Recenzje

LAS, 4 RANO. Męski kompromis

Obraz, który trafia do serca i głęboko porusza.

Autor: Tekst gościnny
opublikowano

Przepracować stratę

Autorką tekstu jest Martyna Osuch.

Najnowszy film Jana Jakub Kolskiego ma dwóch głównych bohaterów – pokutującego w odosobnieniu dziada i otaczający go tytułowy las. Autor obrazów takich jak Pornografia i Zabić bobra tym razem zdecydował się przetłumaczyć na język filmu uczucie traumy po stracie dziecka. Do współpracy zaprosił dobrego znajomego (pięć wspólnych projektów), Krzysztofa Majchrzaka. Las, 4 rano to wyczekiwany comeback aktora po latach nieobecności na wielkim ekranie – ostatnio można go było oglądać w Inland Empire Davida Lyncha z 2006 roku. Skoro już jednak dał się namówić do powrotu na plan, to tylko pod warunkiem możliwości ingerowania w scenariusz Lasu…. Tym sposobem, poprzez starcie dwóch odmiennych, silnych osobowości, powstał obraz oszczędny (również z racji skromnego, jak mówi reżyser, wręcz „mikro”, budżetu), surowy, ale też ciepły i poruszający. Scenariusz został oparty na kanwie powieści Jana Jakuba Kolskiego pod tym samym tytułem.

Oto główny bohater, leśny dziad (zwany w książce nomen omen Forstem), powodowany tragiczną śmiercią bliskiej osoby, z korporacyjnego bossa przeistacza się w leśnego człowieka. Zetknięcie ze zjawiskiem umierania jest dla niego czymś nowym i, w przeciwieństwie do świata, w którym dotychczas funkcjonował, prawdziwym. Staje się też bodźcem do ucieczki od życia. Nowy Forst – Forst asceta mieszka w ziemiance, za jedynego towarzysza mając przysłowiowego psa z kulawą nogą. Pragnie być sam, odbyć pokutę, dosłownie zapaść się pod ziemię, lecz nie potrafi i nie chce zapomnieć kontaktu z drugim człowiekiem. Przyjaźni się więc z prostytutką Natą (Olga Bołądź), a później z trzynastoletnią sierotą Jadzią (Maria Blandzi). Film jest prostą historią o mierzeniu się ze stratą i samotnością, twórcy pragną udowodnić, że nieprzepracowane problemy zawsze będą do nas wracać, choćbyśmy uciekli przed nimi w najciemniejszy las. Jedynym wyjściem z patowej sytuacji jest stawienie czoła demonom, pozostając jednocześnie otwartym na drugiego człowieka.

Krzysztof Majchrzak buduje postać dziada z niezwykłym wyczuciem, uwodzi widza, hipnotyzuje samym spojrzeniem. Jego scenariuszowe zaangażowanie również wyszło filmowi na dobre. Przy temacie tak osobistym Kolski potrzebował obiektywnego spojrzenia drugiej pary oczu, kogoś, kto będzie w stanie powiedzieć „stop”, bronić obrazu przed przeszarżowaniem. Film wyróżnia się na tle dotychczasowej twórczości reżysera. Brak w nim typowego dla Kolskiego infantylizmu. Las… jest surowy, bardziej gorzki niż słodki, mimo że scenarzyści postawili na zbyt dopowiedziane, bajkowe zakończenie. Nieobecna jest też ulubiona przez reżysera magia – przysypana śniegiem martwa wiewiórka nie budzi się nagle do życia, chociaż można by tego oczekiwać. Widać silną rękę i wariactwo (czasem przesadzone) Majchrzaka, dzięki którym film trzyma się ram fabularnych i jest zrozumiały również dla widza, którego nie dotknęła osobista trauma.

Kolejnym wymuszonym przez skromny budżet atutem Lasu… są zdjęcia. Operatorem został sam reżyser, a dzięki szczeremu zaangażowaniu całej ekipy (w skład której weszli głównie studenci Kolskiego), sceny plenerowe są dowodem wrażliwości twórców na piękno natury, umiejętności zatrzymania się przy nim, ukazania tego, co tracimy, zamykając się w miastach i otaczając niepotrzebnymi przedmiotami.

Las to miejsce, gdzie pieniądze, wykształcenie i pozycja zawodowa stają się bezużyteczne, a do rangi poważnych spraw awansuje zastawianie pułapek na bobry i nauka o gatunkach drzew. Jest też scenerią neutralną i wieczną, co nadaje opowieści uniwersalny wymiar.

Krzysztof Majchrzak twierdzi, że poprzez sztukę filmową próbuje powiedzieć coś istotnego do drugiego człowieka. Las, 4 rano jest dowodem na to, że jego starania nie są bezowocne. Wraz z Janem Jakubem Kolskim, drogą kompromisu, stworzyli obraz poruszający najgłębsze struny duszy.

Ostatnio dodane