Juno | FILM.ORG.PL

Juno

Fajny, kurczę, film.




Dorastając do miłości




Klara Kukowska
14.06.2016


Tekst z archiwum film.org.pl.

Zauroczyłam się tym filmem bezgranicznie… od pierwszej sceny niemal, a może od zwiastuna nawet, od epizodu Rainna Wilsona (mojej miłości z Sześciu stóp pod ziemią – patrz: sezon trzeci, odcinek dziesiąty, rozmowa z Frances Conroy o seksie), od The Moldy Peaches w tle, od Mott the Hoople…

Wszystko zaczęło się od fotela.

Jason Reitman, autor Dziękujemy za palenie, powraca z Juno. To dużo lżejszy ładunek, ale niesamowita moc energii, którą jego nowy film wyzwala, jest nie do przecenienia. Reitman nie stara się nawet być równie bezczelny jak w poprzednim filmie, kapitalnej satyrze na media i owcze pojmowanie „wolności” – prześmiewca odrzuca na chwilę kpinę w kąt i opowiada ciepłą historię o odpowiedzialności. Czyli jednak kontynuacja tematu? W zupełnie innym tonie, a jednak. Już dzisiaj jednak mówię wam: Reitman to równy koleś. A Juno jest filmem znakomitym.

juno 1

Diablo Cody stworzyła galerię fantastycznych postaci – ciekawie grając kliszami i przełamując stereotypy. Oto Juno MacGuff – szkolne dziwadło z nieprzeciętną charyzmą; wygadana, rozkochana w muzyce, rozbrajająco szczera i niezależna. No i ciężarna. Kto by pomyślał? Raczej nie ten typ dziewczyn przychodzi na rozdanie świadectw w sukienkach ciążowych, co nie? No raczej. A teraz patrz: Paulie Bleeker. Najlepszy przyjaciel Juno. I jej pierwszy kochanek. Wychowywany przez matkę. Uzależniony od tik-taków. Właśnie o tym typie nieśmiałych, wycofanych kolesi mówi się: słodki, śliczny. Jasne, że Bleek nie poszedł z Juno do łóżka. Ona przyszła do niego. Na fotel.

A oto przybrani rodzice dziecka: Mark i Vanessa Lorring. Juno zaprzyjaźnia się z Markiem, kompozytorem podkładów muzycznych do reklam, natomiast z dystansem odnosi się do Vanessy. Bo Vanessa to, kurczę, chodzący ideał. Patrz: ręczniki w łazience równiutko ułożone, jak w jakimś, kurczę, hotelu. Patrz: zdjęcia na ścianach. Patrz: ramki fotografii na ławie. Vanessa – perfekcyjna, z wyuczoną, zdaje się, gorliwością. Co za tekst: „kobiety w ciąży są piękne”. No ludzie. Są jeszcze rodzice Juno – a raczej ojciec i macocha, bo matka jest w Teksasie czy gdzieś i co roku przesyła Juno w paczce Pana Kaktusa na Walentynki. Pan MacGuff jest świetnym facetem z poczuciem humoru, które przekazał genetycznie swej córce. Macocha ma bzika na punkcie psów. Oboje są absurdalnie (być może z punktu widzenia polskiego osiemnastolatka, tzn. niżej podpisanej) liberalni. Idyllicznie to brzmi, ale i tu Diablo Cody skryła pewien paradoks. Podobnie jak w postaci Leah, przyjaciółki Juno, cheerleaderki podrywającej spasionych belfrów „na Woody’ego Allena”, która po chwilowym oburzeniu („będziesz miała duże piersi!”) postanawia pomóc Juno w poszukiwaniu „pary miłych lesbijek lub kobiety z chorymi jajnikami”.

juno 2

Śmiałą kreską została zarysowana każda z tych postaci i potężna przyjemność podczas oglądania Juno bierze się właśnie z odkrywania, jak bardzo się co do pewnych osób myliliśmy. Prawdziwy obraz rodziny Lorringów Juno odkryje bowiem dużo później. Mark, sympatyczny koleś z wypasioną gitarą, to współczesny Piotruś Pan, nieco przywodzący na myśl postać Hugh Granta w Był sobie chłopiec, z tym, że – w moim odczuciu – jeszcze bardziej rozkapryszony. Z kolei deklaracje jego perfekcyjnej małżonki, jakkolwiek komiczne nie wydawałyby się na początku, okazują się autentyczne.

Jest tu niemal magiczna scena, kiedy w galerii handlowej Juno widzi Vanessę bawiącą się z dzieciakami kumpelek. Cholernie bolesne pragnienie ofiarowania komuś miłości, która w małżeństwie z Markiem poszła w długą albo, kurczę, jeszcze dalej, uderza z podwójną siłą, tym bardziej, że od Vannessy bił póki co tylko chłód dziwacznych formułek. Juno ofiaruje zresztą niejeden zwrot akcji. Te drobniutkie twisty nie są jednak efektem samym w sobie; na pierwszy rzut oka prosta historia pulsuje od pułapek zastawianych na widza (dobra – przynajmniej na mnie) i niegłupich niuansów. Juno zachwyciła mnie też językiem – właściwie każda postać, kurczę, mówi swoim slangiem, a z dialogów można by czerpać garściami. Słuchaj: chłopaki w żarówiasto-żółtych szortach. Słuchaj: dziewczynki aktywne seksualnie. Słuchaj: mamy i nauczycielki w ciąży. Słuchaj: Mojżesz w sitowiu. Takie właśnie detale budują ten film – detale, w które wtapiają się znakomite role całej zgromadzonej na planie obsady: Jennifer Garner (niesamowita scena „rozmowy” z dzieckiem), Jasona Batemana, J.K. Simmonsa, Michaela Cery (Superbad). Ale to Ellen Page jest niekwestionowaną gwiazdą spektaklu. Nie można oderwać od niej oczu – sadystka z Hard Candy, tym razem z długimi piórami i w wielkiej flaneli… Szalenie żywa to kreacja, pełna niezwykłej energii, nonszalancji przeplatanej z powagą.

juno 3

No i byłabym, kurczę, zapomniała – Juno to oczywiście film o miłości. A skoro jest filmem o miłości, musi tu być także kilka słów o dorastaniu – bo miłość, choć często szalona, zawsze wiąże się z dorastaniem. Paradoksalnie, to dorosły mężczyzna, majętny i realizujący się zawodowo, nie wytrzymuje ciśnienia i ucieka przed ojcostwem, ucieka przed pragnieniami żony. A Juno i Paulie? No cóż. Jak to zza kadru komentuje sama Juno: „doskonale wiadomo, że ludzie na ogół najpierw się w sobie zakochują, a potem dopiero reprodukują… lecz zwyczajność nigdy tak naprawdę nie była naszym stylem”. A wszystko to przy akompaniamencie zajebiście pozytywnej składanki: Barry Louis Polisar („All I want is you”), The Kinks („A well respected man”), Kimya Dawson („Tire Swing”, „So nice so smart”, „My Rollercoaster”), Belle & Sebastian („Piazza, New York Catcher”), wspomniani już Mott the Hoople („All the young dudes”)…

I końcowa scena, kiedy Juno i Bleek grają na gitarach „Anyone Else But You” The Moldy Peaches. Chodnikiem przebiega grupa kolesi z lekkoatletycznej drużyny Pauliego, a tymczasem Juno wstaje i całuje chłopaka w usta. Cóż – to był w końcu jej pomysł, co nie? Nie wiem jak wy, ale ja to kupuję.

PS. Nie, nie obchodzi mnie, czy Diablo Cody pokiełbasił się Morgan Freeman z Denzelem Washingtonem. Naprawdę, ludzie. Koniec tematu.

Latest posts by Artemis (see all)












Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Martin Scorsese pod wrażeniem fanowskiego montażu

Następny tekst

Kino to podróż do świata fantazji. Wywiad z KUBĄ CZEKAJEM



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE