Recenzje

MIASTO ZAGINIONYCH DZIECI. Po drugiej stronie snu

Jeden z najciekawszych filmów europejskich lat dziewięćdziesiątych.

Autor: Edward Kelley
opublikowano

Odnaleźć siebie

Miasto zaginionych dzieci to drugi pełnometrażowy film pary francuskich twórców, Jean Pierre’a Jeuneta i Marca Caro. Film pełen niepowtarzalnych dekoracji, ludzkich i nieludzkich potworów, niesamowitego, onirycznego klimatu i atakującego widza w każdej niemal sekundzie filmu surrealizmu, który u Jeuneta i Caro jest widoczny równie mocno, a może nawet bardziej niż w filmach Davida Lyncha czy Terry’ego Gilliama.

Jest filmem niezwykłym, nie tylko z powodu nieszablonowych rozwiązań realizacyjnych.

Na małej, sztucznej wysepce, przypominającej wiertniczą platformę, odseparowanej od lądu polem minowym nie do przebycia, mieszka Krank (doskonały Daniel Emilfork), groteskowa, brzydka, okrutna postać. Jest otoczony przez równie groteskowych towarzyszy: sześciu identycznych braci, matkę – karlicę i przemawiający głosem Jean-Louis Trintignanta mózg – Irvina. Wszyscy oni są dziełem szalonego geniusza; inżyniera – genetyka, który, nie mogąc znieść samotności, stworzył ich – nieudane eksperymenty udające ludzi. Dlaczego nieudane? Każde z nich ma pewną wadę: bracia cierpią na narkolepsję, zasypiając w najmniej spodziewanych momentach, matka jest karliczką, Irvin jest mózgiem cierpiącym na chroniczne migreny, a sam Krank… nie śni, nie jest zdolny do przeżywania snów. Krank czerpie sny z zewnątrz, od innych ludzi, a przede wszystkim dzieci. W tym celu porywa je z nadbrzeżnego miasta, siejąc przerażenie i trwogę. Jednym z porwanych przez niego chłopców jest Denree, brat niedorozwiniętego siłacza – cyrkowca, który wbrew całemu światu i swoim ograniczeniom postanawia uratować chłopca. Pomaga mu kilkunastoletnia dziewczynka – Miette (młodziutka i olśniewająco piękna Judith Vittet) .

Miasto zaginionych dzieci jest filmem niezwykłym nie tylko z powodu nieszablonowych rozwiązań realizacyjnych, dekoracji czy oryginalności podejmowanego tematu, ale głównie ze względu na sposób jego przekazu. Świat przedstawiany nam przez Francuzów zaludniają najwymyślniejsze postaci: potwory, karły, syjamskie bliźniaki, dzieci ulicy wyjęte żywcem z Dickensowskiego Olivera Twista, genetyczne wytwory chorej wyobraźni symbolicznego doktora Frankensteina. Jeunet i Caro prezentują nam dwa światy. Świat dorosłych – ułomny i chory; reprezentowany przez odseparowaną od świata wyspę oraz Kranka i jego świtę, świat stworzony przez boga – szalonego naukowca, który zapomniał o swoim dziele.

Drugi świat to świat dzieci, pełen snów, żywej wyobraźni, nie pozbawiony jednak swoich zmór i czarnych charakterów. Jego przedstawicielami są Miette i grupa dzieci z nadbrzeżnego miasta. Pomiędzy tymi dwoma światami jest One – siłacz, który z powodu swojej ułomności stoi jedną nogą w świecie wyobraźni, a drugą w świecie dorosłych. To o nim Miette mówi, symbolicznie przyjmując go w szeregi małoletnich uliczników, że jest wielki, ale równocześnie należy do ich świata, świata dzieci. One, którego imię w języku angielskim oznacza jeden lub jedyny, stoi na granicy dwóch rzeczywistości, pozostając jednocześnie dzieckiem i dorosłym, staje się właśnie jedynym łącznikiem między nimi. Nieprzypadkowo to właśnie One odnajduje drogę przez pole morskich min, dociera do samotnej wyspy, doprowadzając do ich symbolicznego połączenia.

Wydaje się, że film Jeuneta i Caro jest obrazem tęsknoty dorosłych ludzi za dziecięcą niedojrzałością, wyobraźnią, naiwnym spojrzeniem na życie. W groteskowej postaci Kranka ucieleśnione zostało to, co w życiu dorosłych najlepiej dostrzegalne i jednocześnie najbardziej negatywne: skostnienie, utrata radości życia, wyobraźni, a częściowo nawet… człowieczeństwa. Krank jest potworem, bo niemożność przeżywania snów pozbawiła go jednej z cech czyniących nas ludźmi. Dopiero poświęcenie Miette wydaje się przynosić mu zbawienie poprzez „nawrót” do dzieciństwa, którego nigdy nie przeżył. Jego bóg – stwórca zostaje ukarany, porzucony; półżywy zamieszkuje podwodne „królestwo”, odizolowany od świata zewnętrznego, zawieszony między bytem i niebytem. On też w ostatecznym rozrachunku doprowadza do totalnej destrukcji świata, który sam stworzył.

Pod względem aktorskim nie zawodzi ani znany przede wszystkim z roli Salvatore z Imienia róży Annauda – Ron Perlman, którego One, mimo że niewiele mówi, jest obecny na ekranie przez większość czasu, ani młodziutka Judith Vittet. Jednak najlepsze w filmie są role drugoplanowe, a przede wszystkim Daniel Emilfork w roli Kranka. Jego bohater jest prawdziwie odstręczający i Dominique Pinon – etatowy niemal aktor Jeuneta w roli narkoleptycznych braci i szalonego naukowca. W Mieście… jest poza tym cały szereg świetnych epizodów, które nie dają się łatwo zapomnieć, by wspomnieć tylko demoniczne bliźniaczki syjamskie czy trenera… pcheł.

Strona plastyczna Miasta zaginionych dzieci robi niesamowite wrażenie, mimo że film powstał w połowie lat dziewięćdziesiątych i liczba zastosowanych efektów specjalnych nie rzuca na kolana. Mistrzowska scenografia Jeana Rabasse’a i zdjęcia Dariusa Khondji, które wydają się wykonane w 100% w filmowym studio, decydują w dużym stopniu o atmosferze i klimacie, które towarzyszą nam praktycznie od pierwszej minuty filmu. Nie bez znaczenia w tym przypadku był również nadzór artystyczny Marca Caro, którego charakterystyczny styl jest rozpoznawalny w każdym niemal kadrze. Kontynuację tego artystycznego rysu możemy odnaleźć w Vidocqu Pitofa, do którego dekoracje tworzył również Jean Rabasse.

Strona plastyczna Miasta zaginionych dzieci robi niesamowite wrażenie.

Wśród naśladowców czerpiących pełnymi garściami ze stylu Caro i Jeuneta należy wymienić również głośny film Cela Tarsema Thigha, w którym poetyka snu wszechobecna w filmach Francuzów pozwoliła stworzyć najlepszą pod względem artystycznym część filmu. Paradoksalnie w Mieście… możemy doszukać się również śladów inspiracji wielkim dziełem SF – filmem Blade Runner, w którym także pojawia się wątek samotnego naukowca, tworzącego sobie swego rodzaju „sztucznych” przyjaciół. Podobnie jak w Blade Runnerze, pojawia się również tematyka poruszająca problem twórców dotkniętych syndromem boga. Nie można nie wspomnieć także widocznych nawiązań do powieści gotyckiej z jej sztandarowym przedstawicielem Frankensteinem Mary Shelley.

Film Jeuneta i Caro to bez wątpienia jeden z najciekawszych filmów europejskich lat dziewięćdziesiątych, który doprowadził do ostatecznego wykrystalizowania łatwo rozpoznawalnego artystycznego stylu obu francuskich twórców. Co ważniejsze jednak, Miasto zaginionych dzieci wyraża głęboko zakorzenioną i skrywaną jednocześnie tęsknotę za dziecięcym pierwiastkiem, który dorośli bezpowrotnie tracą, tak jak umiejętność przeżywania swoich snów.

Tekst z archiwum film.org.pl

Ostatnio dodane