Recenzje

JERRY MAGUIRE. Show me the money!!!

Autor: Karolina Chymkowska
opublikowano

Jerry Maguire miał życie, które można nazwać „ziszczonym snem Ameryki”. Przystojny, zamożny, zaręczony z piękną i energiczną dziewczyną, ma status jednego z bardziej skutecznych agentów sportowych w swojej firmie. Rolą agenta jest dbać, by jego klienci, wielkie gwiazdy sportu, mieli najlepsze kontrakty, najlepszą reklamę, by stale o nich mówiono i zabijano się o ich autograf. Jerry Maguire należał do tych osób, których obowiązkiem jest nie dać się ująć w kadrze, aby cały splendor spłynął na gwiazdę. Jerry Maguire był fachowcem.

Pewnego dnia to wszystko się skończyło. Jerry przyhamował, spojrzał na wszystko, co robi, i doszedł do wniosku, że czas na zmiany. Biznes, w którym pracował, przestał już służyć ludziom. Stał się wielką, samonapędzającą się machiną wielkich pieniędzy i wielkiego show, ogromnym basenem z rekinami. Postanowił działać i napisał plan odnowy, gdzie wypunktował wszystkie błędy systemu i projekty jego naprawy, mniej klientów, więcej starań, szacunek dla indywidualności… Plan był wspaniały i nie było człowieka, który by się z nim nie zgodził. Temu się zaprzeczyć nie da, jednak od tego momentu Jerry mógł pożegnać się z karierą.

Z nierównej walki o klienta wychodzi przegrany, zostaje mu tylko czarny futbolista, który najlepsze lata ma już za sobą i jest nieprawdopodobnie arogancki, oraz księgowa z jego byłej firmy, która mimo ciężkich przeżyć osobistych pozostała w pewien sposób idealistką. Życie Dorothy Boyd jest dokładnym przeciwieństwem życia Jerry’ego. Mieszka z siostrą, samotnie wychowuje chorowitego syna po śmierci męża, który i tak „nie był dla niej miły” i właśnie wplątuje się w najbardziej ryzykowne przedsięwzięcie swojego życia, rezygnując z pewnej posady na rzecz nierównej walki u boku ambitnego Jerry’ego, który z dnia na dzień stracił wszystko…

Konstrukcja filmu jest prosta, a przesłanie oczywiste, jednak Jerry Maguire ma w sobie magię, która cechuje tylko filmy warte zapamiętania. Jerry postawił wszystko na jedną kartę, bo chce od nowa odkryć w sobie człowieczeństwo. Pewnego dnia spojrzał sobie w oczy i zapytał sam siebie: kim jestem? Jak to, co osiągnąłem, ma się do tego, kim chciałem się stać? Nadszedł dla niego czas rozliczeń. I jak zwykle bywa w podobnych wypadkach, traci to, co w jego życiu miało jedynie pozory trwałości. To wzbudza refleksję, czy to, czego się kurczowo trzymamy, co wydaje nam się niezbędne do szczęścia, jest naprawdę takie niezbędne, i czy nie przesłania nam tego, co naprawdę istotne.

Jerry odkrywa to w chwili, gdy przestaje myśleć kategoriami egoizmu i gdy poznaje ciężar odpowiedzialności, już nie tylko za siebie, ale także za osoby, które mu zaufały i które uwierzyły w niego. Wtedy, gdy poznaje małego synka Dorothy, gdy musi od nowa budować karierę jedynego klienta, który liczy jeszcze na niego, gdy uczy się trudnej sztuki miłości i przyjaźni. Oczywiście, będzie miał momenty załamania, kiedy odniesie wrażenie, że wszystko, co robi, nie ma sensu i nie odnosi spodziewanego skutku. Najpiękniej wyraża to scena, gdy siedzi obok spokojnie śpiącego dziecka i sam sobie zadaje pytanie, jak jedna drobna decyzja mogła go zaprowadzić tak daleko.

Na drugim biegunie znajduje się Dorothy, która wiedziała, co dzieje się w duszy Jerry’ego, jeszcze nim on sam sobie tego dobrze nie uświadomił. „Kocham go za to, kim chciałby się stać, kocham za to, kim niemal jest”. Ona też musi odpokutować, bo wykorzystała dla własnych celów ten moment, gdy Jerry balansował na granicy między obowiązkiem a uczuciem. Jednak oboje prowadzi siła, która w ostateczności musi zwyciężyć – wiara w to, że w końcu wszystko musi obrócić się na lepsze. Każdy z nas pragnie w to wierzyć. Dość wspomnieć scenę, kiedy jedna z zawiedzionych rozwódek, które regularnie goszczą w domu Dorothy i jej siostry, jakby nagle zapominając, ile gorzkich słów i oskarżeń miotała w stronę podłego rodzaju męskiego, po prostu – wzrusza się. Ona też ma jeszcze nadzieję.

Bardzo pogodny i pomysłowo poprowadzony film, którego atutem są gra aktorska i iskrzący się dowcipem scenariusz. Znakomite są sceny, kiedy przepełniony wiarą w siebie Jerry śpiewa w samochodzie („and I’m free… free falling!”) albo, w większości powstałe w wyniku improwizacji, rozmowy przyjaciółek rozwódek. Renee Zellweger jako Dorothy jest uosobieniem wdzięku, delikatności i ciepła zupełnie zwyczajnej kobiety, Cuba Gooding Jr. zaś miał okazję stworzyć chyba najlepszą rolę w swojej dotychczasowej karierze. Co do Toma Cruise’a, rola Jerry’ego pozwoliła mu wykorzystać to, co w jego aktorstwie najlepsze – żywiołowość i ekspresję.

Warto również zwrócić uwagę na niezłe epizody, chociażby Jerry O’Connell w roli Cusha. Cameron Crowe, podobnie jak w Almost Famous, skupia się na uczuciach. Nie tych, które mogą połączyć olśniewająco piękną heroinę z zabójczym amantem, ale tych, których poszukuje każdy z nas. Daje nam nadzieję, że nawet zaczynając od zera można znowu zwyciężyć. I to nawet wtedy, gdy przyjdzie zaczynać od zera wiele razy.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane