Recenzje

LARGO WINCH (2008)

Francuska wersja Jamesa Bonda albo Jasona Bourne'a to całkiem niezłe kino.

Autor: Anna Rosiak
opublikowano

Nie od dziś wiadomo, że odkąd istnieje kinematografia, utrzymywana jest prędzej z popcornu i coli sprzedawanej przed salą kinową, niż ze sprzedaży biletów. Kino ma być przede wszystkim rozrywką i tanią konsumpcją, dopiero w „dodatku” może stać się sztuką. W przypadku Largo Winch to pierwsze podstawowe zadanie mogę uznać za spełnione. Biorąc pod uwagę poziom filmów sensacyjnych wchodzących ostatnio na ekrany, dla filmu jest to już bardzo, bardzo dużo. To, że nie jest to także wybitne, oryginalne dzieło, stanowi, można powiedzieć – bagaż gatunku. Zatem dlaczego Largo Winch jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem?

Reżyserowi udaje się parokrotnie zmylić tropy.

Trailer na tyle się ostatnio rozwinął, że jest prawie jak osobny produkt filmowy. Trailer to kwintesencja filmu ograniczonego do dwóch-trzech najlepszych minut. Spróbujmy zatem opowiedzieć coś o Largo Winch poprzez to, co w zapowiedzi zamieszczono. Nierzadko to ona okazuje się bardziej emocjonująca (lub zabawna w przypadku komedii) od filmu właściwego. Czy tak jest w przypadku nowego filmu reżysera Anthony Zimmer? Przede wszystkim warto powiedzieć to, co podkreślane jest na każdym kroku przy okazji promocji filmu Jerome’a Salle’a. Mówi się o nim jako o francuskiej wersji Jamesa Bonda albo Jasona Bourne’a. Czy w ten sposób leczymy europejskie kompleksy przed niemożliwymi do prześcignięcia Stanami Zjednoczonymi, czy to tylko chwyt reklamowy – trudno powiedzieć. Na pewno film usiłuje naśladować hollywoodzkie wzorce, ale jednocześnie, świadomie bądź nieświadomie, tworzy bohatera bliskiego kulturze Europy. Romantyka i idealistę poszukującego prawdy.

Largo jest kreowany na buntownika, człowieka świadomie sytuującego się na marginesie głównego nurtu życia. Ma wszystko – dziedziczy ogromny majątek ojca, ma wiedzę, na dodatek jest niebywale przystojny i czarujący (więc w domyśle – może uwieść każde kobiece serce). Jednak jego nie interesują „zbytki doczesnego świata”, szuka prawdy i sprawiedliwości. Dotychczas uchylał się od przejęcia przynoszącej ogromne dochody firmy ojca (ten, nie posiadając własnych dzieci, sprytnie postarał się o adopcję osieroconego chłopca), póki ten nie umarł. Wydaje się nie być zainteresowany konfliktem interesów pracowników ojca i jego dyskretnych pomocników. Chce tylko znaleźć odpowiedź, kto odpowiada za śmierć rodzica. Historia Largo oscyluje na dwóch poziomach: z jednej strony próbuje on odkryć prawdę o swoim pochodzeniu i rodzinie; z drugiej, tajemnice ojca i jego wielkiej korporacji. Czy uda mu się dotrzeć do prawdy?

Trzeba przyznać, że reżyserowi udaje się parokrotnie zmylić tropy. Niewykluczone, że najbardziej oddana współpracownica może się okazać zdrajczynią, a rodzina, w której wychowywał się Largo, również mogła ukrywać dużo sekretów… Oczywiście, żadna z tajemnic nie pozostanie niewyjaśniona, w końcu nie są one aż tak szczególnie zagmatwane (film nie jest specjalnie skomplikowany). Jednak budowane zamieszanie zasługuje na uwagę.

Powróćmy do zwiastuna. To w nim Largo stylizowany jest na „ostatniego sprawiedliwego”. To krótki dialog, w którym poznajemy główną postać:

– What’s your name?
– Largo
– Largo what?
– Largo.

Ten krótki dialog nawiązuje do legendarnego „Bond. James Bond”, sprytnie wskazuje także tajemniczą aurę, jaką ma być otoczony bohater. Stąd odkrywanie kolejnych fascynujących tajemnic Largo i jego nieprzeciętnego ojca w dalszej części opowieści. Piszę nieprzeciętnego, ponieważ człowiek, który adoptował Largo, spełnia amerykański sen: staje się miliarderem, nie mając początkowo nic, zachowując mądrość życiową i stoicki spokój. Rzecz jasna każdy nieludzko bogaty człowiek musi liczyć się z posiadaniem dość licznego grona wrogów, podobnie jest i tutaj. Już w trailerze widzimy, jak wiele skomplikowanych relacji ma do rozwikłania Largo, jeśli chce się dowiedzieć, kto w rzeczywistości „pociąga za sznurki w firmie”. A sprawy firmy nierozerwalnie związane są z przeszłością i teraźniejszością Largo. Sprawy rodzinne mieszają się z wielkimi interesami, którym bliżej do mafii niż do jasnych korporacyjnych umów.

I tu miejsce na jeszcze jedno moje skojarzenie. Retrospekcje związane z relacją Largo – ojciec bardzo przypominają mi klimat Ojca chrzestnego. Mądry, wszystko przewidujący i trzymający pieczę nad wielką firmą człowiek. Na dodatek „lubiący sekrety i tajemnice”. Idylliczne wspomnienia rozmów z ojcem, a w tle słoneczne krajobrazy Bałkanów i błękitnych wód. Scenariusz filmu zawiera wszystkie niezbędne elementy udanego filmu „akcji z przesłaniem”: czarująca postać pełna zagadek, interesujące i umiejętnie wplatane sceny pościgów, akcji oraz bijatyk, w końcu zgrabne zakończenie umożliwiające zwycięstwo tej dobrej stronie. Czego chcieć więcej? Może wystarczy wybór odpowiedniego aktora i wzbogacenie go o towarzystwo kilku pięknych kobiet, a reszta jest tylko dodatkiem?

Jeśli tylko od filmu Largo Winch nie będziemy oczekiwać zbyt wiele, może nam dać dużo przyjemności. Zgadzam się, że jest to rozrywka, która szybko pozwala o sobie zapomnieć, ale jeśli jest profesjonalnie wykonana, warto w ten sposób się „porozrywać”. Polecam.

Tekst z archiwum film.org.pl (03.09.2009).

Ostatnio dodane