Recenzje

Lata 70., czyli nowy cykl KMF

Autor: Rafał Oświeciński
opublikowano

Dzisiaj na stronie rozpoczynamy nowy cykl, który będzie zapowiedzią tego, co nasi czytelnicy lubią bardzo – rankingu najlepszych filmów dekady. Po najlepszych filmach pierwszej dekady XXI wieku, po kinematograficznych cudach lat 90., po zeszłorocznym rankingu kultowców lat 80., przyszedł czas na najlepsze, najciekawsze, najbardziej innowacyjne, najchętniej oglądane i najbardziej doceniane – filmy lat 70. 

Niektórzy mówią, że to najlepsza dekada w historii kina – i nie jest to przesada, oj nie. Taka teza jest bardzo łatwa do uzasadnienia, co postaramy się udowodnić w naszym plebiscycie, z którego wynikami – co bardzo łatwe do przewidzenia – niewiele osób będzie się zgadzać (nie rościmy sobie pretensji do bycia obiektywnym jury). Jak zwykle postaramy się połączyć wodę z ogniem, czyli docenimy niekwestionowaną klasykę, ale nie zapomnimy o tym, co popularne, co budzi największe emocje także dzisiaj, bez względu na opinie wszelkiej maści uniwersyteckich filmoznawców, których sugestie, podpowiedzi i przeróżne zestawienia filmów zostawiamy dla nich.

Oczywiście przy okazji układania rankingu 100 najlepszych pominiemy setki wartościowych tytułów, które – w opinii czytelników – powinny mieć swoje miejsce w czołówce, bo nie ma innej możliwości, aby X nie było; skandalem będzie, jeśli Y nie będzie. No cóż, nie zadowolimy wszystkich.

Zanim rozwścieczymy, zaskoczymy i zbulwersujemy, zaproponujemy coś, czego wcześniej, przy okazji podobnych rankingów, nie robiliśmy. Otóż przez najbliższe 2 miesiące poprzedzające ranking codziennie opublikujemy jeden artykuł-recenzję, przypominający konkretny tytuł. Będzie to taki redakcyjny mini-przewodnik po 60-70 najlepszych tytułach z lat 70. Będą to w większości teksty premierowe, ale również nowe odsłony kilku opracowań z naszego opasłego archiwum (składającego się z blisko 3000 tekstów różnej maści).

Sentymenty na bok. Zdecydowana większość filmów z lat 70. to nie są hity ery VHS, którą rządziła przypadkowość. One – pomijając kilka wyjątków, dla każdego pewnie różną ilość – nie trafiały do odtwarzaczy vhs w każdym polskim domu jak „Amerykański Ninja”, nie były telewizyjnymi hitami i obecnie na pewno takimi nie są. Większość z Was pewnie widziała je w kinie (festiwale, przeglądy), późno w nocy w telewizji lub najzupełniej świadomie wypożyczyła na kasecie lub dvd, nie mówiąc już o zasysaniu z bogatych złóż internetu. Innymi słowy, wiedza o kinie lat 70. bardziej podporządkowana jest jakości, jaką prezentowały ówczesne filmy oraz kinofilskim zainteresowaniom, niż sentymentom charakteryzującym lata 80. czy 90. Uciekam jak najdalej od wartościowania – głównie chodzi o sposób doświadczania kina i świadomość tego, co się ogląda.

Jaki jest cel naszej małej akcji? 

Po pierwsze – walory edukacyjne są nie do przecenienia. Skoro wchodzicie na KMF to na pewno wiecie o kinie więcej niż przeciętny obywatel naszego kraju. Jednak wiedza o kinie sprzed lat 40. na pewno nie jest tak dobra, jak ta z dzieciństwa wypełnionego kasetami VHS/DVD, czyż nie? Część z Was na pewno ma w małym paluszku klasykę lat 70., jednak większość zna tylko najważniejsze tytuły i to często bardzo wybiórczo. Mamy nadzieję, że nasz cykl zachęci do sięgnięcia po kilka tytułów, przypomni to, co warte przypomnienia. Da jakiegoś motywacyjnego kopa, który zepchnie na moment z piedestału obecny kinowy repertuar (dość mizerny, trzeba przyznać) i w odtwarzaczu częściej będzie lądować klasyka, o której powiemy i do której obejrzenia zachęcimy.

A po drugie, to oczywistość. Warto pisać o dobrych filmach. Warto o nich mówić. Trzeba o nich pamiętać.

Już dzisiaj pierwszy artykuł.

Ostatnio dodane