Recenzje

LUTY Z MARTINEM SCORSESE. Wyspa tajemnic

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Kiedy twój cień jest większy od ciebie samego – przytłacza cię, prześladuje, jest tobą i jednocześnie nie jest. Nie masz odwagi się z nim skonfrontować. Nie masz dość odporności, by pogodzić się z tym, co mógłbyś zobaczyć, co musiałbyś zaakceptować. Wolisz zamknąć nie tylko oczy, ale i umysł na prawdę, która cię przerasta.

Jednak zamknięty w dobrowolnym kokonie, nie zauważasz, jak krok po kroku rozpada się twoja osobowość, twoja tożsamość, wszystko to, co sprawiało, że byłeś tym, kim byłeś. Gdzie można znaleźć drogę ucieczki? Gdzie kryje się wyzwolenie? Ile jeszcze pozostało ci autonomii i wolności wyboru, by podjąć świadomą decyzję, od której zależy cały twój byt?

Teddy Daniels (Leonardo DiCaprio) w towarzystwie nowego partnera, Chucka (Mark Ruffalo), udaje się na tytułową wyspę, by zbadać sprawę tajemniczego zaginięcia pacjentki szpitala psychiatrycznego, Rachel Solando. Rachel, jak się wydaje, dosłownie rozpłynęła się w powietrzu, zostawiając jedynie kartkę z niejasnym szyfrem. Gwałtowny sztorm uniemożliwia śledczym powrót na stały ląd, stają się niejako więźniami ponurej wyspy, gdzie dochodzi do podejrzanych wydarzeń.

Dlaczego dyrektor szpitala (Max von Sydow) odmawia dostępu do pełnej dokumentacji pacjentów? Czyżby doktor John Cawley (Ben Kingsley) prowadził na swoich pacjentach niehumanitarne eksperymenty rodem z obozów koncentracyjnych? Co próbują przekazać Teddy’emu przesłuchiwani przez niego pacjenci i wreszcie – kim naprawdę jest Rachel Solando? Daniels stopniowo zapuszcza się w głąb mrocznego labiryntu. Nie wie, skąd może przyjść zagrożenie, nie wie, komu może zaufać – łącznie z sobą samym. Nachodzą go strzępki dziwnych wizji, ni to wspomnień, ni to halucynacji… słyszy głos nieżyjącej żony, z tęsknotą za którą trudno mu sobie poradzić. I nagle, zupełnie niespodziewanie, w jego ręce trafia dowód na to, iż osoba odpowiedzialna za śmierć tej tak ukochanej kobiety jest tutaj, na tej właśnie wyspie! Czy powinien ulec żądzy zemsty, czy poruszać się dalej w granicach prawa, któremu przysięgał służyć – prawa, o którego istnieniu mieszkańcy wyspy zdają się nie pamiętać?

Oszczędnymi środkami i bez zbędnego szarżowania Martin Scorsese buduje niesamowitą, gęstą, niemal lepką atmosferę zagrożenia. Chociaż fale rozbijają się o skały, a powietrze przenika świeża, morska bryza, jest tak duszno, że każdy krok wydaje się sprawiać kłopoty, jak w sennych koszmarach, kiedy próbujemy uciekać, ale nogi nie chcą oderwać się od ziemi. Łatwo sympatyzować z migreną, nieustannie łupiącą pod czaszką Teddy’ego. Ba, niemal chce mu się wyrwać z ręki papierosa, żeby dym nie pogorszył jeszcze tego upiornego bólu głowy, który współodczuwamy. Drżymy w chłodzie skalistej groty, gdzie po ścianach skapuje wilgoć, błądzimy w cuchnących ciemnościach najgroźniejszego z pawilonów.

Zagrożenie, osaczenie, niepewność są realne, odczuwalne, na wyciągnięcie ręki, chociaż nie wiemy, co jest ich przyczyną. Natomiast pogrążony w ciepłym świetle gabinet lekarza, z ogniem na kominku i dobrze zaopatrzonym barkiem, wydaje się jak z innego świata, jak coś, co nie ma prawa istnieć na tej zapomnianej przez Bogów i ludzi wyspie. Może faktycznie nie istnieje, może to ponury żart, który ma zachwiać Teddym, zbić go z tropu, uśpić jego czujność.

Pod względem realizacji ekranizacja książki Dennisa Lehane’a jest bez zarzutu: rasowy thriller noir, w którym wszystko jest inne, niż się wydaje na pierwszy rzut oka, wrogowie nie są w istocie wrogami, bo tych należy raczej szukać wśród sprzymierzeńców. Drugim najmocniejszym atutem Wyspy tajemnic jest, jak to zazwyczaj bywa, Leonardo DiCaprio.

Kiedy go poznajemy, jest przekonanym o swojej racji stróżem prawa, pewnym siebie, zdecydowanym, domagającym się uznania dla własnego autorytetu, chociaż ewidentnie dręczonym przez ukryte demony. Z biegiem czasu jednak cała ta konstrukcja, na której ślepo polegał, zaczyna się chwiać w posadach. Nie może znaleźć oparcia ani pewności, gubi się w tym, co jest prawdą, a co mirażem. Zaczyna go pochłaniać strach, a na wierzch wychodzą emocje, o jakie się nie podejrzewał – albo o których nie chciał pamiętać. Ten cały proces w interpretacji DiCaprio rozwija się wybornie i nie ma w nim ani jednej fałszywej nuty.

Wyspa tajemnicnie dorównuje jakością najlepszym dokonaniom Scorsesego, bo też reżyser nie może sobie pozwolić na jeden fałszywy krok, aby nie zburzyć przyjemności z dochodzenia do prawdy zaciekawionym widzom. Nie decyduje się zatem na pogłębianie psychologicznej analizy, na dopowiadanie wątków, stawiając raczej na symbol, zawieszenie, sugestię w tle, co przy pierwszym seansie sprawdza się znakomicie, jednak przy kolejnych może odrobinę rozczarowywać.

Szczególnie niewykorzystany wydaje się być potencjał postaci doktora Naehringa, czyli von Sydowa. W połączeniu ze – świetnym zresztą – epizodem Patricii Clarkson służy przede wszystkim za zasłonę dymną, zamiast otwierać się na dwoistość interpretacji, a przynajmniej czynić to w wystarczająco przekonujący sposób.

Te drobne ułomności nie zmieniają jednak faktu, że to wciąż solidne, klimatyczne kino, konsekwentnie i do samego końca eksplorujące kwestię psychologicznego wymiaru winy, kary i tego, że nawet dobrowolnie wybrane więzienie może ostatecznie stać się pułapką, z której nie będzie wyjścia.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane