Recenzje

KOLORY RAJU (1999)

Świetnie sfotografowany, zaskakująco prawdziwy obraz irańskiej prowincji.

Autor: Edward Kelley
opublikowano

Dotykając Boga

Mohammad (Mohsen Ramezani) jest irańskim chłopcem uczącym się w szkole dla niewidomych dzieci w Teheranie. Jest to szkoła z internatem. Dzieci spędzają w niej cały rok, jadąc do domu jedynie w okresie wakacyjnym. Jest ostatni dzień roku szkolnego, nazajutrz mają się zjawić rodzice, by zabrać swoje dzieci do domu. Chłopiec nie ma matki. Przyjedzie po niego ojciec (Hossein Mahjoob), któremu droga znad dalekiego morza zajmuje kilka dni. W oznaczonym czasie jednak ojciec nie przybywa. Zjawia się dzień później, by poprosić dyrektora o możliwość pozostawienia chłopca w szkole również w okresie wakacji. Dyrektor, oburzony, odmawia. Ojciec i syn wyruszają więc w podróż do rodzinnej wioski.

Jeden z najbardziej nasyconych emocjami filmów.

Ojciec Mohammada nie jest człowiekiem szczęśliwym; jego żona umarła pięć lat wcześniej, jego syn jest niewidomy, on sam jest biedny i ciężko haruje na utrzymanie trojga dzieci, matki i rozpadającego się domu. Jest zgorzkniały, buntuje się przeciwko swojemu Bogu. Jego niewidomy syn staje się ucieleśnieniem nieszczęść, które go w życiu spotykają, nie mogąc pogodzić się ze swoim losem znajduje winnego w jego osobie. Odczuwa potrzebę zmiany, syn natomiast wydaje się barierą oddzielającą go od upragnionego szczęścia, ciąży niczym kula u nogi, obarczając odpowiedzialnością, którą jest zmęczony. Jest dla niego symbolem życiowej klęski. Podszept egoizmu mówi mu, że najlepszym rozwiązaniem będzie odsunięcie go od rodziny, usunięcie z drogi, wreszcie wymazanie ze swojego życia. Powstaje pytanie – jak daleko będzie się w stanie posunąć, aby osiągnąć swój cel? Czy jest gotów zrobić to za każdą cenę?

Mohammad jest z kolei przykładem postawy dokładnie przeciwnej – radości, pełnej pokory akceptacji dla rzeczywistości. Nie pogodzenia z nędzą życia, ale czerpania radości z każdej chwili przebywania na tym świecie. Chłopiec potrafi dostrzec Boga w każdym przejawie Stworzenia: w dźwiękach, zapachach, a przede wszystkim w kształtach, które wyczuwa pod swoimi nawykłymi do czytania alfabetu Braille’a palcami. Widzi i rozumie więcej używając swojego dotyku, niż wielu z nas uruchamiając wszystkie zmysły. W kilku doskonałych, niezwykle wzruszających scenach, kiedy Mohammad czyta z kształtów stworzonych przez naturę: z ułożenia kamieni na dnie strumienia, kłosa zboża, morskiego piasku czy ludzkiej twarzy, sprawia wrażenie, że jest w stanie przełożyć na zrozumiały dla siebie język, na litery, dźwięki każdą stworzoną przez Boga formę. Staje się dla nas jasne, kto jest prawdziwym mędrcem, od kogo trzeba się uczyć radości, pokory wobec życia i otaczającej nas rzeczywistości.

Mamy więc sytuację paradoksalną – dziesięcioletni chłopiec okazuje się nauczycielem, uosobieniem mądrości i wiary, a jego ojciec poznającym życie uczniem – synem marnotrawnym. Zanim jednak ojciec Mohammada się tego dowie, będzie musiał przejść bardzo bolesną lekcję, by zrozumieć, ile trzeba stracić, by dotrzeć do tego, co najważniejsze. Bunt przeciwko Bogu i własnemu losowi doprowadzi go na skraj przepaści, która może go pochłonąć, ale może również dać wiarę i przywrócić właściwe proporcje otaczającemu go światu.

Kolory raju to jeden z najbardziej nasyconych emocjami filmów, jakie do tej pory zdarzyło mi się obejrzeć. Nie sposób pominąć milczeniem aktorstwa głównych bohaterów, którzy odtwarzają swoje role w sposób tak szczery i bezpretensjonalny, że momentami odnosi się wrażenie podglądania scen z prawdziwego życia. Szczególnie u chłopca nie widać nawet cienia dziecięcej maniery, tak częstej wśród bardzo młodych aktorów. Może dlatego, że aktorem nie jest. Reżyser zatrudnił naturszczyka – chłopca niewidomego od urodzenia. Czy możecie sobie wyobrazić granie do kamery, której się nie widzi, nie znając prawdziwej mimiki swojej twarzy, nigdy nie oglądając jej w lustrze? W grze Mohsena Ramezaniego nie ma ani grama, ani krzty próżności, efekciarstwa czy wystudiowanej pozy, odrobiny fałszu. Czysta szczerość i prawda. Może to powoduje, że od pierwszego kadru przykuwa uwagę widza, wypełnia ekran emocjami, o które dzisiaj w kinie bardzo trudno i robi to w najprostszy z możliwych sposobów.

Film został również świetnie sfotografowany. Idylliczne klimaty irańskiej wioski faktycznie przywodzą na myśl raj – pełen żywych barw, kwiatów i kolorowych strojów idealnie współgrających z niespiesznym tempem narracji. Poetycka wizja świata Kolorów raju w zdjęciach Mohammada Davoodiego, muzyka, klimat składają się tu na jeden, doskonały obraz. Żal, że jakakolwiek próba zestawienia tego filmu z porównywalnymi budżetowo produkcjami polskimi kończy się dla nas wstydem i zgrzytaniem zębów i pod względem jakości opowiedzianej historii, i aktorstwa, które u nas wyrastając z teatralnej tradycji wydaje się sztuczne i wystudiowane, szczególnie gdy zestawimy je z tak zaskakująco prawdziwymi kreacjami Irańczyków.

W filmie pada zdanie, że ludzie niewidomi są uprzywilejowani, bo mają szanse „zobaczyć” to, czego inni zobaczyć nie mogą, mogą poszukiwać i znaleźć swojego Boga wcześniej od innych. Nie wiem, jak wygląda Bóg niewidomych, nie wiem, czy w ogóle istnieje, jednego jestem pewien – jeżeli jest, oni z pewnością dostrzegą go przed nami.

Tekst z archiwum film.org.pl (21.09.2006).

Ostatnio dodane