nowości kinowe

LOLO. Obśmiać wielkomiejskich intelektualistów

Zapewniając humor na wysokim poziomie, świetnie napisane dialogi i doskonałe aktorstwo, Lolo staje się idealną odtrutką na zwykle rozczarowujące amerykańskie komedie romantyczne.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

W zdominowanym przez mężczyzn środowisku reżyserów filmowych (nie oszukujmy się – szum wokół patriarchalnego Hollywood nie wziął się znikąd) Julie Delpy jest chlubnym wyjątkiem, od lat z równym powodzeniem rozwijającym karierę przed i za kamerą. Po pięciu filmach pełnometrażowych i dwóch krótkometrażówkach odkryta przez Godarda aktorka powraca do kina uroczą komedią romantyczną Lolo.

lolo-2

Już w interesującej dylogii 2 dni w… Delpy pokazała, że potrafi mówić o skomplikowanych relacjach pomiędzy kobietą i mężczyzną, które nie zawsze opierają się na miłości i zrozumieniu. Zbliżająca się do pięćdziesiątki autorka postanowiła raz jeszcze opowiedzieć o nietypowym związku, tym razem obierając jednak perspektywę dojrzałej, nieco rozgoryczonej miłosnymi niepowodzeniami kobiety. Zamożną paryżankę Violette poznajemy w sytuacji idealnej dla niezobowiązujących podrywów – robiąca karierę w świecie mody bohaterka odpoczywa w urokliwym kurorcie w Biarritz ze swą równie rozczarowaną życiem uczuciowym przyjaciółką. To właśnie cyniczna Ariane (w tej roli bezbłędna Karin Viard) nakłania Violette do obniżenia standardów stosowanych wobec mężczyzn i poszukania wakacyjnej przygody. W ten sposób bohaterka ląduje w łóżku z poczciwym tubylcem Jeanem-René (jak zwykle niezawodny Dany Boon), który nawet imieniem zdradza swe prowincjonalne korzenie.

Choć mogłoby się wydawać, że ten (niemal) mezalians nie ma szans na powodzenie, Violette wpada po uszy i zakochuje się w uroczym prowincjuszu. Mimo swych małomiasteczkowych obyczajów, Jean-René okazuje się człowiekiem o dużych ambicjach – dzięki swym programistycznym talentom szybko awansuje w strukturach firmy, co umożliwia mu przeprowadzkę do Paryża. Swobodny rozwój znajomości dwojga bohaterów zakłóca jednak pewna ważna postać – tytułowy Lolo, czyli zupełnie dorosły syn Violette, pozostający z nią w bardzo zażyłej relacji. To właśnie on i jego intrygi staną się zarzewiem konfliktów pomiędzy kochankami, nieświadomymi podstępnego planu młodzieńca zmagającego się z kompleksem Edypa. Te trzy wątki – miłości ludzi po czterdziestce, kulturowych różnic pomiędzy stolicą a resztą Francji oraz niezdrowej relacji matka-syn – przeplatają się w Lolo nieustannie, tworząc trzon tej niezwykle zabawnej opowieści.

Nie ulega wątpliwości, że Delpy umyślnie stara się obśmiać wielkomiejskich intelektualistów, bardziej zajętych wyrzucaniem z siebie nazwisk malarzy i filozofów niż faktyczną rozmową. Lolo (brawurowo odegrany przez jednego z najbardziej obiecujących francuskich aktorów, Vincenta Lacoste’a) od pierwszej chwili usiłuje zdyskredytować partnera matki, podkreślając jego niedopasowanie do standardów paryskiej bohemy. Intrygi Lolo mają oczywiście zupełnie odwrotny skutek – doprowadzają do konfrontacji, podczas których Violette jeszcze bardziej zakochuje się w szczerej bezpretensjonalności swojego partnera, znajdując w nim ucieczkę od chłodnej powierzchowności świata mody. Dany Boon, do czego zdążył nas już przyzwyczaić, z niezwykłą swobodą wciela się w bohatera prostego, ale wartościowego – takiego, który budzi powszechną sympatię. Jego Jean-René to ambitny profesjonalista, który ma co prawda świadomość swego pochodzenia, ale zna też swoją wartość i nie zamierza kłaniać się stołecznym intelektualistom. Nie zachłystuje się Paryżem, lecz stara się ujarzmić go na własnych warunkach, w czym ma mu pomóc uczucie, którym darzy go Violette.

lolo-3

Momentami Lolo przypomina typową komedię omyłek, jednak wysoce intelektualne, zabawne i dynamicznie skonstruowane dialogi lokują dzieło Delpy gdzieś pomiędzy Woodym Allenem a filmami Dany’ego Boona właśnie. Da się odczuć, że obecność czołowego obecnie francuskiego komika wywarła wpływ na ostateczny kształt dzieła, choć liczne żarty o feministycznym zabarwieniu nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto odpowiada za Lolo. Julie Delpy nakręciła film, któremu daleko do arcydzieła, ale który spełnia jednocześnie wszelkie wymogi stawiane przed inteligentnymi komediami. Zapewniając humor na wysokim poziomie, świetnie napisane dialogi i doskonałe aktorstwo, Lolo staje się idealną odtrutką na zwykle rozczarowujące amerykańskie komedie romantyczne.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane