Recenzje

NOSFERATU – SYMFONIA GROZY. Początki horroru

"Nosferatu - symfonia grozy" jest filmem wciąż żywym we współczesnym świecie. Do dziś się o nim dyskutuje i pisze, a inspiracje dziełem są bardzo widoczne w całej popkulturze, nie tylko w kinie grozy.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Za niecałe pięć lat będziemy obchodzić stulecie kameralnego i nielegalnie nakręconego Nosferatu – symfonii grozy. Jest w tym coś niesamowitego – oglądając takie dzieło, obcujemy nie tylko z kinem, ale i z historią. Jestem przekonany, że te sto lat temu nikt nie przewidział, jak wielki wpływ na gatunek horroru będzie mieć obraz niemieckiego reżysera, F.W. Murnaua. Nosferatu nawet z dzisiejszej perspektywy znacznie przewyższa ogromną część współczesnych filmów grozy – tu nie istnieje coś takiego jak jump scare, historia jest mocno nieprzewidywalna, a realizm oglądanych scen (pomimo oczywistej archaiczności) napełnia przerażeniem i prawdziwą niepewnością. Nie bez powodu niektórzy ówcześni widzowie wierzyli w to, że aktor grający tytułową postać rzeczywiście jest wampirem…


Pomysł na film powstał na początku 1921 roku, kiedy to Albin Grau przypomniał sobie dziwną opowieść, którą usłyszał od serbskiego farmera podczas wojny. Mężczyzna utrzymywał, że jego ojciec był wampirem, należał do nieumarłych. Niezachwiana pewność rozmówcy i jego wiara w istnienie sił i istot nadprzyrodzonych zainspirowały Graua do wyprodukowania filmu o wampirze. Miało to być pierwsze dzieło jego nowo założonego studia (Prana Film), którego przyszłość wiązał właśnie z obrazami przedstawiającymi paranormalne istoty i wątki okultystyczne. Natychmiast zlecił prace nad scenariuszem, który miał być inspirowany niezwykle popularną wówczas powieścią – Drakulą Brama Stokera. Jako że zdobycie praw do sfilmowania książki było dla twórców zwyczajnie niemożliwe, zdano się na prostą sztuczkę – zmianę imion i nazwisk postaci oraz niektórych wątków, np. pozbycie się postaci łowcy wampirów Van Helsinga. Na niewiele się to zdało, jeśli chodzi o reakcję autora książki, ale o tym później. Porównując treść filmu z powieścią, można odnieść wrażenie, że zmiany mające na celu uniknięcie konfliktów prawnych wyszły na dobre produkcji. Bez obecności zaprawionych w boju łowców wampirów ekranowy konflikt wydaje się znacznie bardziej beznadziejny dla bohaterów i przerażający dla widza. Tytułowy antagonista jawi się bowiem jako siła nie do powstrzymania.

Zdjęcia rozpoczęły się latem, a z racji niewielkiego budżetu większość ujęć powstała w plenerach, w Niemczech i na Słowacji. Zamiast wynajmować studio i budować misterne plany filmowe, zdecydowano się wykorzystywać gotowe elementy krajobrazu. Produkcja niezaprzeczalnie na tym zyskała – autentyzm oglądanych obrazów jest jednym największych atutów Nosferatu.

Brak pieniędzy i kręcenie na dziko wcale jednak nie oznaczały, że praca nad filmem była jedną wielką improwizacją.

Przeciwnie, Murnau miał bardzo konkretne wyobrażenia na temat większości scen i kadrów, włącznie z oświetleniem i dokładnym ustawieniem aktorów. Operator postępował według jego starannie spisanych wytycznych, wiernie przenosząc na ekran wizję reżysera. Niewiele jednak brakowało, a cała ta ciężka praca poszłaby na marne. Prawnicy Brama Stokera pozwali studio filmowe momentalnie po premierze produkcji, która w obliczu stawianych zarzutów została zdjęta z ekranów kin. Sąd nakazał spalenie wszystkich kopii Nosferatu i wymazanie go z historii kinematografii. Na szczęście było już na to za późno – jedna kopia poszła w świat i nic nie mogło tego powstrzymać. Prana Film upadło, ale film w ciągu następnych dekad zyskiwał coraz liczniejszych wyznawców, stając się prawdziwym obiektem kultu.

 

Ostatnio dodane