Recenzje

GULCZAS, A JAK MYŚLISZ…? (2001)

Coś, czego osoba, która nie oglądała żadnego odcinka pierwszej edycji Big Brothera, za skarby świata nie zrozumie.

Autor: Rafał Donica
opublikowano

...dokąd zmierza polska kinematografia?

I ziściło się marzenie Karoliny Pachniewicz; zagrała w filmie. Zagrała w filmie dziewczynę, która chce… zagrać w filmie. Zagrała Karolinę Pachniewicz. Gulczas zagrał Gulczasa, a Klaudiusz Klaudiusza. Manuela wcieliła się w postać reporterki… Manueli, a Janusz Dzięcioł w strażnika miejskiego. Sebastian Florek wystąpił w epizodzie jako poseł, a Rafał jako komandos. Grzegorz był chłopakiem Karoliny, a Alicja piękną motocyklistką. Nie wiedzieć czemu zabrakło Piotra Lato, a Gosiaczek (czyli Gosia) wystąpiła w tak małym i nieciekawym epizodzie, że szybko wyleci nam z pamięci… jak cały film chyba.

Pragnę tylko spytać; co w tym wszystkim robi Janusz Rewiński? Dobry skądinąd aktor, tutaj również tryska dowcipem (jednak to nie to co w Kilerach), szczególnie na początku filmu, w scenie na stacji benzynowej, gdy opisuje gumy do żucia („Te są w drażetkach, słabsze lub silniejsze”). Czemu jednak Janusz Rewiński rozmienia się na drobne dla takiego filmu, o którym raczej nikt nie powie wiele dobrego?

Skupmy się jednak na fabule, gdyż ta, jak wiemy, jest kręgosłupem każdego filmu. W tym przypadku jest bardzo banalna; oto córka (Karolina – paradoksalnie wypadła w filmie najlepiej z całej ekipy Big Brothera) właściciela (Rewiński) stacji benzynowej, ucieka w świat z chłopakiem (Grzesiu). Trafiają nad jakieś jezioro, gdzie dziwnym splotem okoliczności zjeżdżają (tudzież zlatują) uczestnicy pierwszej edycji Big Brothera.

I tu jest pies pogrzebany, gdyż osoba, która nie oglądała żadnego odcinka pierwszej edycji Big Brothera, za skarby świata nie zrozumie, czemu Gulczas wita się z Klaudiuszem, jakby się znali sto lat i byli najlepszymi przyjaciółmi. Nie zrozumie też uścisku dłoni Janusza i Gulczasa (scena mająca na celu przywołanie ich „pojednania” w programie Big Brother). Ciężko będzie takiemu widzowi pojąć, co robi w filmie komandos Rafał, który spada z nieba tylko po to, żeby „przelecieć” Gosię w jej „kiosku” pierwszej pomocy, czy całego motywu z Manuelą/reporterką lub Karoliną i jej marzeniem o zagraniu w filmie. Widz, który nie oglądał Big Brothera, będzie na Gulczas, a jak myślisz patrzył jak na Wiedźmina bez czytania uprzednio książki.

W wielu momentach zbliża się (a właściwie próbuje) klimatem do Rejsu.

I chociaż film Jerzego Gruzy w wielu momentach zbliża się (a właściwie próbuje) klimatem do Rejsu Radosława Piwowskiego (szczególnie motyw ojca – sam Jerzy Gruza! – i syna stojących na balkonie w oczekiwaniu na Dariusza), pozostanie jedynie filmem „jednego sezonu”. Nie pomógł ani Rewiński, ani Pazura (w roli reżysera alkoholika), Rudi Schubert w roli „Karkówy”, a już tym bardziej Andrzej Lepper w (aspirującym do rangi zabawnego) epizodzie.

Gdy już całkiem opadnie kurz po pierwszej edycji Big Brothera i nikt nie będzie pamiętał, kim byli uczestnicy; Gulczas, a jak myślisz będzie już tylko mało śmiesznym zlepkiem scen, z udziałem kiepsko grających aktorów/amatorów i tylko oni będą mieli wspaniałą pamiątkę na całe życie… wszak zagrali w filmie, miejmy nadzieję – ostatnim.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane