Recenzje

KRÓTKIE SPIĘCIE 2 (1988)

Sequel lepszy od oryginału.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Na piątkę

Multum jest filmów o potężnych, złowrogich, metalowych cyborgach, robotach, androidach i komputerach o zamiarach przyjaznych inaczej. Skynet z Terminatora chciał unicestwić ludzkość, koleś z tandetnego Ghost in the Machine przejąć kontrolę nad siecią komputerową, a Jobe z Kosiarza umysłów za pomocą tejże chciał kosić umysły. Schwarzenegger w Terminatorze i Terminatorze 2 strzelał do wszystkiego co się ruszało i na drzewo nie uciekało, T-1000 przelewał się z pustego w próżne, a Alex Murphy obudowany w tytanowy pancerz toczył destrukcyjny pojedynek z robotem ED-209 w filmie Robocop i Cane’em w „dwójce”. Kobieta-Cyborg z mało znanego filmu Cyborg z pomocą Jean-Claude’a Van Damme’a próbowała ludzkość ocalić, a cyborgom z C-klasowego Nemesis nie wiadomo o co chodziło…

Jest obrazem nie tylko bardzo oryginalnym i zapadającym w pamięć, ale naprawdę ciepłym, pozytywnym i przyjemnym w odbiorze.

Ze wszystkich wymienionych wyżej postaci emanował jednak pewien chłód; nie tylko za sprawą metalicznej budowy. Postaci te wmieszane w walkę o przetrwanie ludzkości nie miały lub miały niewielką szansę na okazanie „uczuć”, tych ciepłych uczuć. W postapokaliptycznej scenerii Los Angeles maszyny zaprogramowane na destrukcję walczyły z ludźmi. Na ulicach Detroit pojawił się nowy Szeryf – Robocop. Hal 9000 w wyniku awarii wykosił niemalże całą załogę Discovery, a Androidy klasy Nexus-6 po krwawym buncie starały się znaleźć sposób na przedłużenie sobie życia. Wszystko to wyglądało dość ponuro, okraszone hukiem wystrzałów przyszłościowej broni i pesymistycznymi wizjami zarówno przyszłości, jak i teraźniejszości, związanej z próbami stworzenia sztucznej inteligencji. Nawet Spielberg, który chciał ocieplić wizerunek „sztucznego człowieka”, wyłożył się na tym temacie niczym na skórce od banana. Popadł bowiem w A.I. w tani sentymentalizm, przedłużając lukrowany finał w nieskończoność.

Historia filmu zna zaledwie kilka „maszyn” z poczuciem humoru, między innymi nieśmiertelny duet z filmu Gwiezdne wojny, czyli R2D2 i C3PO… oraz Johnny’ego-5 z filmu Krótkie spięcie 2 właśnie. Historia jego istnienia sięga oczywiście części pierwszej, gdzie Johnny-5 był jeszcze nazywany Numerem-5. Czemu właśnie „5”? Johnny był wtedy (w części pierwszej) ostatnim z piątki robotów bojowych, wyposażonych przez wojsko i na jego potrzeby w działo laserowe. Zrządzeniem losu Numer-5 został, na wzór monstrum Frankensteina, rażony piorunem i od tej pory wydawało mu się, że jest żywą istotą. Oczywiście jak każda żywa istota, potrzebował wolności. Uciekł więc w poszukiwaniu nowych danych, a wojsko urządziło na niego obławę. Fabuła części drugiej jest już o wiele mniej …hmmm… militarno/wojenna i znacznie zabawniejsza. Johnny Five przybywa bowiem na pomoc swojemu konstruktorowi Benowi Jahrvi, który ma w ciągu kilku miesięcy zbudować 1000 zabawek – miniaturek Johnny’ego.

Wszystko poszłoby gładko, gdyby nie obowiązkowy w każdym filmie konflikt dobra ze złem. Pracownik banku Oscar Baldwin będzie próbował wykorzystać dobrodusznego i nieco naiwnego Johnny’ego-5 do kradzieży diamentów. Ale przecież Johnny „żyje” i myśli, a więc uczy się i wyciąga wnioski…

Rzadko zdarza się, abym na przestrzeni ostatnich piętnastu lat tak często wracał do jakiegoś filmu, jak wracam do Krótkiego spięcia 2, który jest obrazem nie tylko bardzo oryginalnym i zapadającym w pamięć, ale naprawdę ciepłym, pozytywnym i przyjemnym w odbiorze. Poza pogodną fabułą i sympatyczną ilustracją muzyczną, jest to głównie zasługą postaci robota. Johnny 5, mimo tego, że jest wykonany z metalu i porusza się na gąsienicach, a zamiast oczu ma dwa obiektywy, zaś w miejscu ust migają pomarańczowe diody – nie pozwala oderwać od siebie wzroku, nieodmiennie rozczulając i intrygując widzów.

Five potrafi naprawdę nieźle wzruszyć, choćby w scenie w areszcie, gdy skuty policyjnym kajdankami powoli kartkuje powieść Mary Shelley Frankenstein – o takim samym odmieńcu, wygnańcu i samotniku jak on. Albo w finale filmu, gdy „pobity” przez rzezimieszków, z wyciekiem z pękniętego akumulatora ociera się o „śmierć” – co wrażliwszemu widzowi łza w oku się z pewnością zakręci. Chwilami jest z kolei tak pocieszny, zabawny i rozgadany, że na ekranie robi się wesoło jak w komedii slapstickowej. W obydwu przypadkach jest w ukazywaniu stanów emocjonalnych tak wiarygodny, że ma się ochotę go przytulić i poklepać po metalowych plecach. Szkoda, że miniaturek Johnny’ego Five nie ma faktycznie w sprzedaży, chętnie bym sobie takiego minifive na półce postawił.

Krótkie spięcie 2 jest filmem niewątpliwie lepszym od części pierwszej, mimo że nie występuje w nim żaden szerzej znany aktor (przypomnę, że w części pierwszej zagrał będący wówczas na topie Steve Guttenberg). To kino dla całej rodziny, jak to się mówi: od lat pięciu do stu pięciu. Przedstawiono tu w rozrywkowej otoczce problem sztucznej inteligencji, jednak bez wymuszonego moralizatorstwa, filozofowania i nadęcia. Ta bezpretensjonalna komedia powinna oczarować każdego i nie znudzić nikogo.

Tekst z archiwum film.org.pl (22.07.2008).

Ostatnio dodane