LOLO. Obśmiać wielkomiejskich intelektualistów | FILM.ORG.PL

LOLO. Obśmiać wielkomiejskich intelektualistów

Zapewniając humor na wysokim poziomie, świetnie napisane dialogi i doskonałe aktorstwo, Lolo staje się idealną odtrutką na zwykle rozczarowujące amerykańskie komedie romantyczne.








Dawid Myśliwiec
22.06.2016


W zdominowanym przez mężczyzn środowisku reżyserów filmowych (nie oszukujmy się – szum wokół patriarchalnego Hollywood nie wziął się znikąd) Julie Delpy jest chlubnym wyjątkiem, od lat z równym powodzeniem rozwijającym karierę przed i za kamerą. Po pięciu filmach pełnometrażowych i dwóch krótkometrażówkach odkryta przez Godarda aktorka powraca do kina uroczą komedią romantyczną Lolo.

lolo-2

Już w interesującej dylogii 2 dni w… Delpy pokazała, że potrafi mówić o skomplikowanych relacjach pomiędzy kobietą i mężczyzną, które nie zawsze opierają się na miłości i zrozumieniu. Zbliżająca się do pięćdziesiątki autorka postanowiła raz jeszcze opowiedzieć o nietypowym związku, tym razem obierając jednak perspektywę dojrzałej, nieco rozgoryczonej miłosnymi niepowodzeniami kobiety. Zamożną paryżankę Violette poznajemy w sytuacji idealnej dla niezobowiązujących podrywów – robiąca karierę w świecie mody bohaterka odpoczywa w urokliwym kurorcie w Biarritz ze swą równie rozczarowaną życiem uczuciowym przyjaciółką. To właśnie cyniczna Ariane (w tej roli bezbłędna Karin Viard) nakłania Violette do obniżenia standardów stosowanych wobec mężczyzn i poszukania wakacyjnej przygody. W ten sposób bohaterka ląduje w łóżku z poczciwym tubylcem Jeanem-René (jak zwykle niezawodny Dany Boon), który nawet imieniem zdradza swe prowincjonalne korzenie.

Choć mogłoby się wydawać, że ten (niemal) mezalians nie ma szans na powodzenie, Violette wpada po uszy i zakochuje się w uroczym prowincjuszu. Mimo swych małomiasteczkowych obyczajów, Jean-René okazuje się człowiekiem o dużych ambicjach – dzięki swym programistycznym talentom szybko awansuje w strukturach firmy, co umożliwia mu przeprowadzkę do Paryża. Swobodny rozwój znajomości dwojga bohaterów zakłóca jednak pewna ważna postać – tytułowy Lolo, czyli zupełnie dorosły syn Violette, pozostający z nią w bardzo zażyłej relacji. To właśnie on i jego intrygi staną się zarzewiem konfliktów pomiędzy kochankami, nieświadomymi podstępnego planu młodzieńca zmagającego się z kompleksem Edypa. Te trzy wątki – miłości ludzi po czterdziestce, kulturowych różnic pomiędzy stolicą a resztą Francji oraz niezdrowej relacji matka-syn – przeplatają się w Lolo nieustannie, tworząc trzon tej niezwykle zabawnej opowieści.

Nie ulega wątpliwości, że Delpy umyślnie stara się obśmiać wielkomiejskich intelektualistów, bardziej zajętych wyrzucaniem z siebie nazwisk malarzy i filozofów niż faktyczną rozmową. Lolo (brawurowo odegrany przez jednego z najbardziej obiecujących francuskich aktorów, Vincenta Lacoste’a) od pierwszej chwili usiłuje zdyskredytować partnera matki, podkreślając jego niedopasowanie do standardów paryskiej bohemy. Intrygi Lolo mają oczywiście zupełnie odwrotny skutek – doprowadzają do konfrontacji, podczas których Violette jeszcze bardziej zakochuje się w szczerej bezpretensjonalności swojego partnera, znajdując w nim ucieczkę od chłodnej powierzchowności świata mody. Dany Boon, do czego zdążył nas już przyzwyczaić, z niezwykłą swobodą wciela się w bohatera prostego, ale wartościowego – takiego, który budzi powszechną sympatię. Jego Jean-René to ambitny profesjonalista, który ma co prawda świadomość swego pochodzenia, ale zna też swoją wartość i nie zamierza kłaniać się stołecznym intelektualistom. Nie zachłystuje się Paryżem, lecz stara się ujarzmić go na własnych warunkach, w czym ma mu pomóc uczucie, którym darzy go Violette.

lolo-3

Momentami Lolo przypomina typową komedię omyłek, jednak wysoce intelektualne, zabawne i dynamicznie skonstruowane dialogi lokują dzieło Delpy gdzieś pomiędzy Woodym Allenem a filmami Dany’ego Boona właśnie. Da się odczuć, że obecność czołowego obecnie francuskiego komika wywarła wpływ na ostateczny kształt dzieła, choć liczne żarty o feministycznym zabarwieniu nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto odpowiada za Lolo. Julie Delpy nakręciła film, któremu daleko do arcydzieła, ale który spełnia jednocześnie wszelkie wymogi stawiane przed inteligentnymi komediami. Zapewniając humor na wysokim poziomie, świetnie napisane dialogi i doskonałe aktorstwo, Lolo staje się idealną odtrutką na zwykle rozczarowujące amerykańskie komedie romantyczne.

korekta: Kornelia Farynowska

Dawid Myśliwiec

Oglądam dziesiątki filmów miesięcznie, a na liście tytułów do nadrobienia nic nie ubywa - a wręcz przybywa. W 2015 r. udało mi się osiągnąć cel - obejrzeć średnio 1 film dziennie. Tą samą estymą darzę "Kobietę z wydm", "Ojca chrzestnego" i "Deadpoola", slow cinema przeplatając głupimi komediami. O kinie piszę, bo samo oglądanie mi nie wystarcza, a najlepsze uczucie to to, gdy komuś spodoba się polecony przeze mnie film. Od ośmiu lat rzeźbię sobie na www.mysliwiecoglada.pl.






  • steppenwolf1982

    Pierwsze zdanie nie ma racji bytu, ponieważ film nie powstał w Hollywood a we Francji, a tam pracuje mnóstwo kobiet – reżyserek.

    • Mefisto

      w USA też ich nie brak, także w ogóle dziwny wtręt.

      • Darek Woysław

        Ile procent reżyserów to kobiety? Zresztą do lat 80. kobiet parających się reżyserią można było policzyć na palcach jednej ręki. Dopiero bodajże w latach 80. coś ruszyło.

        • Mefisto

          Pytanie powinno być, ile chce nimi być. Bo to trochę tak, jak narzekanie, że oscarssowhite w momencie, gdy czarni są nawet mniejszością względem latynosów. Dominacja płci/rasy w danym zawodzenie nie musi być od razu seksizmem/rasizmem.
          No i nie mówimy o latach 80., tylko o obecnych

          • Darek Woysław

            Ale jednak mężczyźni (i tzw. męski punkt widzenia) wciąż dominują w Hollywood. Fakt faktem, że to się zmienia, ale autor nic dziwnego nie napisał w mojej opinii.

          • Mefisto

            Nawet jeśli dominują, to czemu od razu robić z tego zarzut.

          • Darek Woysław

            Ja to nie odebrałem jako zarzut – raczej stwierdzenie faktu :)

          • Dawid Myśliwiec

            Otóż to – nie chodzi o szukanie dziury w całym, ale o wskazanie pewnej tendencji. Poza tym Delpy jest chlubnym wyjątkiem dlatego, że z takim samym powodzeniem realizuje się jako reżyserka i aktorka, choć oczywiście kręci trochę rzadziej niż gra. A poza tym piszę ogólnie o środowisku reżyserów filmowych, a o Hollywood wspomniałem dlatego, że tam najgłośniej mówi się o nierówności płciowej. Polecam poczytać o perypetiach reżyserek, których projekty nie powstały w dużej mierze dlatego, że w środowisku nadal w kobiety nie wierzy się równie mocno, co w mężczyzn.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Prawdziwy romans

Następny tekst

SER / СЭР [kino rosyjskie]



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE