Nowości kinowe

POZYCJA OBOWIĄZKOWA. Lekki i humorystyczny apel do całego świata

Nawet niezaprzeczalnie fatalna literatura może okazać się katalizatorem życiowych zmian.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Czy po przekroczeniu pewnego wieku wciąż mamy prawo do radości z życia? Oczywiście, że tak, co za głupie pytanie – można odpowiedzieć. Bohaterki Pozycji obowiązkowej nie mają jednak takiej pewności. Lekceważone, niezrozumiane i traktowane z protekcjonalnością symbolizują pozycję starszych kobiet w Hollywood. Lata doświadczenia, rozpoznawalne nazwisko, koszyk nagród – to wszystko często nie wystarcza, by aktorki powyżej określonego wieku mogły liczyć na jakiekolwiek sensowne oferty. Patrząc na sukcesy równie wiekowych aktorów i znacznie młodszych aktorek, trudno nie odczuwać frustracji i braku wiary w swoją wartość.

Dla kobiet, o których opowiada film, jedną z form autoterapii jest tytułowy (mam na myśli oryginalny tytuł) klub książki. Jak można się domyślać, dyskusje na temat literatury są przede wszystkim pretekstem do towarzyskich spotkań i zwierzeń, na które nie ma miejsca nigdzie indziej. Kiedy staje się jasne, że wspólnym mianownikiem problemów całej czwórki jest miłość i/lub seks, najbardziej wyzwolona z bohaterek proponuje dzieło bardzo wątpliwej jakości – Pięćdziesiąt twarzy Greya. Pomimo początkowych oporów każda z kobiet pochłania lekturę z zafascynowaniem, a z kolejnymi stronami budzą się uczucia i popędy, o których wszystkie zdążyły już zapomnieć.

Trudno się nie uśmiechnąć, oglądając poważne i dojrzałe osoby, które kompletnie oniemiałe wyczynami Christiana i Anastasii, zaczynają fantazjować na temat podobnych praktyk. Ich zachowania nie służą jednak wyłącznie komedii i pokazują, jak bardzo można stłumić własną seksualność i naturalne odruchy. Każda z bohaterek jest zamknięta w jakiejś pułapce, która stoi na drodze do szczęścia. Dość przewrotny jest fakt, że to właśnie literatura bardzo niskich lotów popycha je do autorefleksji i przełomowych decyzji.

W tym przypadku uzasadnione wydaje się stwierdzenie, zgodnie z którym treści, które przyswajamy, mają taką wartość, jaką im sami nadamy.

To pozostaje zasadne także w odniesieniu do Pozycji obowiązkowej, która pod lekkim i miejscami suchym żartem ukrywa opowieść o rozmaitych ludzkich problemach i dylematach. Każda z  kobiet reprezentuje nieco odmienny wymiar kryzysu egzystencjalnego, oferując widzowi przekrój życiowych postaw i filozofii. Można ubolewać nad tym, że faworyzowana jest bohaterka o najmniej odkrywczej historii, ale z drugiej strony trudno narzekać na nadmiar Diane Keaton na ekranie. Jej urok jest niezaprzeczalny, a reszta towarzystwa nie ustępuje jej w najmniejszym stopniu – zarówno razem, jak i osobno.

Film wznosi się na wyżyny przede wszystkim podczas interakcji między bohaterkami, tworzącymi naprawdę zgraną ekipę. Nawet przez chwilę nie wątpimy w to, że oglądamy przekomarzanie się przyjaciółek, które spędziły ze sobą większą część życia. Mniej wiarygodnie wypadają relacje damsko-męskie, powielające wielokrotnie przerabiane motywy. Mimo to nie sposób im odmówić uroku, nawet jeśli czynią całość mocno przewidywalną. Jedyny wątek, który od początku do końca pozostaje nieoczywisty i zaskakujący, dotyczy sędziny-rozwódki, najzabawniejszej postaci w całym filmie. Candice Bergen (znana fanom Dr. House’a jako matka Lisy Cuddy) kradnie dużą część show i skutecznie równoważy romantyczny banał swoim ciętym językiem i cierpiętniczymi minami.

W mojej ocenie to ona mogłaby być najważniejszą postacią filmu, z pozostałymi bohaterkami na drugim planie. Z innej strony, to właśnie dzięki względnie równemu podziałowi ról możliwe było ukazanie tego samego tematu z różnych perspektyw, bez zaniedbywania którejkolwiek z nich. Każdy widz powinien znaleźć wątek, z którym będzie mógł się w jakimś stopniu utożsamiać – i to niezależenie od wieku. Jednakże pomimo pewnej uniwersalności Pozycja obowiązkowa najprawdopodobniej będzie najbardziej przystępna dla rówieśników głównych bohaterek. Nieśpieszne tempo narracji, żarty opierające się na grach słownych i stonowanym slapsticku – to pod wieloma względami odwrotność komedii skierowanych do młodszej widowni. Na próżno szukać tu absurdu czy dynamicznego efekciarstwa, jest za to apel skierowany od starszych osób do społeczeństwa: nie jesteśmy przeżytkiem, nasza wartość nie przemija z wiekiem, a my wciąż mamy wiele do powiedzenia. Takich głosów powinno być więcej i cieszę się, że ich platformą może być taka sympatyczna komedia. Świat, w którym świetne aktorki powyżej pewnego wieku decydują się na operacje plastyczne, żeby móc liczyć na bycie zauważonym w Hollywood, nie jest czymś, co powinniśmy akceptować.

 

Ostatnio dodane