Grzeszne rozkosze #6. The Faculty | FILM.ORG.PL

Grzeszne rozkosze #6. The Faculty








Karolina Chymkowska
18.04.2016


Przyznawałam się już do niespełnionej miłości do kina katastroficznego przy okazji Armageddonu, czas więc przyznać się do kolejnej słabostki (w końcu o to w tym cyklu chodzi). Mam mianowicie upodobanie do tzw. horrorów młodzieżowych. W zasadzie czasami nawet do kina młodzieżowego (czyli teen movies) w ogólności, ale bez przesady, nie jestem też masochistką i nikt mnie nie namówi na maraton z sagą Zmierzch.

faculty 1

Horrory rozgrywające się na campusach i w labiryntach korytarzy licealnych budynków natomiast wciągam pasjami. Paradoksalnie chyba najbardziej je lubię za to, co powinno być, na logikę, wadą – absolutną przewidywalność. Zawsze można liczyć na powtarzające się schematy fabularne i znajomy zestaw postaci. Szkolna piękność, obowiązkowo przewodząca ekipie cheerleaderek, w przerwach spotykająca się z kapitanem drużyny, atletyczną gwiazdą skazaną na „stypendium sportowe stanowiące jedyną przepustkę na uniwersytet”. Prześladowana ofiara losu wyrastająca na bohatera. Grupa kujonów. Słodka idiotka, najczęściej przyczepiona jak rzep do normalnej, poukładanej i życiowej głównej bohaterki. Niegrzeczny buntownik i spowita w czerń outsiderka. Do kompletu durny wesołek jarający przesadne ilości trawy. To samo tyczy się kadry: rozwrzeszczany trener, surowy (a często również głupawy) dyrektor, podejrzliwy woźny, jeden sensowny nauczyciel i dla kontrastu jeden zupełnie beznadziejny. Czasami wszystkie te elementy współistnieją, czasami pojawiają się tylko niektóre z nich, co odważniejsi twórcy dopuszczają pogrywanie z konwencją i zabawę stereotypami. Stąd też oszałamiający sukces serii Krzyku, która rozpoczęła paradę mniej lub bardziej udanych klonów – trend mocno widoczny pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na przełomie wieków, potem stopniowo zamierający, ale ciągle w jakimś stopniu obecny.

faculty 4

Jako przedstawicielka pokolenia, które pierwszą część Krzyku powitało na samym początku liceum, które zachwycało się Paceyem z Jeziora marzeń, zapewne mam jakieś nostalgiczne podstawy do tego nieszkodliwego upodobania.

The Faculty (znane u nas pod niewiele mówiącym tytułem Oni) to wyjątkowo wdzięczny przedstawiciel rzeczonego gatunku. Pomysł specjalnie oryginalny nie jest – w gruncie rzeczy to niemal dosłowne przeniesienie idei Inwazji łowców ciał na grunt młodzieżowy. Tajemnicza siła z kosmosu opanowuje stopniowo całą kadrę nauczycielską, a następnie uderza w uczniów, zamieniając ich powoli w zastępy Młodzieży ze Stepford, kompletnie wyzbytej tożsamości, a przy okazji ograniczeń innego typu, jak strach, tęsknota czy nadzieja.

faculty 3

Szkolna oferma, Casey – czyli potykający się o własne nogi Elijah Wood – podejrzewa, że sytuacja może mieć związek z nieznanym organizmem, znalezionym przez niego na szkolnym boisku. Obcych łączy obsesyjne upodobanie do wody i równie obsesyjny lęk przed odurzającym narkotykiem wytwarzanym chałupniczo przez zbuntowanego outsidera, Zeka’a – Josh Hartnett, człowiek niezdolny do wyrażania twarzą jakiejkolwiek emocji. W grupie opozycjonistów znajdują się również Stokely, obdarzona łatką wojującej lesbijki, Stan, kapitan drużyny z ambicjami pozasportowymi, jego dziewczyna Delilah, szkolna królowa, i słodko niewinna Marybeth Louise Hutchinson, nowa uczennica bez orientacji w terenie. Czyli wszystkie odpowiednie schematy są zachowane jak trzeba.

faculty 2
Prawdziwe piękno (dosłownie i w przenośni) reżyser Robert Rodriguez zebrał jednak na drugim planie, czyli w gronie tytułowej kadry nauczycielskiej. Wielbiciele zapierającej dech w piersiach urody Salmy Hayek muszą co prawda uważać, by zanadto nie mrugać i tym samym nie przeoczyć jej w roli zakatarzonej pielęgniarki, za to Famke Janssen funduje nam pierwszej klasy przemianę z cyklu „zdejmij okulary i rozpuść włosy”. Bez dwóch zdań wymiata Robert Patrick (rozkrzyczany trener), zwłaszcza w scenach celowo nawiązujących do Terminatora 2 i postaci T-1000.

Młoda obsada nie prezentuje aktorstwa najwyższych lotów, zwroty akcji są z wyprzedzeniem widoczne jak na dłoni, a scenariusz miejscami jest… no, nie bójmy się tego słowa, po prostu głupi. Ale to nie zmienia faktu, że The Faculty to rozrywka w czystej formie, wprost bezwstydna w swojej absolutnej bezpretensjonalności i dzięki temu czarująca.

Nerwowa bieganina uciętych paluszków czy wyjątkowo ruchliwa głowa Famke Janssen (wszystko ewidentnie zainspirowane filmowymi fascynacjami Rodrigueza) to sceny, których po prostu przegapić nie można. A dwa drobne smaczki podczas końcowych napisów – nie zdradzając za wiele, powiem tylko, że zawierają w sobie opatrunek i szarfę – to dodatkowe wykończenie, stanowiące pogodne przymrużenie oka na koniec. Można je uznać za rodzaj przypieczętowania umowy między reżyserem i widzami: on świetnie się bawił, kręcąc film, oni świetnie się bawią, oglądając go, i żadna ze stron nie bierze tego przesadnie na poważnie.

korekta: Kornelia Farynowska

Karolina Chymkowska

Karolina Chymkowska

Redaktor naczelny na film.org.pl.
Jestem filmowym profilerem. Kino to dla mnie przede wszystkim emocje. Bohaterowie. Niuanse. Półtony. Lubię wgryzać się pod powierzchnię, szukać tego, co niedopowiedziane.
Karolina Chymkowska

Latest posts by Karolina Chymkowska (see all)







  • bla_bla

    Też darzę grzeszną miłością ten film, raz w roku mogę spokojnie obejrzeć ;-)

  • Corso

    Dokładnie, też mam do tego filmu wielką słabość i zastanawiam się gdzie podział się tamten Robert…

  • apolinary

    Ja również mam ciepły kącik w sercu dla tego filmu.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

HUGH JACKMAN. Bardzo głęboka woda

Następny tekst

Hathor! Hathor! Spacey!



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE