Nowości kinowe

KEDI. Koty, koty, koty, koty i koty

Śliczny film, jeszcze śliczniejsze koty, piękne miasto.

Autor: Radosław Pisula
opublikowano

Miau

Koty – miękkie kuleczki, obezwładniające swoich niby właścicieli hektolitrami uroku. Ale za tą fasadą skrywają mordercze wyrachowanie. Skrajnie tajemniczy indywidualiści, idealni mordercy – sam nie wyobrażam sobie dnia bez mojej kotki Buffy. Nic dziwnego, że turecka dokumentalistka Ceyda Torun postanowiła poświęcić im swój pełnometrażowy debiut.

Projekt jest ściśle związany z korzeniami reżyserki i skupia się na unikalnej dla Stambułu symbiozie jego mieszkańców z ulicznymi kotami, które od lat niepodzielnie rządzą miejską przestrzenią. Setki futrzaków stanowią nieodłączną część ludzkiej codzienności – dokarmiane, miziane, opieka, zabawa, coś na wzór wzajemnego szacunku i miłości. Widok kociej falangi wywołuje tutaj zdziwienie jedynie u turystów.

Opowiedziana w sporej części z kociego „poziomu” historia tego niezwykłego zjawiska jest laurką Torun dla tych wiecznie tajemniczych czworonogów. Jak sama przyznaje w wywiadach: „Mam dług wdzięczności względem tych kotów, ponieważ były tak naprawdę moimi najlepszymi przyjaciółmi od szóstego do jedenastego roku mojego życia, gdy dorastałam w Stambule. Nie miałam wtedy ludzkich kompanów – koty były moimi kumplami. Nie miałam pojęcia, jak specjalna była to więź”.

Widz dostaje tutaj wycinek tej relacji, szczelnie zamknięty w czasie – tu i teraz. Autorka pobieżnie rzuca informacjami, dlaczego koty przejęły Stambuł. Nie drąży tematu, nie wychodzi z miasta, historyczne ciekawostki praktycznie tutaj nie istnieją. Podobnie nie zadaje pytań, nie dywaguje nad całą sytuacją z punktu widzenia społeczno-politycznego, nie wgłębia się w psychikę ludzi, na których koty mają przecież spory wpływ. Dwunożne istoty determinują tutaj tylko pewne działania kotów (a i to robią w stopniu dosyć niewielkim; nakarmią, przytulą, czasami przygarną), ich historie są przedstawiane w najlepszym wypadku w dwóch zdaniach. Ta sytuacja zostawia pewien niedosyt, bo temat jest nurtujący, ale Torun nie ukrywa ani przez moment, że to koty są bohaterami filmu, który wypełniony został historiami kilku zróżnicowanych futrzaków, rządzącymi dzielnicą niczym wyrafinowana ekipa z blokowiska, znająca każdy kąt swojego wielkiego terenu – zresztą nawet ich imiona na to wskazują: Spryciara, Przylepa, Sułtan, Flirciarz, Bestia, Szajba i Cwaniak. Już po tym wszystko o nich wiadomo.

I te kocie historie przedstawiono naprawdę znakomicie. Jasne, znajdziemy tutaj pewne dłużyzny, nie wszystkie historie intrygują z taką samą siłą (nic nie przebije grubaśnego kocura-dżentelmena, wpadającego do restauracji na obiady), ale to ostatecznie spójne spojrzenie na gromadę zróżnicowanych charakterologicznie bohaterów. To nie tyle dokument napełniający widzowi głowę informacjami, co filmowe doświadczenie, idealny seans relaksujący. Wszystko jest tutaj pozytywne, nawet smutniejsze historie znajdują swój dobry finał – trudna sytuacja zapewne sporej części kocich włóczęgów pobrzmiewa gdzieś na marginesie. To znakomita wizualnie opowieść o gorącej miłości ludzi i sierściuchów, z naciskiem na tę drugą grupę, która zajmuje prawie całą scenę.

Technicznie Kedi prezentuje się znakomicie – reżyserka płynnie przechodzi od bohatera do bohatera, kamera śledzi zwierzaki z ciekawych ujęć, podąża za nimi w „kociej” perspektywie, wciska się w różne zakamarki (oblegane przez szczury kanały), a sekwencje nagrywane z drona prezentują majestatyczny Stambuł w całej okazałości, zaznaczając bez słów, że to jego specyficzne uwarunkowania stanowią dobry grunt pod funkcjonowanie kociego królestwa.

Śliczny film, jeszcze śliczniejsze koty, piękne miasto. Może i zbyt dużo tutaj lukru, za mało informacji, brakuje próby wgryzienia się w temat, ale jako relaksacyjne doznanie, na wielkim ekranie, działa znakomicie. Jeśli pałacie miłością do wyniosłych futrzaków – bez zastanowienia ruszajcie do kina. Cała reszta – to chyba najwyższy czas, żebyście je pokochali.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane