Recenzje

NIEZWYCIĘŻONY. Bohater z przymusu

To mógł być rewelacyjny, oryginalny film. Niestety, w końcówce twórcy wrócili na bezpieczną ścieżkę

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Boję się, że Jake Gyllenhaal będzie jednym z tych 60 czy 70-letnich aktorów, którzy od dawna zasługiwali na Oscara, ale wciąż są bez statuetki – i wreszcie Akademia przyzna mu na pocieszenie nagrodę honorową. To byłoby bardzo, bardzo niesprawiedliwe. Jedna nominacja za Tajemnicę Brokeback Mountain to zdecydowanie za mało. A co z rolą w Wolnym strzelcu, Labiryncie albo Zwierzętach nocy? Gyllenhaal jest dla mnie aktorem kompletnym, kimś, kto po prostu przenika w odtwarzaną postać. Niezwyciężony to jego kolejna wybitna rola.

Szkoda, że o samym filmie nie było dostatecznie głośno. W Polsce w ogóle nie wszedł do kin (premiera DVD 31 stycznia). Szczerze mówiąc, nie rozumiem takiej decyzji. Choć Niezwyciężony nie jest produkcją pozbawioną wad, to z pewnością tytuł warty uwagi. Oparta na faktach historia ofiary zamachu w Bostonie zyskuje tu ciekawą perspektywę.

Jeff Bauman to niemal 30-letni lekkoduch. Pracuje w sklepie, wciąż mieszka z nadużywającą alkoholu matką, wolny czas spędza z kolegami przy piwach, kibicując lokalnej drużynie. Jego dziewczyna Erin regularnie z nim zrywa. Kiedy po kolejnym rozstaniu spotyka ją w barze i dowiaduje się, że ma przebiec maraton bostoński, by zebrać pieniądze na cel charytatywny, namawia imprezowiczów do ofiarowania datków i obiecuje czekać na nią na mecie. Ona za bardzo w to nie wierzy – wie, że na Jeffie nie można raczej polegać. Ale on bardzo chce do niej wrócić. Robi wielki transparent i czeka, aż jego ukochana do niego dobiegnie. Gdy już ją widać z daleka, ma miejsce pierwszy wybuch bomby.

Mężczyzna traci obie nogi. Pełna żalu, a może i wyrzutów sumienia Erin znowu się z nim wiąże. Z biegiem czasu okazuje się, że Jeff niewiele się zmienił, ale jak można zostawić kogoś, kto tak bardzo potrzebuje twojej pomocy?

To nie jest typowa historia o podnoszeniu się.

 To pierwszy z bardzo ciekawych wątków. Niezwyciężony (wbrew polskiemu tytułowi) nie jest bowiem typową historią o podnoszeniu się, wierze we własne siły i tak dalej. Zdjęcie Jeffa tuż po zamachu obiegło świat i stało się symbolem akcji „Boston Strong” – ale on wcale tego nie chciał. Mijani na ulicy ludzie chcieli sobie z nim robić zdjęcia, mówili, że Jeff nie dał wygrać terrorystom. W jednej ze scen on odpowiada jednak: „Jak dla mnie jakiś tam efekt osiągnęli. Już nigdy nie będę chodził”.

Dla mnie cała kwestia tego wielkiego zainteresowania Jeffem, robienia z niego symbolu walki z terroryzmem, była najciekawsza. Faceta zapraszano do programów telewizyjnych, miał machać flagą na meczach i przecinać wstęgi. Jego prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, rodzina była tym faktem zachwycona. Dostawali prezenty, miejsca VIP, wybierała się do nich Oprah Winfrey. Wydawało im się, że patrzy na nich cały świat, wreszcie, dzięki Jeffowi, bohaterowi, który „wygrał z terrorystami”, dostali to, co im się już wcześniej należało. Rewelacyjna jest scena, w której szef Jeffa przychodzi do szpitala, a ci od razu zaczynają na niego wrzeszczeć i wyzywać, zakładając, że ich syn został zwolniony. A on tylko przyniósł im papiery do podpisania, aby mogło zostać wypłacone ubezpieczenie. Ich reakcja – „Jeff ma ubezpieczenie?!”.

W końcówce film zmierza do dość klasycznych rozwiązań.

Dodając do tego wątek trudnej relacji Erin z matką Jeffa, trzeba przyznać, że ten scenariusz naprawdę miał ogromny potencjał. To nie jest zwyczajna perspektywa do opowiadania o takich osobach. Widz oczywiście współczuje Jeffowi, ale jego dziewczynie chyba bardziej. Tego faceta naprawdę trudno polubić. Hasło „Boston Strong” zupełnie do niego nie pasuje – on był i jest słaby, to wydarzenie niczego tak naprawdę nie zmieniło. Niestety, twórcy nie pogłębili tych niezwykle ciekawych, oryginalnych kwestii. W końcówce film zmierza do dość klasycznych rozwiązań, wiele z konfliktów rozwiązywanych jest w jednej krótkiej scenie, jak za pomocą czarodziejskiej różdżki. Wydaje się, jakby zakończenie było przyspieszone, wymuszone, a co za tym idzie – niewiarygodne.

Szkoda, bo to z pewnością mógł być lepszy film. Ale i tak Niezwyciężonego należy uznać za solidną produkcję z rewelacyjną obsadą. O Jake’u już mówiłem – on po raz kolejny stał się graną postacią. Podczas seansu nie widziałem hollywoodzkiego aktora, a prostego chłopaka z Bostonu, którego spotkała ogromna tragedia. Świetną partnerką jest dla niego Tatiana Maslany – przekonuje jako Erin, zarówno w tych scenach, w których jej bohaterka jest silna i wspierająca, jak i w tych, w których czuje, że ma dosyć. Okazuje się, że znana z Orphan Black aktorka potrafi błyszczeć także na dużym ekranie.

Największym zaskoczeniem był dla mnie jednak występ Mirandy Richardson w roli matki Jeffa. Brytyjska aktorka, którą kojarzymy raczej z dramatów kostiumowych, bez cienia fałszu wcieliła się w pijącą na umór, bluzgającą Patty. Biała hołota jak się patrzy. Ona również śmiało mogłaby dostać za tę rolę oscarową nominację, a raczej nie ma co na to liczyć. Szkoda. Może gdyby twórcy nie bali się wrócić w końcówce na bezpieczną ścieżkę, film cieszyłby się większym uznaniem. I tak zachęcam was do obejrzenia – jeśli nie dla samej historii, to dla tych wybitnych kreacji aktorskich.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane