Recenzje

NIEMOWLĘ KONTRATAKUJE (2005)

Mała perełka dynamicznej animacji.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Iniema... Jack-Jacka

Iniemamocni to film bez dwóch zdań rewelacyjny, który, nie będąc przeznaczonym dla publiki stricte dziecięcej, podbił na całym świecie serca widowni w każdym wieku – częściej tej dorosłej, ale to nic złego przecież. Iniemamocni poza tym, że poruszają kwestię życia superbohaterów na emeryturze (ten temat był również osią akcji w komiksowej serii Watchmen Alana Moore’a) jeszcze w dwóch szczegółach odróżniają się od innych animacji trafiających na ekrany naszych kin. Przede wszystkim film trwa aż 120 minut, co dla filmu animowanego jest zabiegiem dość ryzykownym – dzieciarnia wszak ciężko znosi takie nasiadówki w kinie – po drugie, został nakręcony w pełnej panoramie (2,35:1) zarezerwowanej przecież dla filmów fabularnych, i to najczęściej tych widowiskowo spektakularnych. Ten niezwykły film zdobył dwa Oscary: za najlepszy film animowany i majlepszy montaż dźwięku… a na DVD ukazał się w eleganckim wydaniu dwudyskowym. I właśnie druga płyta (poza scenami usuniętymi, mnóstwem dodatków i wpadkami z planu) zawiera krótkometrażówkę Jack-Jack Attack. o której będzie mowa.

Fabularne przedstawienie wydarzeń, które w filmie Iniemamocni zostały tylko zasygnalizowane.

Czym jest ta 4-minutowa (plus 1 minuta napisów końcowych) mała rewelacja, której postanowiłem poświęcić kilkaset znaków w tym tekście? Jack-Jack Attack to fabularne przedstawienie wydarzeń, które w filmie Iniemamocni zostały tylko zasygnalizowane. Chodzi oczywiście o motyw problemów Kari z pilnowaniem małego Jack-Jacka. W kinowych Iniemamocnych ów materiał nie mógł się absolutnie znaleźć, gdyż zaburzyłby dramaturgię filmu – gdy bowiem Kari siłuje się z Jack-Jackiem (co słyszymy tylko w słuchawce), pani Parr walczy na pokładzie odrzutowca o życie swoje i swoich dzieciaków, zatem nagłe przeniesienie akcji do domu państwa Parr skutecznie zachwiałoby ciągłością akcji, odrywając widza od meritum wydarzeń i wrzucając go do zupełnie innego miejsca, w którym wydarzenia się dziejące nie mają zbyt wielkiego wpływu na to, co dalej będzie miało miejsce w filmie. Summa summarum to, co wydarzyło się w domu państwa Parr między Jack-Jackiem a Kari, w Iniemamocnych zostało potraktowane po macoszemu, bo – nie oszukujmy się – tak należało to potraktować i twórcy nie mogli zrobić inaczej. Nie można też zapominać o tym, że nieprzeciętne umiejętności Jack-Jacka miały się ujawnić dopiero na końcu kinowego filmu.

Jack-Jack Attack rozpoczyna scena przesłuchania Kari przez agenta Ricka Dickera (hmmm, imię i nazwisko brzmi nieco podobnie do Ricka Deckarda z Blade Runner). Kari, sepleniąc, opowiada, co wydarzyło się tamtego dnia w domu Iniemamocnych. Retrospekcja zaczyna się od telefonicznej rozmowy Kari z panią Parr (co znakomicie nawiązuje do filmu Iniemamocni i pozwala na zlokalizowanie sceny z Jack-Jackiem w czasie). Kari odkłada słuchawkę i stwierdza, że teraz będzie Jack-Jackowi „stymulować główkę” – cokolwiek to kurczę znaczy). Wtedy Jack-Jack… znika i zaczyna się prezentacja jego umiejętności, gdyż po chwili swobodnie lewituje pod sufitem (ciekawe odwrócone ujęcie kamery, sugerujące, że Jack siedzi na podłodze), a wszystkiemu towarzyszy muzyka Mozarta – Marsz turecki. Najlepsze i najciekawsze ma jednak dopiero nadejść. Kari zamyka bowiem (schwytanego w locie) Jack-Jacka w drewnianej klatce (przystawionej od góry fotelem). I tu następuje znakomite nawiązanie do… Terminatora 2: Jack-Jack wydostaje się z klatki, w której pozostawia okrągły, wycięty niby laserem kształt (a wygryzł go zębami, jak sugeruje wcześniejsza scena). Lata po pokojach niczym w próżni i przenika przez ściany – a wszystkiemu ponownie towarzyszy muzyka Mozarta (tym razem to Rondo: Allegro z Serenady G-dur Eine Kleine Nachtmusik).

Gdy Kari ponownie łapie Jack-Jacka, postanawia zająć się edukacją małego brzdąca; na przykład pokazuje mu na planszy trójkąt, cedząc przez zęby: „kwadrat” (co śmieszniejsze, w oryginalnej wersji dubbingowej postać Kari nazywa trójkąt trójkątem, a nie kwadratem, jak Kari made in Poland). Za chwilę pokazuje planszę z domkiem, a mały Jack-Jack nieporadnie powtarza za Kari wyraz dom, próbując jednocześnie pokazać dach domku ułożony z małych Jack-Jackowych rączek. Ostatnim obrazkiem, jaki Kari zdoła pokazać Jack-Jackowi, jest… OGIEŃ. Malec w okamgnieniu przemienia się w rozszalałą, biegającą po całym mieszkaniu ognistą kulkę, a muzyka Mozarta wychodzi na pierwszy plan, ilustrując przerażenie Kari i destrukcję, jaką czyni Jack-Jack, podpalając wszystko na swojej drodze. Fragment muzyczny Requiem Dies Irae użyty w tej scenie ilustrował także prolog filmu X-Men 2, gdy Nightcrawler biegał „niewidocznie” po korytarzach Białego Domu, rozstawiając na boki agentów Secret Service.

Kari ostatecznie gasi Jack-Jacka w wannie i zmęczona/zrezygnowana siedzi nad małym urwipołciem, który jeszcze nieśmiało próbuje zmieniać się w ogień (Kari od razu gasi go gaśnicą), albo promieniem lasera z oczu strzelać w kierunku Kari (ta broni się lusterkiem). Nie wiadomo skąd i po co, na podłodze leży też piła łańcuchowa. Retrospekcja kończy się przybyciem do domu państwa Parr Syndroma, któremu Kari próbuje wcisnąć Jacka, sugerując jednocześnie przybyszowi, że jest… pielęgniarką. Syndrom na pytanie o wielkie „S” na kostiumie odpowiada, że to miał być napis… siostra, tylko że użyto zbyt dużej czcionki i zmieściło się samo „S”. Film kończy się w momencie, gdy agent Dicker zaczyna używać na Kari pewnego urządzenia do czyszczenia pamięci, kojarzącego się od razu z filmem Faceci w czerni. Jednak Kari nie oślepia błysk flesza, tylko do jej czoła zostaje przylepiona tandetna przyssawka na kablu, przywołująca w pamięci scenę, w której Doc w Powrocie do przyszłości testuje na Martym swój aparat do badania myśli, przylepiając mu do czoła równie kiczowatą, odpustową przyssawkę.

Jack-Jack Attack to pięć minut doskonałej zabawy, podanej na szybko filmowej uczty. Zwariowanej gonitwy, świetnej animacji (a jakżeby inaczej) i rewelacyjnie wykorzystanej muzyki klasycznej. Po wymienieniu takich zalet, powinien się tu pojawić głos rozżalenia z powodu nie zamieszczenia tej prześmiesznej, znakomicie zrealizowanej sekwencji w filmie kinowym. Paradoksalnie jednak, cały motyw z Jack-Jackiem naprawdę nie pasował do całości filmu, gdyż sam w sobie jest króciutkim, spójnym i samowystarczalnym dziełkiem animacji komputerowej, które w Iniemamocnych mogłoby przesłonić przygody starszych bohaterów.

Tekst z archiwum film.org.pl (15.04.2005).

Ostatnio dodane