Recenzje

KSIĘŻNICZKA MONONOKE (1997)

Miyazaki + Gaiman = arcydzieło.

Autor: Iwona Kusion
opublikowano

Czy można pokonać nienawiść...?

UWAGA! ODRADZAM CZYTANIE TEKSTU TYM, KTÓRZY FILMU NIE WIDZIELI

Zacznę od banalnego stwierdzenia: Księżniczka Mononoke to niezwykła opowieść, piękna, wzruszająca, inteligentna… wręcz ewenement kina. Nieczęsto spotyka się dzieła tak wieloaspektowe i w każdym detalu dopracowane do perfekcji. Film z jednej strony adresowany jest do szerokiego grona odbiorców, z drugiej głęboko osadzony w kulturze japońskiej. Nie wszystkie elementy można zrozumieć od razu, ja nadal odczuwam pewien niedosyt. Mimo to twórcy snują historię w taki sposób, iż jest ona opowieścią uniwersalną, przyjmującą formę sagi.

Opowieść można rozpatrywać na kilku odmiennych płaszczyznach.

Wiele może powiedzieć nazwisko reżysera – Hayao Miyazaki. O ile filmy azjatyckie nie cieszą się jeszcze w naszym kręgu kulturowym tak wielkim zainteresowaniem, na jakie zasługują, to tego twórcy osobom, które lubią kino, nie trzeba przedstawiać. Jest on zdobywcą wielu międzynarodowych nagród za późniejszy obraz, jakim jest Spirited Away, którym wpisał się na stałe w kulturę popularną. Tym samym rozpowszechnieniu na szerszą skalę uległy jego wcześniejsze dokonania, w tym Mononoke. Współautorem scenariusza jest natomiast inna ikona współczesnej kultury – Neil Gaiman, posiadający bogatą wyobraźnię, jeden z ciekawszych obecnie tworzących pisarzy. Te dwa nazwiska pozwalają widzowi stawiać przed twórcami wysokie wymagania.

Opowieść można rozpatrywać na kilku odmiennych płaszczyznach, idealnie się jednak uzupełniających i tworzących jeden, spójny obraz. Przede wszystkim jest to studium nienawiści, ukazanie, do czego to uczucie prowadzi. Jednocześnie nosiciele tej „choroby” nie są przedstawieni jako istoty z gruntu złe. Drugim ważnym aspektem, któremu można poświęcić wiele uwagi, jest historyczna forma dzieła. Stanowi ona tło dla rozgrywających się wydarzeń i odwołuje się w sposób profesjonalny do przeszłości, osadzając opowieść w konkretnym miejscu i czasie. Twórcy próbują przy tym uchwycić moment zmian, jakim kraj Kwitnącej Wiśni został wówczas poddany. W końcu kolejny element to odwołanie do mitów i legend. A wszystko zamknięte w zgrabnej fabule.

Aby rozpocząć tę historię, musimy się przenieść w czasie do XV-wiecznej Japonii, kraju ogarniętego wojną, a zarazem wkraczającego w nową rzeczywistość, naznaczoną dewastacją środowiska naturalnego. Poza obrębem tych realiów znajduje się ród Emishi, którego to części udało się wprawdzie obronić swą niezależność, lecz jednocześnie stał się już tylko mitem i ludzie są przekonani, że wymarł wiele setek lat temu. Z historycznego punktu widzenia jest to oczywiście prawdą, jednak twórcy Księżniczki Mononoke pozostawili garstkę przedstawicieli rodu i wspaniale wpisali ich w świat, gdzie niebawem rozegra się walka między starożytnymi bogami a ludźmi, wspieranymi przez technikę. Ród żyjący poza rodzącą się cywilizacją, będący reliktem dawnych czasów, gdzie nienawiść i żądza mordu jeszcze się nie wkradły, niestety nie może w pełni odizolować się od zła. Przedostaje się ono do odległej krainy w postaci boga wojny – dzika Nago, przemienionego w demona.

Naprzeciw niego staje młody książę Ashitaka. Broniąc swej wioski, prosi bestię, aby odeszła, a gdy to nie pomaga, zabija ją. Sam jednak zostaje przeklęty i jego ciało zaczyna trawić ta sama choroba, która przemieniła boga w potwora. Bohater musi obciąć włosy i ukryć twarz, podkreślając tym samym, że traci swą rodzinę, przyjaciół… całą przeszłość. To, co przed nim, to spotkanie z przeznaczeniem, którym staje się ujrzenie tego, co można „…zobaczyć oczyma niezaślepionymi nienawiścią…” Tak więc demon jest symbolem innego, odległego świata ogarniętego wojną, która okazuje się dotykać i tych w nią niezaangażowanych. Ashikata musi teraz stawić czoła dużo cięższej próbie – pokonać bestię, która się w nim rodzi się – i w tym miejscu zaczyna się jego podróż. Warto zatrzymać się na moment przy prologu, gdyż już w nim dostrzegamy postawę członków rodziny Emishi, tak odmienną od tej, z którą przyjdzie się niebawem zmierzyć młodemu księciu. Warto więc ten moment zapamiętać. Może bowiem tylko ci, którzy przeminęli dla innych, potrafią nie ulec powszechnemu złu.

Gdy Nago umiera, stara kobieta prosi go o pokój i zapomnienie jej rodu. Bóg nie chce jednak słuchać, zapowiadając, że wszyscy będą cierpieć, jak i on cierpiał. Po raz pierwszy mamy zasygnalizowane, że film jest o tym, co tak mocno kieruje człowiekiem, sprawiając, że świat powoli umiera, czyli o nienawiści. Nie potrafią przed nią uciec nawet bogowie. Ulega jej także Ashitaka. Pierwsza bitwa, po której jest świadkiem rzezi urządzonej przez samurajów i w którą zostaje, mimowolnie, wplątany, kończy się zabiciem jednego z napastników. Nie on jednak decyduje o ich losie, a zło, które zaczyna go powoli ogarniać, przejmując nad nim na tę chwilę kontrolę. Jeszcze kilkakrotnie przypomni o swej obecności, mimo usilnych prób zwalczenia go. Przesłanie twórcy jest tu jasne – to, co niszczy człowieka i pcha go ku zadawaniu cierpienia, znajduje się w nim, choć jest determinowane wydarzeniami zewnętrznymi (nienawiść wzbudza widok cierpienia). Ashitaka nie podejmuje się oceny, nie określa zła w sposób jednoznaczny, ma wyrzuty sumienia, że z jego ręki zginęli ludzie. Bez względu na to, jacy byli, książę uważa, że to nie jemu przypada rola rozstrzygania o życiu i śmierci. Rozumie, że chociaż furia może mieć różne podłoża, efekt zawsze jest ten sam.

Jest to postawa zupełnie nie pasująca do ówczesnego świata. Był to bowiem okres wojny Onin (1467- 1477), charakteryzującej się używaniem wszelkiej dostępnej broni i wyniszczeniem kraju. W historii okres ten nazwano sengoku, co oznacza po prostu „kraj w wojnie”. To także czas, kiedy zaczęto na szeroką skalę wytapiać żelazo. Zupełnemu przeobrażeniu zaczął ulegać japoński świat i poczęło się kształtować nowe społeczeństwo, narodzone z owego nieładu. Państwo było targane sprzecznościami, nie miało jeszcze wyodrębnionej struktury klasowej. I ten moment historyczny Miyazaki potrafił uchwycić idealnie. Tło wydarzeń pasuje wspaniale do ukazania wieloaspektowej walki, gdzie zwycięstwa są zbyt często pyrrusowymi, okupionymi wysoko: stratą życia, wartości czy odcięciem się od tradycji.

Postęp technologiczny symbolizuje żelazne miasto (Tatara-ba) pani Eboshi. Władczyni koncentruje się na konstruowaniu jak najbardziej skutecznej broni palnej (to innowacja, pierwsza broń palna pojawiła się dużo później, wydaje mi się, że przez jej wprowadzenie autor chce ująć ten okres w szerszym kontekście, rozpatrując go jako całość zmian, jakie zaszły), która miałaby okazać się idealnym narzędziem, służącym podbojom. Ashitaka dowiaduje się, że Nago przemienił się w demona, albowiem to jej ludzie go postrzelili. Kule nie wystarczą, aby zabić boga, lecz wystarczają, aby zwierzę zaczęła trawić nienawiść, powodująca furię. Zniszczenie boga okazało się mieć podłoże materialne, gdyż teren zamieszkiwany przez starożytne bóstwa był idealnym miejscem wydobywania metalu. Ukazana jest tu również konsekwencja rozwoju Japonii w XV wieku, kiedy zaczęto wydobywać rudy żelaza, wycinając coraz więcej drzew. Rozpoczął się okres gospodarki przemysłowej, której nie można powstrzymać, a niszczenie lasu okazało się także narzędziem walki z jego mieszkańcami, często więc przybierając formę agresywnej dewastacji.

W końcu jest także w Księżniczce Mononoke przedstawiona walka między dwiema stronami, w obrębie których również nie ma zgodności. Klany zwierząt nie potrafią się zjednoczyć, a pani Eboshi musi bronić swego ludu przed atakami samurajów. Podczas wojny Onin takich starć nie brakowało. Chociaż antagonistów było dwóch, to wewnętrzne wojny stały się codziennością. Dwa odmienne światy symbolizują także konflikt wartości i odcięcie się od tradycji, kiedy człowiek traci wiarę w bogów. Jest gotowy ich pojmować jedynie jako ideę, a jako istoty realne stanowią oni dla niego zagrożenie, zajmują przestrzeń, którą można by poddać eksploatacji. Konflikt jest nieunikniony.

W świecie zwierząt znajduje się San, księżniczka mononoke, negująca swoje człowieczeństwo. Uważa się za wilka i opętana jest misją zabicia pani Eboshi. Wydaje się być także symbolem wolnej woli. Nie to bowiem określa człowieka, kim się urodził, a to, kim chce być. San dokonała wyboru, stając się przy tym zagrożeniem dla ludzi. Stąd też nazwa mononoke. Tak bowiem Japończycy określają duchy stworzeń czy też przedmiotów martwych, często obwiniając je o to, co złe. San jest dla nich przekleństwem, księżniczką mononoke, należącą do świata bogów i przyrody, stojącą na czele klanu wilków (przez jej osobę znajdującego się w konflikcie z innymi rodami zwierząt), zaślepioną nienawiścią, gotową poświecić swe życie, byle odebrać je pani Eboshi.

Ostatnio dodane