Recenzje

HISTORIE MIŁOSNE. Cztery nowele Jerzego Stuhra o miłości i… nie tylko.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

„Miłość? Tego nie ma…”

Krótki film o miłości

Pod bliżej nieokreślony budynek zajeżdża Fiat Punto. Wysiada z niego zwykły, bliżej nieokreślony człowiek, człowiek jakich wielu, zwyczajnie ubrany i niczym się nie wyróżniający (jak się potem okaże, jest to doktor mający pod swoją pieczą studentów). Człowiek wchodzi do budynku. Po chwili na ten sam parking zajeżdża taksówka, z której wysiada ksiądz i również znika w drzwiach budynku. Po nim przyjeżdża wojskowym polonezem jakiś „wojskowy”, a na końcu pod eskortą policji drobny przestępca skuty kajdankami. Wszyscy wchodzą do budynku; po co?

Tego dowiemy się z treści filmu Jerzego Stuhra Historie miłosne, do którego scenariusz napisał sam Stuhr, a film zadedykował wielkiemu mistrzowi Krzysztofowi Kieślowskiemu. Jerzy Stuhr wcielił się również w cztery (główne) role mężczyzn; opisanych wyżej i wchodzących jak jeden mąż do budynku. O czym są Historie miłosne? O miłości? Z pewnością, chociaż bardziej na miejscu byłoby stwierdzenie „o panicznym lęku przed miłością” bądź „miłości, która zamiast skrzydeł dodawać – przycina je”

Nowela I
Gdy profesor zbiera klasówki, jedna z uczennic – Ewa, oddaje mu czystą kartkę, na której widnieje tylko napis „kocham pana”. Dwa proste słowa, a już wiemy, że jest to zarzewie akcji, doskonały początek historii, która z wiadomych względów nie może skończyć się dobrze. I tak się dzieje faktycznie. Profesor, z obawy o opinię środowiska, w którym się obraca, odrzuca wspaniale kwitnące uczucie i pogrąża dziewczynę w rozpaczy. Dojrzały, samotny mężczyzna; czemu oparł się pokusie? Sztywne reguły i proste zasady stosunków międzyludzkich – właśnie to nie pozwoliło profesorowi zaznać szczęścia. Czemu nie przełamał barier? Dlaczego wolał wybrać „dobrą” opinię grona wątpliwych przyjaciół i współpracowników, zamiast „żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję”? Zamiast tego podeptał uczucia Ewy, rujnując jednocześnie jej świat… i swój.

Nowela II
Tu również mamy do czynienia ze światem sztywnych zasad, a jego obraz przedstawiono poprzez osobę zawodowego żołnierza, który przygotowuje się aktualnie do wcielania Polski do struktur NATO. Jego życie zawodowe to ustabilizowana, usystematyzowana i jednostajna praca. Życie prywatne jednak to ruina; praktycznie nie rozmawia z żoną, a co gorsza, własny pokój zamyka przed nią na klucz, za co ona odwdzięcza się zamykaniem na kłódkę lodówki (!). Apogeum koszmar osiąga w momencie, gdy mąż prosi żonę o towarzyszenie mu w spotkaniu z wojskowymi z NATO, na co małżonka zgadza się, jednak… za dwa tysiące złotych. Paranoja w najlepszym wydaniu, koszmar i piekło na ziemi. Wtedy w życie bohatera wkracza Tamara, dawna znajoma z Rosji. Gdy się spotykają, dowiadujemy się, że dzień wcześniej Tamara śniła się naszemu bohaterowi. O czym to świadczy?

Jest jednocześnie najbardziej skomplikowanym i najprostszym z uczuć.

Dobitnie świadczy to o tym, że nasz wojskowy ożenił się z pewnością nie z miłości, a dla jakiegoś dobrego układu (może jego żona jest córką jakiejś wojskowej szychy?). Śnił o Tamarze, śpiąc jednocześnie pod jednym dachem z kobietą, której z całą pewnością nie kochał, a co bardzo możliwe – darzył głęboką nienawiścią. Uczucie bohaterów nie ma jednak szans na rozbłyśnięcie jasnym płomieniem, gdyż nasz wojskowy zostaje przez przełożonych zmuszony do „ugaszenia” rozpalającego się romansu. Kolejny raz widzimy przedłożenie interesu publicznego nad własne życie, własne chwile szczęścia. Nasz bohater z pewnością wróci do swego tak „ułożonego” życia, gdzie racje z lodówki są mu wydzielane prawdopodobnie wtedy, gdy żonie zapłaci…

Nowela III
Co ma zrobić ksiądz, który w konfesjonale słyszy od dziewczynki wyznanie: „Ksiądz jest moim ojcem”. Początkowo nie dowierza, więc dziewczyna ponawia wyznanie mówiąc: „Ale ksiądz naprawdę jest moim ojcem”. Ksiądz proboszcz początkowo wpada w panikę, która po chwili ustępuje miejsca logicznemu myśleniu. Najpierw sprawdza, czy istotnie dziewczyna jest tą, za kogo się podaje; wszystko się zgadza. Ksiądz jednak boi się, jak sam mówi, „stracić Kościół”. W końcu miłość bierze górę nad logiką i ksiądz przygarnia małą pod opiekę. Porzuca Kościół, kapłaństwo i wiernych na rzecz tego, „co jest bardziej bezbronne”. Miłość w najczystszej postaci, piękna, dobra i ślepa. Miłość, dla której ksiądz poświęcił 11 lat życia w Kościele, życia w spokoju. A co najpiękniejsze w tej historii, to moment, w którym po odrzuceniu Kościoła nasz bohater, patrząc na ukrzyżowanego Jezusa, mówi: „To Ty do mnie razem z nią przyszedłeś…” Paradoksalnie największy poziom wiary, nasz bohater osiągnął po odrzuceniu święceń… Miłość potrafi czynić cuda!

Nowela IV
Zdzisław Filip zostaje skazany na pięć lat więzienia i wysoką grzywnę. We wszystko wpakował się przez swoją żonkę, którą kochał nad życie. Przez moment się od niej odwraca, jednak miłości nie może oszukać i gdy tylko żona odwiedza go w więzieniu, cała złość mu przechodzi. W końcu postanawia zdradzić jej miejsce ukrycia pieniędzy, by mogła je odnaleźć i wpłacić za mężulka kaucję, która skróciłaby mu wyrok. Oczywiście żoneczka, zamiast wpłacić kaucję, znika z pieniędzmi. Po jakimś czasie małżonkowie spotykają się w sądzie, gdzie Zdzisiek ma zeznawać przeciwko… żonie właśnie. Jednak gdy tylko ją widzi, zachowuje się jak ugodzony strzałą Amora i w czasie jednej sekundy daruje jej całe zło, jakie mu wyrządziła. Ona odwdzięcza się mu głośnym „kocham cię!” i policjanci mają pełne ręce roboty, rozdzielając rozanieloną parę. Miłość jest ślepa i Zdzisiek doświadcza tego na sobie. Jednak właśnie on wydaje się być człowiekiem żyjącym pełnią życia, który czerpie wynikającą z bezinteresownej miłości radość. Jest oszukiwany przez żonę, ale gdy tylko ją widzi, na oczy zachodzą mu klapki zawężające pole widzenia. Ale czy nie na tym właśnie polega prawdziwa, prawdziwa miłość?

Miłość jest jednocześnie najbardziej skomplikowanym i najprostszym z uczuć. Potrafi być strasznie zagmatwana lub idealnie piękna. Na czym polega więc prawdziwa miłość? Każdy potrafi kochać bezproblemowo i „z górki” – ale to łatwizna. Kochać to kochać przez łzy, przez cierpienie, to ukochać tę drugą osobę z całym bólem, jaki nam może sprawić. Prawdziwa miłość to łamanie barier, zasad, to ignorowanie tego: „co ludzie powiedzą”, to miłość bezinteresowna, miłość ślepa, najczystsza. To miłość wynikająca z prostego „chcę”, a nie „muszę”. Człowiek unikający miłości, która czeka na niego z otwartymi ramionami – traci wszystko, albowiem oszukuje sam siebie, a uciekając w samotność staje się przegranym.

Najpiękniejsze słowa oddające istotę zaniechanej miłości słyszymy w scenie w windzie, gdy jeden z „przegranych”, myśląc, że nie żyje, pyta jadącego z nim mężczyzny:

To już? Umarłem? Nie żyję?

Mężczyzna odpowiada mu w kilku słowach, ale w słowach, które zawierają w sobie taką głębię emocjonalną, że wtedy każdy „przegrany” oddałby wszystko, byleby móc cofnąć czas i dokonać innego wyboru. Co więc odpowiedzieć facetowi, który odrzuciwszy miłość pyta, czy umarł?

Żyje pan… Ale CO TO ZA ŻYCIE?

Gdyby kiedyś nam się zdarzył cud,
w cuda będę wierzył z Tobą.
Od niecudnych mnie broni dobry Bóg.
Cuda są zazwyczaj dla tych co kochają.
Pan Bóg dobry, dobry dla tych, którzy
wierzą w cud.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane