Recenzje

Gdzie leży prawda

Błyskotliwy scenariusz, fenomenalne aktorstwo, wspaniała warstwa wizualna i muzyczna - to największe atuty filmu Egoyana.

Autor: Darek Kuźma
opublikowano

Hollywoodzkie oblicze kłamstwa

Tekst z archiwum film.org.pl (2006)

Film noir święcił największe sukcesy na przełomie lat 40. i 50. Wtedy to powstały takie obrazy, jak Sokół maltański, Podwójne ubezpieczenie czy Bulwar Zachodzącego Słońca. Od tamtych złotych lat kilkukrotnie były podejmowane próby reaktywacji gatunku (choćby świetny Chinatown Polańskiego), ale nigdy już nie osiągnęło to takich rezultatów, jak w tamtych dwóch dekadach. W XXI wieku mieliśmy już kilka lepszych, jak też i kilka gorszych prób zmierzenia się z tym – jakże wymagającym – gatunkiem, że tylko wymienię Człowieka, którego nie było braci Coen czy nawet Sin City Roberta Rodrigueza.

Niestety, to tylko pojedyncze przykłady i na powrót film-noir do łask twórców nie ma raczej co liczyć (a materiału jest bardzo dużo, choćby tylko tego dostarczanego przez życie). Co więcej, w tej chwili wypada chyba już pisać o czymś, co możemy swobodnie nazwać neo-noir, ponieważ gatunek przeszedł dużą przemianę w stosunku do swoich korzeni. Obecnie na ekrany kin polskich wchodzi najnowszy obraz z gatunku noir pt. Gdzie leży prawda, oparty na powieści Ruperta Holmesa pt. Where the Truth Lies. Scenarzysta i reżyser filmu – Atom Egoyan – świetnie odnalazł się w gatunku i zrobił z posiadanego materiału, z tego, co mogło być naiwną i wyświechtaną historyjką pełną klisz i schematów, dwuznaczny film pełen kłamstw, ułudy i postaci ze skazami moralnymi (czyli to, co tygryski lubią najbardziej!

Zarazem obraz Egoyana świetnie oddaje przepych, luksus i blichtr USA końca lat 50., epoki, w której telewizja odbierała powoli widzów kinu, stając się potężnym medium oddziałującym na miliony oglądających. Jednocześnie, osadzając część akcji właśnie w tamtym okresie, Atom Egoyan oddaje hołd tak gatunkowi, jak i wszystkim, którzy przyczynili się do jego największych sukcesów.

truth 4

Dwaj słynni telewizyjni komicy – Lanny i Vince (Kevin Bacon i Colin Firth), bożyszcza milionów, wzory do naśladowania, ludzie sukcesu i ich życie; niezachwiane, nawet po odnalezieniu zwłok młodej dziewczyny w ich pokoju hotelowym w Miami. Tragiczny epizod w karierze gwiazd show-businessu, który przeszedł bez echa dzięki statusowi społecznemu obydwu panów. W końcu gwiazdy łatwiej kochać niż nienawidzić. Młoda dziennikarka – Karen O’Connor (Alison Lohman), dwadzieścia lat później, chce napisać biografię Vince’a; jej ulubieńca z lat dziecięcych. Przygotowując się do pracy odkrywa rzeczy, o których jej się nie śniło. Okazuje się bowiem, że Vince i Lanny to nie ci sami wyidealizowani komicy, co dwie dekady wcześniej, coś ich zmieniło; tragedia z Miami wpłynęła znacząco na ich życie, stanowiąc punkt zwrotny w „karierach marzeń”.

Karen, starając się odkryć prawdę o życiu dwóch komików, zagłębia się w świat dekadencji, kłamstw i iluzji. Takie oto, trochę patetyczne streszczenie fabuły mogę zaoferować bez zdradzania istotnych elementów treści, a Egoyan postarał się o to, żeby było tych elementów sporo. Dodatkowym bohaterem filmu są lokacje. Scenariusz Egoyana dał sposobność scenografom, operatorom kamer i w ogóle wszystkim odpowiedzialnym za stronę wizualną filmu do puszczenia wodzy wyobraźni, do stworzenia niesamowitej wizji Ameryki lat 50. Świat wykreowany przez ekipę fascynuje; jest pełen przepychu, luksusu, blichtru – jest dokładnie tym, z czym utożsamiana była „Ameryka gwiazd”, Ameryka bogata, stanowiąca niezaprzeczalny – zdawałoby się – przykład na nieskończoność możliwości, jakie oferuje. To odzwierciedlenie „american dream” – nieśmiertelnego obrazu Ameryki, jaki chcemy wciąż zachowywać w naszych umysłach. Jednocześnie Ameryka przedstawiona w filmie to świat dekadencki; pełen kłamstw, pozorów i iluzji, „amerykański sen” za kulisami, odarty z mitu i wspaniałości.

I tu po raz kolejny pojawia się geniusz scenarzysty Egoyana, który z samej otoczki tworzy też integralną część filmu i jego przesłania – to, co uważamy za prawdę, nie zawsze nią musi być. Nic nie jest tym, czym się wydaje, nic – de facto – nie jest tym, czym jest i wszystko ma swoje drugie albo i trzecie dno. To, co widzieli widzowie na swoich ekranach, to dwóch wspaniałych komików; ucieleśnienie dowcipu, wdzięku i sukcesu, jednym słowem- ideału gwiazd. To, co działo się poza obiektywem kamery, było już mniej idealne – seks, narkotyki, przemoc… To niby tylko film, ale zastanówmy się, czy nie mogło to wyglądać podobnie u prawdziwych gwiazd, co więcej – u naszych rodzimych gwiazd. Myślę, że prawda (nie to, co nam się wydaje, że wiemy), byłaby szokująca nawet dla tych najbardziej obojętnych.

truth 1

Nikt w obrazie Egoyana nie jest dobry, wszyscy mają jakąś skazę na swoim życiu i charakterze. Nie można jednak zarzucić twórcy schematyczności, ponieważ nikt też nie jest do końca zły; jego postaci to ludzie z krwi i kości, znający swoje wady, a nawet walczący z nimi. Scenarzysta Egoyan dał reżyserowi Egoyanowi możliwość wgłębienia się w dwoistość ludzkiej natury oraz poprowadzenia aktorów w sposób konieczny do pokazania, no właśnie, subiektywnej prawdy. Bo to, co widzimy na ekranie, to wizja twórcy i Egoyan zdaje sobie z tego dobrze sprawę, zwodząc i uwodząc widza obrazami i pięknymi twarzami, wszystko po to, by chwilę później skarcić go za złapanie się w sieć iluzji. Co więcej, twórca nie stara się oceniać stworzonych przez siebie postaci – pozostawia to widzowi, ale nie bez właściwej sobie przewrotności; obraz każdej z głównych postaci jest naprzemiennie modyfikowany tak, że oglądający ma huśtawkę nastrojów i już sam nie wie, co jest prawdą, co kłamstwem, a co podstępem.

Brzmi znajomo? Dla mnie owszem, bo czasami tak się właśnie czuję – zdezorientowany przez wydarzenia i osoby występujące w postrzeganej przeze mnie rzeczywistości. Wystarczy podać przykład polskiej sceny politycznej, gdzie nikt nie wie co, gdzie i po co… Tytuł filmu Where the Truth Lies został przetłumaczony na język polski dosłownie, jako Gdzie leży prawda. Takie tłumaczenie było chyba najlepszym rozwiązaniem wybranym przez tłumacza, zamiast kombinowania w stylu „Co kryje prawda 2”. Niestety tytuł ten nie oddaje dwuznaczności i sprzeczności zawartej w oryginale.

Podejmując się interpretacji angielskiego tytułu, można wyjaśniać znaczenie na dwa sposoby. Pierwszy – dosłownie „gdzie leży prawda”, czyli sama zagadka, tajemnica, którą trzeba rozwiązać. Prawda gdzieś jest, nawet jeśli głęboko zakopana, trzeba ją tylko odnaleźć. Natomiast drugie, to nieprzetłumaczalne, narzucające się znaczenie tytułu jest ściśle związane z samym filmem. Tutaj słowa „lies” nie tłumaczymy jako „leży” tylko jako „kłamie”. W którym momencie uznawana przez nas za prawdę prawda okazuje się kłamstwem, kiedy i jak to poznać, dlaczego czasami to, co właściwe wydaje się być niewłaściwe. Prawda jest zawsze subiektywna i często bywa złudna, nie zawsze jest także najbardziej pożądaną rzeczą, a ludzie czasem zrobią wszystko, by tę prawdę zataić, nieważne czy w jakich celach. Tytuł dobrany idealnie do przekazywanej treści wpasowuje się pięknie w przekazywane przez Egoyana przesłanie i, co najważniejsze, stanowi niemal lustrzane odbicie opowiadanej przez twórcę historii.

truth 3

Obraz Atoma Egoyana możemy podzielić na trzy akty: pierwszy, czyli przedstawienie postaci i wydarzeń, o których będzie mowa, drugi, czyli całe sedno filmu obejmujące wszystko to, co powyżej opisałem oraz zabawę w kotka i myszkę z widzem, i wreszcie trzeci, czyli rozwiązanie akcji, które po tym całym genialnym „środku” trochę… zawodzi. Końcówka, w której ta „prawdziwa prawda” zostaje wreszcie wyjawiona, wyjaśniając wszystko, co nam przyszło oglądać, odstaje od całości.

Ale czy to nie jest kolejny błyskotliwy zabieg reżysera? Bo przecież często jest właśnie tak, że prawda bywa nudna i mało interesująca, w przeciwieństwie do ładnie utkanej iluzji. Gdy się bardzo chce w coś wierzyć, to nie ma takiej siły, która gotowa byłaby to zmienić, poza własnym przebiegłym umysłem podsuwającym sprytne, zwodnicze obrazy. Błyskotliwy scenariusz, fenomenalne aktorstwo, wspaniała warstwa wizualna i muzyczna – to największe atuty filmu Egoyana, co już samo w sobie powinno stanowić wystarczającą rekomendację. Należałoby jeszcze dodać smutny wydźwięk całości oraz wszystkie pytania, które film po sobie pozostawia. Polecam wszystkim szukającym połączenia inteligentnego kina z porządną rozrywką.

Ostatnio dodane