Recenzje

KRÓLOWA MARGOT (1994). Historia pisana krwią

Przekonująco ukazana zgnilizna moralna w świecie katolickim. Kino, które bardzo mocno ściska za gardło i chwyta za serce.

Autor: Mariusz Czernic
opublikowano

W nocy z 23 na 24 sierpnia minęła 445. rocznica krwawego wesela paryskiego. Warto, jak co roku, przenieść się do tych mrocznych czasów, by zobaczyć, do czego jest zdolny człowiek żyjący w kraju rządzonym przez religię. Czyli właściwie w każdym kraju, bo jak mawiał Plutarch, „Łatwiej jest miasto w powietrzu wybudować, niż założyć państwo bez religii”. Najlepszym wehikułem, by odbyć taką pouczającą i pełną wrażeń podróż, jest film zmarłego w 2013 roku reżysera Patrice’a Chéreau. Zrealizował on tę produkcję w roku 1994, a miłośnicy kina z pewnością wiedzą, że był to wyjątkowo dobry rok dla kinematografii światowej. Powstało wtedy sporo niezaprzeczalnych arcydzieł, które po dziś dzień są chętnie oglądane. Jednak gdybym miał wskazać najlepszy film tamtego roku, to nie miałbym żadnych wątpliwości, że będący przedmiotem niniejszej recenzji francuski obraz zasługuje na to wyróżnienie. Mało tego, jest to również jedno z najdoskonalszych dzieł w swoim gatunku dramatu historyczno-kostiumowego.

Najciekawszy okres w dziejach Francji to czas wojen religijnych w szesnastym wieku. Punktem kulminacyjnym konfliktu była rzeź hugenotów w 1572 roku, która wydarzyła się w noc świętego Bartłomieja i została nazwana krwawym weselem paryskim. Już w epoce kina niemego filmowcy zajmowali się tym wydarzeniem David Wark Griffith zrealizował wtedy Nietolerancję (1916), w której jeden z epizodów dotyczył katolicko-protestanckich walk w szesnastowiecznej Francji. Najważniejszym filmem o rzezi hugenotów jest jednak dramat historyczny Patrice’a Chéreau na motywach powieści Alexandra Dumasa. To przykład gruntownie skoordynowanej współpracy licznej ekipy filmowej. Rzecz bezapelacyjnie wybitna, która mówi więcej o dawnych czasach niż wymuskane i pompatyczne produkcje hollywoodzkie. Niewiele ma też wspólnego z typowymi ekranizacjami książek Dumasa, mającymi charakter filmów płaszcza i szpady.

Tytułową postacią dramatu jest Małgorzata z dynastii Walezjuszów, córka regentki Katarzyny Medycejskiej, głównej inspiratorki masakry kalwinistów. Jeden z braci Małgorzaty został królem Polski (Henryk Walezy), ale w filmie ważniejszą postacią jest drugi z braci, król Francji Karol IX. Wydarzenia z kart historii nie zostały bezmyślnie przepisane, ale genialnie je zinterpretowano, stawiając w centrum namiętny charakter młodej kobiety. Z punktu widzenia ostatniej przedstawicielki rodu Walezjuszy wyraźniejszy staje się wątek upadku moralności. Margot mówi do swojego męża, Henryka Burbona z Nawarry, że nie można okazywać miłości, bo ona może tylko zgubić człowieka, doprowadzić do śmierci. Sama królowa udaje więc kobietę zimną, pozbawioną uczuć. Zdobywa reputację ladacznicy, która nie potrafi spędzić nocy bez mężczyzny. W rzeczywistości jedyną osobą, którą obdarza uczuciem, jest prowansalski szlachcic de La Môle. W stosunku do reszty zachowuje dystans, lecz przeciwna jest przemocy i nawet niekochanego męża ratuje przed śmiercią.

Okres średniowiecznej ciemnoty dobiegł końca, nauka i sztuka zaczęły się rozwijać (tzw. okres odrodzenia lub renesansu), ale ulice wciąż spływały krwią, bo ludzie nie nauczyli się jeszcze, jak ze sobą rozmawiać. Król, mając władzę nad ludźmi, korzystał z niej wedle własnego uznania. Rozpętał wojnę, urządzał egzekucje, zraszał krwią francuską ziemię. Jego matka, Katarzyna Medycejska, pozbywała się politycznych konkurentów za pomocą substancji, która podawana w odpowiedniej dawce powoduje śmierć. Ta substancja, nazywana trucizną, preferowana była szczególnie przez kobiety. W Królowej Margot już nie tylko napoje i posiłki mogą być zatrute, ale również miłosny afrodyzjak, a nawet książka (tak jak w Imieniu róży, w którym księga Arystotelesa została nasączona trucizną). Warto jednak dopowiedzieć, że historycy dziś nieco inaczej oceniają Katarzynę Medycejską, sugerując, że opinia, jaka do niej przylgnęła, to mit, i w rzeczywistości nie była morderczynią.

W filmie nie brakuje wstrząsających fragmentów, takich jak kluczowa scena masakry, ukazana niczym apokalipsa  ludzie tracą wszelkie opory, jakby był to dzień końca świata. Znakomity jest fragment, w którym Małgorzata wyrzuca przed królem swoją frustrację. Nazywa kraj cmentarzem, bo wielu poddanych króla to ludzie zabici, zmasakrowani lub śmiertelnie ranni. Wtedy logiczne jest, że Margot to postać pozytywna. Jej lodowaty i nieposkromiony charakter to tylko poza, pod którą ukrywa się spragniona miłości pacyfistka. Jej zamiłowanie do seksu i gorący temperament nie wydają się grzechem w porównaniu do czynów, jakich dopuściła się jej matka, by zapewnić swoim potomkom nieograniczoną władzę w państwie. Stosując wszelkiego rodzaju podstępy (szczególnie trucizny), zapewniła swoim synom miejsce na tronie, ale nie do końca osiągnęła swój cel. Wraz ze śmiercią syna Henryka rządy Walezjuszów dobiegły końca, rozpoczęło się panowanie Burbonów.

Dzieło dogłębnie wstrząsające i boleśnie realistyczne.

Doskonale skonstruowano tu bohaterów, a także porządnie ich ucharakteryzowano. Mamy wrażenie, że postacie historyczne ożyły, w czym duża zasługa nie tylko charakteryzacji i kostiumów, ale także świetnych aktorów, którzy odegrali swoje postacie w sposób ekspresyjny i sugestywny. Isabelle Adjani ma wiele znakomitych kreacji na koncie, ale to właśnie królowa Margot jest rolą jej życia. Z kolei piękna Włoszka z filmów lat sześćdziesiątych, Virna Lisi, swoją aktorską dojrzałość mogła ujawnić dopiero w późniejszych latach, a postać Katarzyny Medycejskiej zajmuje w jej karierze miejsce szczególne. Otrzymała za nią Cezara i nagrodę w Cannes. Francuskim odpowiednikiem Oscara wyróżniono także wspomnianą Isabelle Adjani oraz odtwórcę roli Karola IX, Jeana-Huguesa Anglade’a. W uwiarygodnieniu tej historii pomaga także reszta obsady: Daniel Auteuil jako Henryk Burbon z Nawarry, Asia Argento w roli jego kochanki, baronowej de Sauve, Vincent Perez jako szlachcic de La Môle, Dominique Blanc w roli księżnej de Clèves, Pascal Greggory jako Henryk Walezy.

Produkcja Patrice’a Chéreau nie jest pierwszą adaptacją dumasowskiej wizji rodziny Walezjuszów. Czterdzieści lat wcześniej Jean Dréville przygotował swoją wersję losów charakternej królowej z Jeanne Moreau (zm. 2017) w tytułowej roli. Jednak to już kino przynależne innej epoce, kiedy to ubarwiano historię w taki sposób, by widz czuł się komfortowo, po królewsku. Film z Isabelle Adjani już nie dba o komfort widza, uderza brutalnie, by ścisnąć za gardło i chwycić za serce. Reżyserowi udało się przekonująco pokazać zgniliznę moralną panującą w świecie katolickim. Ulice pełne są zmasakrowanych ciał, a w pałacach roi się od uzurpatorów, lubieżników i trucicieli. Dominują krew, pot i łzy, a z miłością nikt się nie afiszuje, bo jest oznaką słabości.

Czy tych tragicznych wydarzeń można było uniknąć? Na to pytanie jest tylko jedna słuszna odpowiedź: historia jest jak rzeka i nie da się zmienić jej biegu.

Mimo iż wyczuwa się odór rozkładu i śmierci, jest to jednak obraz artystycznie dopracowany. Zdjęcia, kostiumy, dekoracje, make-up wszystko jest tak perfekcyjnie odtworzone, tak malarskie i cechujące się harmonijną kompozycją, że aktorzy wyglądają jak postacie z renesansowego obrazu. Królowa Margot to dzieło dogłębnie wstrząsające i boleśnie realistyczne mocno zapada w pamięć i swoją emocjonalną siłą wyrazu miażdży konkurencję. Nie zwróciłem uwagi na muzykę, a skomponował ją Goran Bregović na ten temat mogę powiedzieć tyle, że muzyka nie przeszkadza, ale też nie pomaga filmowi. Oglądając ten dramat, łatwo nie zawracać sobie głowy ilustracją muzyczną, która jest tylko tłem, zaś zmysły widza zaspokajane są przez inne aspekty filmowego spektaklu. Wyrazista kompozycja wizualna, przejrzystość wypowiedzi, soczyste kreacje aktorskie, rzeczowy dialog, obyczajowa wiarygodność to stąd płyną emocje, ujście znajdując głęboko we wnętrzu człowieka.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane