Recenzje

NOCNY PORTIER. W łóżku z nazistą

Liliana Cavani zrobiła film, który dobitnie pokazuje, że najstraszliwszy obóz koncentracyjny tkwi głęboko w głowie.

Autor: Odys Korczyński
opublikowano

Nocny portier. W łóżku z nazistą

Liliana Cavani zrobiła film, który dobitnie pokazuje, że najstraszliwszy obóz koncentracyjny tkwi głęboko w głowie. Dlatego, że Obersturmführer Max Aldorfer (Dirk Bogarte) poczuł się na chwilę radykalnie wolny, potrafił mordować. Dlatego też znalazł odwagę, by zostać do śmierci z Lucią Atherton (Charlotte Rampling). A że forma ich związku miała smak relacji BDSM, to naprawdę ich osobista sprawa. Kochali się jak mało która współczesna kinowa para. Gdzieś daleko w tle Nocnego portiera znajduje się cały ten strach, który przyniosła II wojna światowa. Blizny po nim w obecnej kulturze stają się tym bardziej krwiożercze i cyniczne, gdy uświadomimy sobie, że są w dużej części efektem działania i interesownych zaniedbań tych, którzy w międzywojennej Europie mienili się twórcami demokracji i strażnikami naszej słowiańskiej wolności. Max i Lucia są echem tej historii.

Chodzi o ideologię czy o seks?

Kto by pomyślał o seksie dla przyjemności w obozie koncentracyjnym.

Nocny portier to nie film o nazizmie ani miłości aż po grób. Nie można go również nazwać laurką wystawioną ofiarom obozów koncentracyjnych czy też krytyką całej buchalterii śmierci stworzonej przez Bormanna i Himmlera. To film o naturze relacji między kobietą i mężczyzną, jeśli wpierw obedrze się ją dosłownie z kulturowej i cywilizacyjnej skóry. Lilianie Cavani ta sztuka wyszła mimo licznych ze strony publiczności zarzutów, że pokazuje godne potępienia dewiacje seksualne tylko po to, by zaszokować, a nie przekazać wartościową artystycznie treść. Może jednak niepotrzebnie za każdym razem zakładamy, że naczelną rolą jakiegokolwiek filmu jest funkcja edukacyjna, a nie zwykła realizacja fantazji reżysera bez żadnej głębszej misji?

Racja, że reżyserka pokazuje zachowania radykalnie inne niż te zgodne z ogólnie przyjętą normą, ale nie można jej zarzucić, że robi to bezzasadnie. To nie jest zabieg czysto formalny. To wizualna prezentacja dwóch ludzkich popędów, którymi są instynkt życia i współistniejąca z nim potrzeba seksualnego bycia z kimś, nawet w warunkach beznadziejnie granicznych. Jeśli tylko połączy się te dwa składniki, uzyska się koktajl o działaniu silniejszym niż romantyczna miłość. A co do głosów krytycznych. Niektórzy ludzie patrzą na ten film poprzez system własnych wyuczonych zachowań seksualnych i poglądów na role w damsko-męskim związku. Więc to, czego oni nie byliby w stanie zrobić, uznają za ogólną normę, wedle której nikt tego nie powinien robić, zgodnie z koncepcją społecznego tabu.

Kiedy Max, jeszcze w obozie koncentracyjnym, ofiarowuje Lucii głowę więźnia, który ją dręczył, nie ma w tym zachowaniu nic bardziej niemoralnego niż to, co już w naszej kulturze zaakceptowaliśmy jako jeden z mitów tworzących dominującą w zachodnim świecie religię. Reżyserka celowo wsadza w usta esesmana usprawiedliwienie w postaci nawiązania do biblijnej historii Salome, żeby pokazać różnicę w ocenie sytuacji. Założę się, że scena striptizu Lucii budzi znacznie więcej niesmaku i sprzeciwu niż niegdysiejsze zachowanie córki Heroda. Scena dzieje się w obozowej knajpie pełnej teatralnie sztywnych żołnierzy SS, a Lucia wyraźnie cieszy się, że może pokazać im swoje nastoletnie piersi i dostać nagrodę, faktycznie, jak dziecko, które nie ocenia, a chce w znoju przetrwania znaleźć przyjemność. A może dlatego ta scena tak niektórych gorszy, że skondensowały się w niej elementy co do których historycznie jest nam wmawiany lęk, niechęć albo wina. Po pierwsze, rolę kusicielki odgrywa w niej kobieta, a więc istota od wieków oskarżana o spiskowanie z szatanem, brak duszy i mniejszy mózg. Po drugie otacza ją ogólnie znienawidzona na świecie ideologia narodowego socjalizmu w postaci diabelsko umundurowanych oficerów SS. I wreszcie po trzecie, zarówno tańcząca nimfetka Lucia, podziwiający jej wdzięki kochanek Max, jak i cała reszta nazistowskiej kamaryli, przesiąknięci są zapachem seksu zmiksowanego z atmosferą śmierci w obozie koncentracyjnym.

Ponawiam więc pytanie. O co chodzi krytykom tego filmu, a może i wszystkich innych, które pokazują niestereotypowe relacje seksualne? O nic innego, jak tylko o seks, który w społeczeństwie jest jedną z najczęściej kontrolowanych, ograniczanych i penalizowanych czynności. W myśl tej reguły, kto by pomyślał o seksie dla przyjemności w obozie koncentracyjnym, i to ze strony skazanych na potencjalną śmierć więźniarek. Spółkujące z nazistami „szkopskie dziwki” pędzono przez główne ulice wyzwolonych miast, golono im głowy, łona, bito, poniżano, a czasem mordowano. Nie mógł pozostać ślad po obcym nasieniu w macicach wyzwolonych narodów w myśl właściwej dla każdego z nich, lokalnej ideologii czystości rasy.

Nauczyliśmy się szanować fakt, że obozy koncentracyjne istniały. To dobrze. Złą jednak formę przybiera ten szacunek, wygodną dla zachodnich polityków. Jakoś nie wyrażają oni chęci skruchy nad tym, że nazistowska banda naiwniaków z Hitlerem na czele, z buchalteryjną doskonałością wykorzystała ich wynalazek – ideę masowej zagłady w obozach, żeby przepuścić przez krematoryjny komin najpierw Żydów, a później wszystkich Słowian. Lepiej płakać, modlić się przy pomnikach, tworzyć laurki i idealizować obozową rzeczywistość, obedrzeć ofiary z ich naturalnych zachowań i potrzeb. Lepiej nie widzieć, że Lucia tańczy wśród esesmanów nie tylko, żeby przetrwać, ale ma prawo również czerpać z tego erotyczną przyjemność, bo ona jest dla każdego człowieka naturalna, a ta dziewczyna, niezależnie od warunków, w których się znalazła, po prostu chce normalnie żyć.

Ostatnio dodane