Recenzje

MAJ Z RIDLEYEM SCOTTEM: Dobry rok

Są lepsze feel-good movies, są lepsze filmy Scotta, są lepsze role Russella Crowe'a… Ale na leniwe niedzielne popołudnie nadaje się całkiem nieźle.

Autor: Karol Barzowski
opublikowano

Pod słońcem Prowansji

Są takie filmy, po których obejrzeniu zawsze poprawia mi się humor. Nie musi to być żadna ambitna produkcja. Czasem wręcz przeciwnie – chodzi o typowo rzemieślniczy miks sprawdzonych składników. Ale jeśli twórcy mają wprawę w mieszaniu, może wyjść z tego coś, co ma wielką moc. Dla mnie takim przykładem jest choćby film Pod słońcem Toskanii. Ta ciepła, pozytywna historia, rozgrywająca się w niezwykle urokliwych Włoszech, za każdym razem sprawia, że świat wydaje się nieco lepszy. Podobny zamysł miał chyba Ridley Scott, decydując się na ekranizację książki Dobry rok Petera Mayle’a. I choć tytuł ten nie jest wśród moich ulubionych feel-good movies, miło go sobie od czasu do czasu przypomnieć.

To w gruncie rzeczy banalna historia. Max Skinner to londyński bankier, który robi spektakularną karierę. Pewnego dnia dowiaduje się, że odziedziczył po zmarłym wuju dom oraz winnicę w Prowansji. Ma pojechać do Francji na jeden dzień, aby załatwić wszystkie formalności. Nasz bohater nie wróci jednak do domu – stwierdzi, że tak naprawdę jest on gdzie indziej. A przy okazji odnajdzie sens życia i pozna wyjątkową kobietę. Gdzieś widziane, gdzieś słyszane? Oczywiście. Jeśli chodzi o fabułę, nie ma co spodziewać się tutaj czegoś wyjątkowego. Wielu widzów dodatkowo będzie miało pewnie problem z identyfikacją z Maxem, ponieważ – umówmy się – kto z nas jest bogaczem, który otrzymuje w spadku wielką posiadłość? Takim osobom łatwo rzucić wszystko i zacząć życie na nowo. Zwłaszcza jeśli ma się to dziać w tak cudnych okolicznościach przyrody.

Mamy do czynienia z zaledwie przyjemnym filmem.

Dobry rok zdecydowanie nie jest filmem, do którego przypisalibyśmy nazwisko Ridleya Scotta. Do zekranizowania tej historii przekonało go prawdopodobnie to, że sam przez piętnaście lat miał dom w Prowansji. Bardzo dobrze znał te rejony i chciał tam wrócić z planem filmowym. Do głównej roli wybrał Russella Crowe’a – również kojarzonego raczej z innymi rolami. Obaj panowie są profesjonalistami w każdym calu i tutaj też spisali się bez zarzutu. Ale ani dla jednego, ani dla drugiego, Dobry rok nie jest wyrazistym punktem w filmografii. Wydaje się, że to produkcja zbyt prosta, nijaka, wręcz nieco niegodna ich talentu. Mamy do czynienia z zaledwie przyjemnym filmem.

Trochę za dużo tu rozwiązań żywcem zaczerpniętych z lekkich i łatwych komedii albo tanich romansów. Retrospekcje pokazujące Maxa jako mądrego chłopca, wychowanego przez ukochanego wujka, który tak bardzo różni się od swojej obecnej postaci, chwilami mogą kojarzyć się z kiczem. To zestawienie dwóch zupełnie odmiennych światów jest aż nazbyt oczywiste. Całość staje się przewidywalna, nieangażująca.

Marion Cotillard jest jasnym punktem produkcji.

Narzekam i narzekam. Czy to naprawdę aż tak zły film? Nie. W filmografiach Scotta i Crowe’a trzeba go chyba traktować jak rozczarowanie, ale na leniwe niedzielne popołudnie nadaje się całkiem nieźle. Ma on swoje zalety. Nie zapominajmy też, że to jeden z pierwszych anglojęzycznych filmów z Marion Cotillard. Kiedy Dobry rok wchodził do kin, pewnie mało kto znał tę aktorkę. Rok później trzymała już w dłoni Oscara. Ta piękna Francuzka nigdy nie zawodzi, a tutaj ewidentnie jest jasnym punktem produkcji, znacznie pogłębiając postać Fanny z książkowego oryginału.

Jest jednak w Dobrym roku coś jeszcze wspanialszego niż Marion. To strona wizualna. Zdjęcia Philippe’a Le Sourda są wybitne i tworzą klimat tej historii. W tego typu filmach to, jak pokazana zostaje nowa rzeczywistość, w której znajduje się bohater, ma kluczowe znaczenie. I tutaj wykonane zostało to bezbłędnie. Po obejrzeniu filmu aż chce się zabukować lot do Francji i odwiedzić tę malowniczą krainę. Le Sourd z pewnością jest operatorem niedocenianym i mam nadzieję, że czekający na premierę The Beguiled Sofii Coppoli zmieni to raz na zawsze.

Są lepsze feel-good movies, są lepsze filmy Scotta, są lepsze role Russella Crowe’a… Dobry rok nie jest niczym szczególnym, ale swoje niezbyt ambitne zadanie spełnia – pozwala spędzić całkiem przyjemne dwie godziny, a także… zakochać się w Prowansji. W sam raz na miesiące poprzedzające lato. Być może film stanie się inspiracją do wakacyjnych wojaży.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane