Maska Czerwonego Moru | FILM.ORG.PL

Maska Czerwonego Moru

Maska Czerwonego Moru należy do cyklu zrealizowanych przez Cormana adaptacji opowiadań Edgara Allana Poego i jest fantastycznym studium grozy wszechobecnej w twórczości mistrza horroru.




Sic transit gloria mundi




Karolina Chymkowska
20.05.2016


Mam przed sobą kartę tarota opatrzoną liczbą trzynaście. To karta Śmierci, która przez samą swoją nazwę wzbudza lęk. Spowita w czerń postać z kosą siedzi na stosie czaszek, u jej stóp wyrasta pojedyncza biała róża. Na dalszym planie widać pochyloną ku ziemi dziewczynę, najwyraźniej dręczoną przez żałobę, smutek bądź strach. Jednak jej duch wyrywa się ku górze i zmierza w stronę horyzontu, gdzie przez chmury przedziera się słońce, a zza mgły wyłaniają drzewa. Karta Śmierci jest bowiem kartą przejścia – zawiera w sobie kres i odrodzenie, zmierzch starego i początek nowego życia, pozbycie się obciążeń i wejście na nową ścieżkę. Ten przerażający z pozoru symbol zawiera w sobie całą mądrość tarota, rozpacz, nadzieję i zmartwychwstanie. Koniec i transformacja są procesem bolesnym, ale wyzwalającym i otwierającym nowy cykl. To wieczny taniec, który trwa i będzie trwał, niosąc ze sobą po równi cierpienie i ulgę.

Niemniej groźnie jawi się karta z numerem piętnaście. Widnieje na niej Diabeł. Wokół rogatej czaszki tańczą płomienie, odwrócony pentagram, symbol pięciu żywiołów, oznacza dominację materii nad duchem. Obwieszona klejnotami kobieta spala się w ogniu namiętności i zniewolenia. Chociaż znalazła się tam z własnej woli, obecnie jest spętana i prawdopodobnie nie będzie mogła już odejść, uzależniona od siły, która ją kusi, podnieca, ale też odbiera wszelką niezależność.

the-masque-of-the-red-death

W filmie Rogera Cormana Śmierć pojawia się osobiście już na samym początku. Zamiast młodej dziewczyny mamy starą kobietę niosącą chrust, biała róża zaś przeobraża się w szkarłatną, ociekającą krwią. Nadszedł czas sądu, przed którym nikt nie zdoła się obronić. Nie przejmując się losem skazanych na zarazę mieszkańców wioski, którą zarządza, amoralny i zepsuty książę Prospero (bezbłędny Vincent Price) zamyka się na cztery spusty za bezpiecznymi murami swojego zamku, by wraz z dziesiątkami gości – spragnionymi dekadenckich uciech niemal równie mocno jak on – celebrować zwycięstwo nad śmiercią poprzez wesołą maskaradę. Prospero jest pewien swego, znajduje się wszak pod osobistą opieką diabła, któremu oddaje cześć. Całej tej rozpuście przygląda się z przerażeniem Francesca, niewinna dziewczyna porwana z wioski, która do obrony ma tylko prostą, niemal dziecinną wiarę w Boga i miłość do więzionych w lochu narzeczonego i ojca. Prospero należy do gatunku tyranów najgroźniejszych – tych inteligentnych, błyskotliwych i pozbawionych jakichkolwiek moralnych ograniczeń. Francesca nie jest dla niego partnerką do rozmowy, książę czerpie więc przyjemność z szokowania jej, wykładając wyższość prawdy zwycięskiego szatana nad bezsilnością umarłego Boga. Przy całej swojej pysze i poczuciu niezwyciężenia Prospero nie zdaje sobie zupełnie sprawy, że – podobnie jak wszyscy jego goście – jest uczestnikiem cyklu, od którego nie ma ucieczki, trybikiem w machinie przyczyny i skutku, gdzie nie ma podziału na równych i równiejszych, a śmierć zbiera swoje żniwo nie oglądając się na winę, niewinność, pozycję czy zasługi.

maska 2

Maska Czerwonego Moru należy do cyklu zrealizowanych przez Cormana adaptacji opowiadań Edgara Allana Poego i jest fantastycznym studium grozy wszechobecnej w twórczości mistrza horroru.

Sam Poe był przez całe życie dręczony własnymi demonami i nieopanowanymi fobiami, którym dawał wyraz na papierze, zazwyczaj jednak stawiając się w roli obserwatora i narratora. Ta próba dystansowania się od własnego lęku czyni go jeszcze bardziej rzeczywistym, ponieważ nawet jeśli nie zostaje wyrażony wprost – drzemie gdzieś pod powierzchnią. Na zamku księcia Prospero jest siedem następujących po sobie komnat, każda innego koloru – żółta, biała, fioletowa i ta najmroczniejsza, czarno-czerwona, do której mało kto odważa się zapuszczać. Wedle najczęściej pojawiających się interpretacji komnaty symbolizują labirynt ludzkiego umysłu w kolejnych fazach zmagania się z życiem, dojrzewania i osiągania świadomości. W tym wypadku czarna komnata, gdzie Juliana doświadcza fantastycznych wizji podczas ceremoniału zaślubin z diabłem, jest jednocześnie miejscem targowania się i wyparcia. Tam Prospero zawiera swój pakt i tam, jak sądzi, kupuje sobie bezpieczeństwo.

Za zdjęcia i scenografię odpowiadał Nicolas Roeg, wówczas stawiający pierwsze kroki w branży, później reżyser takich wysmakowanych wizualnie filmów jak Walkabout, Człowiek, który spadł na ziemię i przede wszystkim Nie oglądaj się teraz. To głównie jego sprawnemu oku Maska Czerwonego Moru zawdzięcza swoją niesamowitą, odrealnioną atmosferę. Mimo kilku dynamicznych sekwencji w gruncie rzeczy akcja toczy się leniwie, wszyscy goście, chociaż wynajdują sobie coraz to brutalniejsze i niemoralne rozrywki, są zawieszeni w próżni, pogrążeni w marazmie, w nieświadomości. Są jak bezwolne kukiełki, gotowe podrygiwać i skakać ku uciesze panującego nad nimi w pełni Prospero, dodatkowo utwierdzając go jeszcze w złudnym przekonaniu o własnej wszechmocy. Nic dziwnego, że kontestująca postawa Franceski jest dla księcia tak atrakcyjnym powiewem świeżości. Dla narcystycznego sadysty nie ma nic bardziej przyjemnego, niż deprawowanie tego, co niewinne – bo jaką ma korzyść z chociażby tysiąca dusz, które już są zepsute? Jednak goście okazują się równie bezwolni wobec wezwania innego mistrza, pogrążając się w upiornym, wyzutym z emocji danse macabre, a Prospero bynajmniej nie jest bezpieczny, musi zmierzyć się z tym, kim się stał, sam dla siebie przeobraża się w personifikację śmierci. Wszelki bunt jest nieskuteczny i bezsensowny, co więcej, nie ma tu mowy o wymierzaniu kary czy ponoszeniu odpowiedzialności – czy przeżyje Prospero, czy mała dziewczynka z wioski, to tylko kwestia przypadku i tego, jak rozłożą się karty. Niemniej nawet człowiek pozbawiony duszy boi się umierania, ale jego żałosne próby targowania się nie mają najmniejszych podstaw. Widz, z drugiej strony, jest coraz bardziej osaczony przez narastającą grozę, przez atakującą go ze wszystkich stron feerię kolorów i błyskotek, masek i kostiumów, przytłoczony przez świadomość nadejścia nieuniknionego.

maska 1

Czym dla Poego była Czerwona Śmierć, nigdy jednoznacznie nie udało się określić – niektórzy dopatrywali się w niej personifikacji gruźlicy, która zabrała mu żonę, inni cholery, której epidemii był świadkiem. Podobne próby identyfikowania podejmowali fani filmu Cormana, usiłując przypisać „tożsamość” każdemu z „braci” Czerwonej Śmierci na podstawie kolorów, które ich reprezentują. W zasadzie nie ma to jednak większego znaczenia – na pierwszy plan wysuwa się po prostu śmierć jako taka, mór przetaczający się nad światem, który przyjmuje rozmaite oblicza, zawsze jednak w końcu zbiera swoje żniwo.

Dodatkową ciekawostką jest fakt, że Maska Czerwonego Moru wykorzystuje również w pobocznym wątku (karła i ukaranego za zniewagę szlachcica) inne opowiadanie Poego, Żabi skoczek. Jeżeli zaś chodzi o cały cykl adaptacji twórczości tego pisarza zrealizowanych przez Rogera Cormana, Maska… jest prawdopodobnie najbardziej enigmatyczna… i najlepsza.

Karolina Chymkowska

Karolina Chymkowska

Redaktor naczelny na film.org.pl.
Jestem filmowym profilerem. Kino to dla mnie przede wszystkim emocje. Bohaterowie. Niuanse. Półtony. Lubię wgryzać się pod powierzchnię, szukać tego, co niedopowiedziane.
Karolina Chymkowska

Latest posts by Karolina Chymkowska (see all)







  • U mnie jednak Maska… dopiero na trzecim miejscu, za Domem Usherów i Grobowcem Ligei. Lubię także Nawiedzony pałac, ale bliżej mu do adaptacji Lovecrafta niż Poego, jednak zaliczany jest do cyklu. Najbardziej mnie rozczarowała Studnia i wahadło. Ale w ogóle ten cały cykl Cormana to jest świetna rzecz. Vincent Price (mój ulubiony aktor) jest w tych filmach wyborny i w każdym filmie jest inny. Warto jeszcze podkreślić, że Maska i Ligeia zostały nakręcone w Anglii, co też wpłynęło pozytywnie na stronę wizualną. No i gdyby Corman zdecydował się nie kręcić w Anglii to pewnie nie spotkałby Nicolasa Roega.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

TETSUO: CZŁOWIEK Z ŻELAZA. Makabryczny teledysk

Następny tekst

Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE