Recenzje

LAPUTA – PODNIEBNY ZAMEK (1986)

Lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika anime.

Autor: Karol Baluta
opublikowano

"O dziewczynie, która spadła z nieba..."

To nieprawdopodobne, że Hayao Miyazaki, mimo podejmowania w swoich kolejnych filmach różnych tematów i opowiadaniu całkiem odmiennych historii, potrafi każdej nadać specyficzny, niezwykły klimat. I tak na przykład w Szkarłatnym pilocie przenosi nas w świat podniebnych pojedynków, przepełnionych gwarem nadmorskich portów i zadymionych kafejek, w Księżniczce Mononoke natomiast w lasy pełne tajemniczych stworzeń i potężne osady zapracowanych ludzi, a w Podniebnej poczcie Kiki prosto do małego i przyjaznego, ale niezbyt spokojnego miasteczka. Tym razem ten wspaniały twórca postanowił opowiedzieć o niezwykłej przygodzie dwójki dzieci poszukujących tajemniczego zamku.

Galeria postaci występujących w tym filmie jest bardzo zróżnicowana.

Pazu, osierocony chłopak z małego górniczego miasteczka, pewnej nocy zauważa obiekt spadający z wolną prędkością w kierunku ziemi. Z niemałym zaskoczeniem stwierdza, że to śpiąca dziewczyna, na której szyi wisi świecący się dziwnym, jasnozielonym światłem kamień. Bohater bez chwili wahania zabiera dziewczynę do domu. Sheeta (bo tak się ona nazywa) opowiada mu, że została porwana przez tajemniczego mężczyznę. Podczas lotu sterowiec, którym lecieli, został zaatakowany przez Piratów. Uciekając przez okno statku, osunęła się i zaczęła spadać. Po takim wyjaśnieniu Pazu opowiada nowej przyjaciółce o swoim największym marzeniu – aby kiedyś odnaleźć Laputę, o której słyszał z opowieści ojca. Jest to (opisana nawet w Podróżach Guliwera Swifta) mistyczna wyspa-zamek, unosząca się gdzieś pośród chmur, pełna tajemnic i skarbów. Tymczasem do miasteczka przybywa banda piratów – Klan Dory, czyli mamuśka (herszt bandy) i jej kilku synów, którym bardzo zależy na odnalezieniu Sheety (a szczególnie jej magicznego kamienia – Levistone). Bohaterowie szybko decydują się uciekać, tym samym rozpoczynając wielką i bardzo niebezpieczną przygodę. Nie wiedzą jeszcze, że będą musieli się zmierzyć z przeciwnikiem znacznie bardziej groźnym niż grupa Piratów, szukającym Laputy zachłannym Muską.

Podobnie jak w Podniebnej poczcie Kiki czy Spirited Away głównymi bohaterami opowieści Miyazaki uczynił dwójkę dzieci pozbawionych rodziców. Szczęśliwie Pazu i Sheeta mogą liczyć na przyjaciół, którzy zawsze staną w ich obronie (bardzo sympatyczna scena „pojedynku”), a na dodatek okazuje się też, że „ci źli” nie są znowu tacy straszni i podli, a nawet potrafią być bardzo sympatyczni, jeśli się ich lepiej pozna. Zresztą galeria postaci występujących w tym filmie jest bardzo zróżnicowana, pełna różnych typów osobowości, niejednoznacznych, ale wyraźnie nakreślonych.

Laputa: Castle in the Sky (albo Tenku no shiro Rapyuta) to przede wszystkim film pełen humoru, zabawnych sytuacji, ogromnie ciepły, pogodny i optymistyczny. Nie ma w nim niepotrzebnych dłużyzn, każda scena jest interesująca, przyciąga uwagę, daje do myślenia. Ci, którzy wolą raczej akcję i napięcie, także nie będą zawiedzeni, bowiem w filmie jest kilka scen naprawdę świetnych; dynamicznych i efektownych, z których zdecydowanie najlepszą jest ucieczka Pazu i Sheety niewielką lokomotywą, kiedy deski z torów pękają pod wpływem nieproporcjonalnego pojazdu goniącego ich Klanu Dory.

Wspaniale prezentuje się świat stworzony przez Miyazakiego, często porównywany z książkami Verne’a. Łączy on bowiem epoki – czasy staromodnych pociągów „na węgiel” i automobilów z erą rozwoju technologii, sterowców, samolotów czy też latających maszyn przypominających ogromne owady. Gdy myślę, z jaką dokładnością i dbałością o szczegóły powstawał obraz tego magicznego miejsca, nie mogę wyjść z podziwu dla pracy studia Ghibli, ale przede wszystkim dla samego Hayao Miyazakiego. Jego zaangażowanie w jak najdrobniejsze i pozornie najmniej istotne detale w rzeczywistości dodaje filmowi uroku.

Reżyser wie, że świat nie jest czarno-biały, ale składa się z różnych elementów, gestów, ulotnych chwil, jakichś pojedynczych słów i przelewa to na swoją twórczość. Jeśli chce nam opowiedzieć o bohaterze, nie musi uwzględniać jego cech w dialogu – wystarczy, że pokaże, jak taki Pazu wdrapuje się na dach, wypuszcza gołębie z klatki i zaczyna sobie grać melodię na trąbce, tak na dzień dobry, w stronę położonego nieopodal miasteczka. Scena, wydawałoby się, nic nie znacząca, ale w rzeczywistości przecież tak dużo mówiąca! Czyżby na tym polegała magia filmów Miyazakiego? Na tworzeniu świata z detali, z niepozornych sytuacji i dialogów? Być może, ale to tylko moje osobiste odczucie.

Laputa – podniebny zamek to kolejna wspaniała opowieść anime, która zachwyciła mnie swoim klimatem, fabułą i szczegółowością. To historia pełna uroku, która pozwala na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zanurzyć w magicznym świecie latających pojazdów, przedziwnych zwierząt i miejsc. Jest to film bardzo uniwersalny, nie skierowany do konkretnego grona odbiorców, dzięki czemu można go oglądać z rodziną. Bo w gruncie rzeczy Laputa to film bardzo podobny do wczesnych produkcji Disneya, ale o wiele od nich lepszy. Polecam bez cienia wątpliwości – lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika anime i dobry początek dla nieobeznanych w temacie.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane