Recenzje

FUGA Agnieszki Smoczyńskiej

Film Smoczyńskiej serwuje widowni emocje z najwyższych rejestrów – takie, których nie można zbyć krótkim komentarzem.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Obejrzeć polski film pełnometrażowy w Cannes to nie lada gratka. Obejrzeć dwa – to już prawdziwe święto. Podczas 71. edycji najbardziej prestiżowego festiwalu filmowego świata można było zobaczyć nie tylko konkursową Zimną wojnę, ale i zakwalifikowaną do programu Tygodnia Krytyki Fugę Agnieszki Smoczyńskiej. Mający premierę we wtorek 15 kwietnia 2018 roku drugi pełny metraż młodej polskiej reżyserki przyciągnął tłumy do nastrojowej Salle Miramar, gdzie odbywają się pokazy Semaine de la Critique. Po stuminutowym seansie wszyscy widzowie, którzy tę salę wypełnili, zgotowali twórcom filmu owację na stojąco.

Nie można się temu dziwić – Fuga jest dziełem niezwykle dojrzałym, co jak na wciąż niewielki dorobek Smoczyńskiej imponuje tym bardziej. Drugi pełnometrażowy film w karierze pochodzącej z Wrocławia reżyserki to znakomicie poprowadzona opowieść o kobiecie, która straciła pamięć, lecz po dwóch latach zostaje odnaleziona w Warszawie przez swoją rodzinę. Alicja (Gabriela Muskała), dawniej nosząca imię Kinga, powraca do rodzinnej miejscowości pod Wrocławiem, ale nie do swojej poprzedniej tożsamości. Bohaterka, która po utracie pamięci najprawdopodobniej przeszła bardzo wiele, zupełnie nie odnajduje się w familijnych i małomiasteczkowych konwenansach. Mało tego – nie potrafi patrzeć z miłością na swojego męża (Łukasz Simlat) ani na ich kilkuletniego syna, który zdążył zresztą przywyknąć już do nieobecności matki. Nagły zwrot w życiu Alicji i jej rodziny wydaje się nie na rękę żadnej ze stron – małżonek, przekonany o tym, że Kinga porzuciła jego i ich syna, próbuje ułożyć sobie życie na nowo, główna bohaterka przywykła zaś już do innego, najwyraźniej wypranego z ciepła i pozytywnych emocji świata. Tak, jakby wraz z pamięcią utraciła swoje człowieczeństwo, elementarne umiejętności empatii i współodczuwania.

Fugę rozpoczyna króciutka sekwencja animowana – na tyle niepokojąca, by nie dać widzom żadnych złudzeń co do natury tej opowieści. Film Smoczyńskiej serwuje widowni emocje z najwyższych rejestrów – takie, których nie można zbyć krótkim komentarzem, po których nie można wstać, otrzepać się i jak gdyby nigdy nic pójść dalej. To emocje z gatunku tych, o których pamięta się na długo po seansie, które trawi się niczym filozoficzną myśl lub przesłanie duchowego mentora.

Fuga to film stworzony przez kobiety – wyreżyserowany przez Agnieszkę Smoczyńską, napisany i aktorsko zdominowany przez Gabrielę Muskałę, która chyba jeszcze nigdy na ekranie nie była tak znakomita. Jej kreacja – podobnie jak świetne występy w Wieży. Jasnym dniu – zadaje kłam teorii, że w naszym kraju brakuje ról dla kobiet po czterdziestce. Muskała rozsadza ekran – emocjami, słowami, gestami, całym swym jestestwem. Ta rola przypomina mi kreację, którą w Cake stworzyła Jennifer Aniston, z jedną różnicą – Gabrysia jest lepsza. Fuga stoi jej emocjami, jej konfliktem wewnętrznym, jej cierpieniem i tragedią, która ją spotkała. Fuga zadaje też nieodzowne w tej sytuacji pytania – czy macierzyństwo to coś, co działa bezwarunkowo, ponad umysłem i pamięcią? Czy kobieta ma prawo wyboru, jeżeli los dał jej możliwość wyboru? Wreszcie – jak dalece role narzucane kobietom przez społeczeństwo mogą ograniczać ich niezależność, a czy postawienie na niezależność nie skazuje ich na samotność?

W Fudze znacznie więcej jest pytań niż odpowiedzi. Smoczyńska i Muskała są zafascynowane historią, o której mówią – Gabrysia daje z siebie wszystko aktorsko (oby ta rola została należycie doceniona!), Agnieszka realizuje film perfekcyjnie, a scena nakręcona na plaży jest chyba jedną z najbardziej przejmujących w polskim kinie ostatnich lat. Fuga to film znacznie mniej szalony i eklektyczny niż Córki dancingu, ale znajdziemy tu oniryczne, inspirowane Lynchem sekwencje, które nadają tej historii mroczno-baśniowego wymiaru. Na tym najważniejszym, tekstualnym poziomie Fuga jest jednak przypowieścią o rodzinie i rozpisanych w niej rolach. A raczej – o tym, ile te rolą mogą i powinny dla nas znaczyć.

Ostatnio dodane