Recenzje

GANGI NOWEGO JORKU

Scorsesemu udało się nakręcić film, który po 15 latach wciąż wybrzmiewa niezwykle aktualnie.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

The Hands That Built America

Mimo że Martin Scorsese nigdy nie stronił od ukazywania przemocy w swych filmach, Gangi Nowego Jorku pozostają jednym z najbardziej brutalnych dzieł w dorobku tego reżysera. Nie tylko pod względem sposobu przedstawienia historii głównych bohaterów, ale także ze względu na tło historyczne, które tak wiernie odwzorował Scorsese w tym epickim spektaklu.

Osią wydarzeń w Gangach Nowego Jorku są przemiany, jakie dokonywały się w tytułowym mieście w drugiej połowie XIX wieku. Napływ ogromnej liczby imigrantów, zwłaszcza z Irlandii, tocząca się w kraju wojna secesyjna oraz ruch abolicjonistyczny powodowały poważne niepokoje w społeczności miasta, także w owianej złą sławą dzielnicy Five Points. To właśnie tam toczą się walki gangów, w których w 1846 roku życie traci ksiądz Vallon (Liam Neeson), przywódca składającej się z imigrantów grupy Zdechłych Królików. W otwierającej film, niesamowicie widowiskowej i brutalnej sekwencji bitewnej zabija go Bill „Rzeźnik” Cutting (Daniel Day-Lewis), lider Tubylców, uważających się za prawowitych synów Ameryki i zwalczających wszelkie przejawy inności. Świadkiem śmierci Vallona jest jego syn, któremu udaje się wymknąć zwycięskim Tubylcom. Po latach powraca do Five Points, by dokonać zemsty na zabójcy ojca.

Wydawałoby się, że to historia wendetty Amsterdama Vallona (Leonardo DiCaprio) jest fabularnym rdzeniem filmu Scorsesego, ale w pewnym momencie to przedstawione w Gangach Nowego Jorku wydarzenia historyczne wychodzą na pierwszy plan. Twórca Taksówkarza kreśli portret miasta, które znajduje się w krytycznym momencie, pomiędzy falą napływających z różnych części świata imigrantów a rozrywającą kraj wojną secesyjną. Scorsese wykorzystuje montaż, by zestawić ze sobą obrazy konfliktów w różnych skalach: makro (zamieszki na ulicach całego Nowego Jorku) i mikro (konfrontacja Tubylców i odrodzonych Zdechłych Królików), tworząc kompleksowy rys społeczno-politycznych napięć, które wstrząsały wówczas miastem. Chcąc zachować wiarygodność przedstawionych w filmie wydarzeń, Scorsese zadbał o dopracowaną w najmniejszych detalach inscenizację, począwszy od odwzorowania wyglądu dzielnicy, przez stroje bohaterów, aż do symboliki poszczególnych gangów.

Problem polega na tym, że niemal dokładnie w tym samym momencie, w którym początkowe tło historyczne wysuwa się na pierwszy plan, dynamika narracji w Gangach Nowego Jorku zaczyna szwankować. Wątek zemsty młodego Vallona plącze się, a finał tej historii z pewnością nie jest kulminacją, jakiej oczekiwaliby widzowie. Bardzo długi metraż filmu Scorsesego (167 minut) powoduje, że początkowo elektryzująca relacja „Rzeźnika” i Amsterdama, który podstępem przenika do szeregów Tubylców i zostaje prawą ręką swego nemezis, przestaje intrygować, a widza w istocie bardziej interesują losy Nowego Jorku niż kreowanego przez DiCaprio bohatera. Aktorstwo zasługuje oczywiście na oklaski – zwłaszcza kreacja Day-Lewisa, dla którego rola w Gangach była pierwszą po pięcioletniej przerwie. Jego Bill Cutting to postać iście demoniczna i dynamiczna jednocześnie, czego nie można powiedzieć o Vallonie, w którego ostateczne zwycięstwo wyjątkowo trudno uwierzyć. Ogólny poziom aktorstwa – jak zwykle w filmach Scorsesego – jest jednak znakomity, o czym najlepiej świadczy to, że nawet krytykowana zwykle za swe umiejętności Cameron Diaz wypada w Gangach bardzo przyzwoicie.

Martin Scorsese planował realizację tego filmu już od 1978 roku, ale dopiero w pierwszych miesiącach XXI wieku udało mu się sfinalizować projekt. Jak sam przyznał, efekt końcowy nieco rozmijał się z jego oczekiwaniami i w niektórych elementach da się to wyczuć dość wyraźnie – Gangi z pewnością nie są najlepszym dokonaniem słynnego reżysera, a kto wie, czy nie byłyby nim, gdyby realizacja nie trwała tak długo. Scorsesemu udało się jednak nakręcić film, który zwłaszcza dziś, w dobie nasilających się nastrojów nacjonalistycznych i nienawiści do wszystkiego, co obce, wybrzmiewa niezwykle aktualnie. A właśnie uniwersalność i ponadczasowość charakteryzują kino wielkie, choć już niekoniecznie perfekcyjne.

Ostatnio dodane