Recenzje

KAŻDY BY CHCIAŁ!! Richarda Linklatera – 7. AFF

Każdy by chciał!! to kolejna fantastyczna filmowa impreza w dorobku Richarda Linklatera, po której nie grozi wam kac.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Jeśli film promuje się jako długo wyczekiwaną kontynuację Uczniowskiej balangi, trzeba liczyć się z tym, że oczekiwania będą ogromne. Film Richarda Linklatera z 1993 roku obrósł już takim kultem, że trudno było wyobrazić sobie, aby sam twórca mógł jeszcze kiedyś wzbić się na podobny poziom zanurzonej w oparach piwa i marihuany młodzieńczej filozofii życia. Ale przecież to Linklater! Ten człowiek nie umie być umiarkowanym i przewidywalnym, dlatego jak gdyby nigdy nic nakręcił Każdy by chciał!!, zakręcony sequel Uczniowskiej balangi, tętniący życiem równie mocno co pierwowzór.

We came for a good time, not for a long time – te słowa jednego z bohaterów Każdy by chciał!! stanowią doskonałe podsumowanie życiowej postawy mieszkańców przedstawionego w filmie uniwersyteckiego kampusu przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Głównym punktem każdego ze słonecznych, przedakademickich dni jest imprezowanie tak, jakby jutra miało nie być. Drużyna baseballistów, która rządzi całym bezimiennym college’em gdzieś na południu Stanów, afirmuje życie we wszystkich jego przejawach zgodnie z zasadą żyj szybko, umieraj młodo. Alkohol, marihuana i przygodny seks wypełniają im dni przed rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego, ale żaden z członków drużyny nie myśli o tym, by wykręcić się z treningu, który zaplanowano na niedzielę. Przyszli i obecni studenci, dla których college jest stacją przesiadkową pomiędzy radosnym dzieciństwem a przygnębiającą dorosłością, wykorzystują każdą kroplę młodzieńczej energii na to, by po prostu czuć się dobrze.

everybody-wants-some

Młodzi, nieco zwariowani mężczyźni prowadzą – jak przystało na film Richarda Linklatera – wielogodzinne rozmowy o życiu, baseballu, panienkach i imprezach (kolejność tematów dowolna), dochodząc do często wykluczających się wniosków. Mówią dużo o poczuciu wspólnoty i drużynie, by za chwilę podkreślać, że liczy się tylko to, co sam chcesz osiągnąć. Ćwiczą się w tekstach na podryw, lecz gdy tylko pojawia się szansa na prawdziwe uczucie, zatracają się w nim bez pamięci. Udają powierzchownych, skrywając sporą wiedzę o świecie i życiu. Część z nich, pragnąc jak najdłużej pozostać w idyllicznym świecie imprezowego braterstwa, świadomie torpeduje swoją edukację lub ucieka się do oszustwa – wszystko po to, by opóźnić swój start w dorosłość i pozostać wśród tych, przed którymi niczego nie muszą udawać. Pod tym względem Każdy by chciał!!, którego tytuł pochodzi od otwierającej film piosenki Van Halen, to obraz łudząco podobny do Kicking and Screaming, świetnego debiutu Noah Baumbacha. Tam również dorośli już bohaterowie robili wszystko, by pod żadnym pozorem nie kończyć wspaniałego okresu uczelnianego, kiedy nie jest się już dzieckiem, ale dni nie wypełniają jeszcze wyłącznie obowiązki.

evwrywantssome4-3

Mimo że bohaterowie Każdy by chciał!! oddają się rozrywkom, których zabraniają uczelniane zasady, Linklater nie przedstawia ich w negatywnym świetle, a wręcz zdaje się sugerować, że to właśnie piwo i jointy napędzają pełne witalności organizmy sportowców. Rozwiązłe życie młodych mężczyzn i kobiet nie jest tutaj niczym złym – to czas próbowania i weryfikowania własnych potrzeb, czas buzujących hormonów i nieskrępowanej fantazji. U Linklatera afirmacja życia nie niesie ze sobą tragicznych konsekwencji, nie jest też (zazwyczaj) źródłem kłopotów – baseballiści imprezują na całego, ale najczęściej potrafią trzymać się wyznaczonych przez siebie granic, dając świadectwo podchmielonej i upalonej dojrzałości. Dwudziestokilkulatkowie dają się ponieść niekończącej się imprezie, ale gdy przychodzi czas wbijają się w sportowy trykot albo zasiadają w uniwersyteckiej ławce, ani przez chwilę nie tracąc z oczu celu swojej studenckiej misji.

Każdy by chciał!! to kolejna fantastyczna filmowa impreza w dorobku Richarda Linklatera, po której nie grozi wam kac. Wręcz przeciwnie – pojawia się niepohamowany apetyt na kolejne „melanże”, które zostawiają uczestnika w poczuciu maksymalnie wykorzystanego czasu z najlepszymi ludźmi na świecie. I tylko szkoda, że – jak po każdej imprezie – wychodząc z kina, musimy skonfrontować się z rzeczywistością dalece mniej pozytywną niż świat kreowany przez Linklatera.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane