tę chorą (z perspektywy rodziny) sytuację.

I tu pojawia się bariera kulturowa, która zdecydowanie utrudnia odbiór filmu Burhstein. Większości z nas sama instytucja wybierania partnerów dla swoich dzieci wyda się co najmniej kontrowersyjna. Obserwując bohaterów czujemy się w pewnym sensie osaczeni, rodzi się w człowieku pewien wyrzut, uprzedzenie. Bo niby dlaczego Shira nie może wyjść z domu i wybrać sama? Czemu kandydat na męża musi zostać przedstawiony przez rodzinę? Gdzie czas na wspólne rozmowy, poznawanie i zakochanie się? Z drugiej strony, gdy odłoży się oburzenie na bok i spojrzy na „Wypełnić pustkę” z nieco innej perspektywy, można dostrzec, że system nie jest tak opresyjny, jak może wydawać się na pierwszy rzut oka. Jest po prostu zupełnie inny. Czy lepszy? Nie mi to oceniać.

Filmy poruszające tematykę grup wyznaniowych, które zdecydowanie dystansują się od świata lansowanego przez popularne media, często noszą piętno propagandy. Z jednej strony mamy zatem paszkwile, które przeciwstawiają zło i wyrachowanie grup religijnych jednostce, która postanowiła się zbuntować i uciec do „normalności”. Z drugiej strony (rzecz rzadsza, bo tego typu film zdecydowanie ciężej sprzedać) mamy natomiast bezkrytyczne spojrzenie na daną grupę, pokazanie jej w zdecydowanie pozytywnym świetle. Nieczęsto zdarza się, żeby ktoś uciekł tego typu wartościowaniom tak sprawnie, jak Burshtein, która przez wiele lat żyła poza zamkniętą społecznością chasydzką. W „Wypełnić pustkę” czuć, że historię opowiada nam ktoś, kto stara się opowiadać uczciwie i zgodnie ze sobą. Bohaterom filmu nie zakłada się masek, które mają rozstrzygnąć przed widzem kwestie dobrych i złych motywacji, błędów i słusznych decyzji. Kadry „Wypełnić pustkę” zapełniają ludzie, a ci – jak wiadomo – mylą się, błądzą, spoglądają na siebie z zawstydzeniem, w niepewności.

Film, w którym fabuła koncentruje się wokół miłości, żałoby i próby odnalezienia się w świecie, który jeszcze do niedawna wydawał się zupełnie inny, prostszy, nie jest łatwym zadaniem aktorskim. Izraelczycy radzą sobie jednak doskonale. Nie dziwi fakt, że debiutująca w dużej roli Hadas Yaron oczarowała jury zeszłorocznego festiwalu w Wenecji i wyjechała z miasta gondoli oraz kanałów z Pucharem Volpiego, czyli główną nagrodą aktorską. Brawa należą się jednak całej obsadzie – świetny jest Yiftach Klein w roli zagubionego Yochaya, Renana Raz wcielająca się w oczekującą szansy na ślub Esther. To głównie za ich sprawą „Wypełnić pustkę” nie tonie w tanim sentymentalizmie hollywoodzkich melodramatów i, mimo krążenia wokół pytań fundamentalnych, pozostaje wrażliwe, subtelne i szczere.

To jeden z najlepszych filmów, jakie pojawiły się na polskich ekranach w roku 2013. Polecam, zamykając recenzję poruszającym wykonaniem Psalmu 137, będącym jednocześnie motywem przewodnim filmu Burshtein – Jeruzalem, jeśli zapomnę o Tobie…












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CZARNA MSZA - Godzilla: Wojny ostateczne

Następny tekst

Out of the Furnace - pierwszy zwiastun



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE