Recenzje

NAUSICAÄ Z DOLINY WIATRU (1984)

Drugie pełnometrażowe anime Hayao Miyazakiego.

Autor: Adam Łudzeń
opublikowano

Pierwowzór Księżniczki Mononoke?

Tysiąc lat po zagładzie wielkiej cywilizacji przemysłowej pordzewiałe żelastwo i ceramiczne skorupy pokrywają ziemię. Ponad tym pustkowiem rozprzestrzenia się śmiercionośny las grzybów wydzielających trujące opary. Nazwano go Ugorem. Jego rozrost zagraża istnieniu i tak już wyniszczonego gatunku ludzkiego…

Fabuła, klimat i scenariusz - to najmocniejsze strony tego filmu.

Takim oto pesymistycznym wstępem zaczyna się drugie pełnometrażowe anime Hayao Miyazakiego (drugie chronologicznie rzecz jasna). Ugór rozprzestrzenia się na cały świat i nic nie jest w stanie go powstrzymać. Odrażający, ale też w pewnym stopniu piękny wizualnie, lecz cóż z tego, skoro właściwości ma zabójcze… Ludzie muszą nosić specjalne maski, a zdjęcie ich wewnątrz lasu zniszczyłoby im płuca w ciągu zaledwie kilku minut. Ugór zamieszkują wielkie owady i robale – przerośnięte, kilkumetrowe, zmutowane ważki, wężoidy, potężne insekty – jest ich cała masa. Największe i zapewne najważniejsze z nich są Ohmu – olbrzymie, wielookie, opancerzone larwy, których „bieg” w stadzie zmiecie wszystko z powierzchni ziemi. Ludzie starają się w każdy możliwy sposób żyć z tymi monstrami w pewnego rodzaju „zgodzie” – nie drażniąc ich i nie prowokując. Faktem jest, iż owe stworzenia nie są tak do końca głupie, a wręcz przeciwnie – posiadają pewną zbiorową świadomość. Jednak są ludzie, którzy nie rozumieją przerośniętych insektów i za wszelką cenę starają się je wyeliminować czy sprowokować…

Ugór się rozrasta i pochłania kolejne lądy i kraje. Jedną z niewielu krain, które pozostały „czyste”, jest Dolina Wiatru. Sielskie, spokojne miejsce, w którym ciągle wieje „wiatr bogów”, odpędzający opary Ugoru. Ludzie z Doliny Wiatru starają się nie wchodzić w drogę robalom, a i te nie robią im krzywdy. W Dolinie tej mieszka główna i tytułowa bohaterka filmu – księżniczka Nausicaä. Razem z mistrzem Yupą starają się od dawna rozwikłać tajemnicę Ugoru – skąd się wziął i przede wszystkim – jak go powstrzymać… Wszystko się zmienia, gdy w Dolinie Wiatru rozbija się potężny statek z tajemniczym ładunkiem na pokładzie. Wkrótce do sielskiej krainy przybywa złowroga armia Torumekian z całą masą wojennego sprzętu – i bynajmniej nie są nastawieni przyjaźnie do otoczenia. Mają własne plany zniszczenia Ugoru i chcą wykonać zadanie za wszelką cenę – nawet jeśli podparte jest mnóstwem ofiar i wręcz bezsensownością…

Miyazaki tworzy niesamowity, mroczny, post-apokaliptyczny świat.

Fabuła, klimat i scenariusz – to najmocniejsze strony tego filmu. Hayao Miyazaki tworzy niesamowity, mroczny, post-apokaliptyczny świat, rządzący się własnymi prawami i posiadający własną mitologię. W samym filmie jest przedstawiona chociażby historia potężnych Żołnierzy Boga, którzy tysiąc lat wcześniej spalili świat podczas Siedmiu Dni Ognia (potwory ze Starożytnego Świata). Cała ta otoczka sprawia, że film jest naprawdę klimatyczny i poważny. Nie wiem jak inni fani japońskiej animacji postrzegają ten obraz, ale dla mnie jest on oczywistym pierwowzorem Księżniczki Mononoke. Zresztą to właśnie Nausicaę (a nie Lupina III) można uznać za dzieło, na którym Hayao wzorował się w swoich późniejszych produkcjach. To tutaj widać tę charakterystyczną kreskę, te postacie, ich wygląd, zachowania, animację – zaprawdę Nausicaä to prekursor późniejszego znanego i cenionego stylu tego reżysera.

Ale powróćmy do Księżniczki Mononoke, która ma naprawdę wiele wspólnego – w różnych aspektach – z tym właśnie dziełem. Tam były wielkie zwierzęta – bóstwa lasu, tu mamy wielkie robale i owady. W obydwu filmach grupka głównych bohaterów dąży do tego, aby obie strony żyły w zgodzie i harmonii – choć to naprawdę trudne i praktycznie niemożliwe do zrealizowania. W obu filmach kluczową rolę pełni las – tam las przepełniony bóstwami, tutaj – złowrogi, zabójczy Ugór. Postać księżniczki to bez cienia wątpliwości pierwowzór Mononoke, chociaż zachowaniem i czynami przypomina bardziej Ashitakę – głównego bohatera najbardziej chyba znanego filmu Miyazakiego. Do tego naprawdę wiele bliźniaczych fragmentów i wątków, wystarczy chociażby porównać szturm Dzików z Mononoke i szturm Ohmu z Nausicai. No i to co najważniejsze – oba dzieła mają takie samo przesłanie.

Zatem dlaczego to nie Nausicaä jest sztandarowym dziełem „papieża” anime? Dlaczego została jakby zepchnięta na dalszy plan przez Księżniczkę Mononoke? Może ludzie wolą oglądać na ekranie przerośnięte zwierzęta symbolizujące bóstwa niż przerośnięte, odrażające robale? Może wolą oglądać walkę ludzi ze zwierzętami i naturą niż walkę gatunku ludzkiego z trującym Ugorem i armią insektów? Zapewne wolą piękny, magiczny las niż śmiercionośne, rozrastające się siedlisko grzybów… Chociaż z drugiej strony jest to nieco dziwne, bowiem sens opowieści jest ten sam – człowiek przeciwko naturze. Bo to właśnie „dziełem” człowieka jest zniszczona natura… Jakim prawem to rodzaj ludzki decyduje o tym, żeby zniszczyć Ugór i zabić zamieszkujące w nim istoty?

Tylko po to, żeby przetrwał ich gatunek – zaiste egoistyczne podejście do sprawy. Natura zawsze zregeneruje się sama, automatycznie powróci do stanu pierwotnego, „odrodzi” się. Dlatego człowiek w starciu z nią jest z góry skazany na porażkę. Oczywiście nie wszyscy chcą z nią walczyć. Generalnie w filmie to Torumekianie, a nawet ród Pejite wypowiadają prawdziwą wojnę Ugorowi i insektom. A niewielu chce temu zapobiec i znaleźć inne, lepsze rozwiązanie. Tytułowa Nausicaä będzie walczyć o gatunek ludzki, ale nie będzie walczyć z robalami i zniszczoną naturą – najsmutniejsze jest to, że będzie walczyć właśnie z ludźmi… „Ludzie i owady nie mogą żyć w tym samym świecie” – to słowa, które wypowiada w filmie ojciec księżniczki, gdy ta jest jeszcze dzieckiem. Czy na pewno niemożliwa jest taka harmonia…? Jakże ważnym i smutnym jednocześnie jest jedno z kluczowych zdań w filmie:

„Drzewa Ugoru powstały, by oczyścić świat zatruty przez ludzi”…

Tyle jeśli chodzi o warstwę fabularną, sens i przesłanie filmu. Zajmijmy się bohaterami i całą otoczką wokół nich – to bardzo istotny element filmów Miyazakiego. Księżniczka Nausicaä jest tutaj najważniejsza – centralna postać, walcząca z całego serca o przetrwanie świata. Skonstruowana przez reżysera bez najmniejszego zarzutu – ciekawa osobowość, ciepła, pogodna, jako jedna z niewielu potrafiąca „panować” nad emocjami rozdrażnionych i gotowych na wszystko robali. Ma w sobie coś niezwykłego, przekonującego do swojej osoby, co doskonale widać w wielu scenach filmu. Jej stałym „towarzyszem” jest małe, urocze zwierzątko – lisiurka – podarowane przez mistrza Yupę. Nausicaä podróżuje na czymś w rodzaju lotni, którą unosi wiecznie wiejący wiatr z tytułowej Doliny. Kochana przez mieszkańców rodzinnej wioski, szanowana i godna naśladowania.

Ona sama natomiast ma wielki szacunek dla mistrza Yupy – niepozornego staruszka, który jest legendarnym, dobrze znanym w innych krajach mistrzem szermierki. Nausicaä w czasie swojej niebezpiecznej przygody spotka wiele ciekawych postaci – jedną z nich będzie Asbel z rodu Pejite (zresztą innych członków tego rodu także spotka) czy dowódczyni oddziałów Torumekian, która w filmie przejdzie coś w rodzaju moralnej przemiany. Można zauważyć, jak będą różnić się od siebie poszczególne kraje i ich mieszkańcy. Jak będą różnić się ich zamiary i nastawienie. Bogactwo świata przedstawionego zawsze było i będzie mocną stroną filmów Miyazakiego.

Mimo iż jest to anime sprzed wielu lat – powiem szczerze, że w ogóle się tego nie odczuwa. Strona techniczna jest co najmniej poprawna, a wszelkie widoczne dzisiaj niedoróbki znikają w natłoku wielowątkowości, wciągającej akcji czy dojrzałej fabuły, która co rusz daje widzom powody do zaciekawienia czy nawet przemyśleń. Już tutaj widać zamiłowanie reżysera do maszyn latających, co później zostało bardziej wyeksploatowane w Szkarłatnym pilocie. Ale do gustu najbardziej przypadł mi zabieg swoistego kontrastu, stosunkowo często przewijający się przez wszelkiej maści produkcje japońskie (i w ogóle azjatyckie) – chodzi o przemieszanie gatunku fantasy z nowoczesną techniką. Otoczenie jak najbardziej baśniowe (lasy, potwory), bohaterowie używają w walce mieczy i sztyletów, a z drugiej strony potężne maszyny latające i jeżdżące, oraz wojenne „żelastwo” – karabiny, działa, bomby. Naprawdę uwielbiam to połączenie!

Nausicaę warto też pamiętać ze względu na inny aspekt – to pierwsza współpraca reżysera z kompozytorem Joem Hisaishim – która później zaowocuje mnóstwem genialnych ścieżek dźwiękowych do obrazów Miyazakiego, a duet ten stanie się jednym z najlepszych i najbardziej znanych w swojej branży. Debiut tej współpracy jest po prostu wyśmienity – oprawa muzyczna jest znakomita, prym wiedzie piękny motyw przewodni.

Na pewno jedno z ważniejszych dzieł w całym gatunku.

Dziwnie to zabrzmi, ale naprawdę się cieszę, że obejrzałem Nausicaä z Doliny Wiatru tak późno. Dopiero teraz – po zapoznaniu się z wieloma filmami pana Hayao – dostrzegłem, jak ważny jest to film w dorobku tego reżysera. Naprawdę znakomicie ogląda się taki pierwowzór późniejszych dzieł. Śmiem twierdzić, że gdybym obejrzał Nausicaę znacznie wcześniej, jeszcze zanim poznałem inne wielkie dzieła Miyazakiego – film chyba nie zrobiłby na mnie tak dużego wrażenia. Bo obok Księżniczki Mononoke jest to zdecydowanie najpoważniejszy i najbardziej dojrzały film w dorobku „papieża” japońskiej animacji. I na pewno jedno z ważniejszych dzieł w całym gatunku. Wszyscy Otaku (dla niewtajemniczonych – miłośnicy anime) powinni zapoznać się z przygodami księżniczki. A film szanować i na zawsze zachować w pamięci, bo prekursora takich dzieł jak Księżniczka Mononoke zapominać nie wolno. A z pewnością najbardziej do gustu przypadnie tym, którym spodobała się właśnie Mononoke.

Ocena końcowa – bardzo blisko „dziewiątki”. Kolejne i jedno z najlepszych anime, jakie w życiu widziałem. Hayao Miyazaki jest także twórcą mangi pod taką samą nazwą, a innym tytułem filmu w USA jest Warriors Of The Wind. Ciekawostka – amerykańskie wydanie zostało pocięte i okrojone o ponad pół godziny (trwa 84 minuty) – jak dla mnie zabieg zwyczajnie śmieszny i godny pożałowania…

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane