Recenzje

GRIMSBY. Rechot prymitywa

Niesmaczny, nieśmieszny, nieciekawy.

Autor: Dawid Gawałkiewicz
opublikowano

Rechot prymitywa

Jesteśmy hołotą!, woła z dumą główny bohater najnowszego filmu Louisa Leterriera. I to chyba była grupa docelowa dla tego obrazu. Osoby dość proste, którym spodobają się tony żartów okołoseksualnych. Ja niestety otrząsałem się przez dwa kwadranse po tym, co mi zafundowano na seansie.

Jest to już drugi film o relacjach braterskich, jaki recenzowałem w tym roku. Zaledwie parę tygodni temu mówiłem o Ardenach. I dopiero Grimsby uświadomiło mi, jak duża przepaść zieje między średnim a bardzo kiepskim kinem.

sacha-baron-cohen-the-brothers-grimsby-trailer-00

Nobby (Sacha Baron Cohen) i Sebastian Butcherowie (Mark Strong) to dwaj bracia, którzy rozstali się, będąc dziećmi. Nobby wylądował w slumsach w tytułowym Grimsby i wyrósł na nieokrzesanego kibica piłkarskiego, natomiast losy młodszego brata, Sebastiana, potoczyły się zupełnie inaczej, został superszpiegiem, wyszkolonym zabójcą. Podczas próby zapobiegnięcia zamachowi na Kate, obrończynię praw człowieka (w tej roli Penélope Cruz), Nobby odnajduje brata, przeszkadzając mu w misji, co rozpoczyna ich szaloną przygodę.

W całym filmie były może dwa dobre żarty.

Cała reszta, kilkanaście różnych scenek, była po prostu niesmaczna. Ja to nazywam fekalnym humorem, ale zapewne istnieją też lepsze określenia. Dowcipy krążyły wokół seksu, wkładania sobie różnych rzeczy do odbytu i jeszcze raz seksu. Nie jestem specjalnie pruderyjny, więc nie czerwieniłem się jak ta pensjonarka, ale miałem czasem ochotę spuścić z zażenowaniem wzrok i tylko recenzenckie poczucie obowiązku sprawiło, że przesiedziałem te osiemdziesiąt dwie minuty w sali. By dać wam przedsmak tego, co się tam wyprawia – Sebastian Butcher zostaje trafiony dwoma strzałkami z trucizną, która doprowadzi go w minutę do śmierci, jeśli nie zostanie ona wyssana. Jedna trafia go w ramię, więc Nobby ochoczo bierze się za ratowanie brata. Niestety dość szybko okazuje się, że drugi pocisk trafił go… w jądra. Mamy kilka sekund żartów z homoseksualistów, by następnie obejrzeć dwu- czy trzyminutową sekwencję, w której Cohen ssie jądra Stronga. Ha-ha. Kupa śmiechu. Z przewagą tego pierwszego.

PRODUCTION-Mark-Strong-and-Sacha-Baron-Cohen-in-Columbia-Pictures-THE-BROTHERS-GRIMSBY

Było kilka przyjemnych elementów w całym tym obrazie, skłamałbym, idąc w zaparte i mówiąc, że ten film to jedna wielka katastrofa. Ciekawym zabiegiem było użycie znanych postaci, jak Donald Trump czy Daniel Radcliffe, jako epizodycznych bohaterów. Oczywiście zostali wykorzystani bez zgody swoich rzeczywistych odpowiedników, co zostało z dumą przez film na końcu oznajmione. Poza tym zdarzały się fajne nawiązania do kultury angielskiej, czy to do Harry’ego Pottera, czy do manii, jaką mają Brytyjczycy na punkcie piłki nożnej. Fakt, sam wątek sensacyjny był toporny i tragiczny, ale wątek komediowy bywał śmieszny, chociaż nie wtedy, kiedy scenarzyści zamierzali, by taki był.

Pora przejść do kolejnego odcinka z serii Polowanie na MacGuffiny. To element na którym opiera się fabuła, i od czasów recenzji Planety Singli staram się go zawsze znaleźć. Myślę, że tym razem należy pójść za instynktem tłumacza, który przełożył nam oryginalny tytuł Brothers Grimsby i stwierdzić, że faktycznie motywem przewodnim, tym, na czym cały scenariusz był oparty, jest miasteczko Grimsby, do którego trafił Nobby i które de facto zdeterminowało resztę jego życia. Miasteczko, jego mieszkańcy, to wokół tego kręcił się film, a cała akcja była tylko kosmetycznym dodatkiem.

„To była kwestia smaku”, pisał Herbert, a śpiewał Gintrowski. Ten film można obejrzeć zasadniczo tylko po pijanemu albo na spotkaniu z kumplami, gdzie też będzie się zapewne lało morze alkoholu. Jeśli planowaliście zabrać na Grimsby’ego drugą połówkę albo pójść samemu, by się odstresować, stanowczo wam to odradzam. Dla osób nie będących koneserami rzeczonego fekalnego humoru, ten film może wywołać, nomen omen, odruchy wymiotne.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane