Recenzje

DORWAĆ GUNTHERA. Polowanie na Schwarzeneggera

Pastisz kina w akcji w konwencji mockumentu przyprawiony fatalnym CGI i suchymi żartami. Niezła zabawa dla nielicznych.

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Dlaczego Dorwać Gunthera trafiło do kina zamiast bezpośrednio na DVD, VOD czy inne Netfliksy? Trudno mi to zrozumieć, choć obstawiałbym próbę zbicia jakiegoś kapitału na nazwisku Schwarzeneggera. Film znanego z Saturday Night Live Tarana Killama przywodzi na myśl przede wszystkim pełnometrażowy skecz. Wybitnie suche żarty, wszechobecny absurd i koszmarne efekty komputerowe składają się na produkcję dla wytrwałych widzów i koneserów ubogiego żartu. Początkowo byłem zbity z tropu rodzajem humoru i perełkami w postaci najbardziej perfidnie spreparowanych zdjęć z bohaterami (pokazywanymi podczas ekspozycji), jakie kiedykolwiek widziałem, ale z czasem dostrzegłem w tym urok. Jestem pewien, że Dorwać Gunthera dla wielu będzie filmem nieprzyswajalnym, ale osoby potrafiące docenić świadomie zły żart i rozczulająco ubogą realizację powinny mieć niezły ubaw oglądając to kuriozum.

Całe filmowe zamieszanie skupia się wokół polowania na najbardziej nieuchwytnego i niebezpiecznego płatnego zabójcę (w tej roli nieobecny na ekranie przez większość filmu Arnold Schwarzenegger) w historii tego wątpliwego moralnie zawodu. Autor tej ambitnej inicjatywy ma osobiste zatargi ze wspomnianym dżentelmenem i postanawia zebrać cały oddział pokrewnych mu straceńców. Całość jest zaś na bieżąco dokumentowana przez ekipę wynajętą do uchwycenia wiekopomnej chwili, jaką ma być odstrzelenie Gunthera. To ostatnie przekłada się na ciekawe zabiegi humorystyczne i sceny przywodzące na myśl The Office i inne seriale utrzymane w takiej konwencji. Całość zdecydowanie zyskuje na tym zabiegu, który przy okazji pozwala uniknąć pokazywania scen, na które nie starczyło budżetu (np. wyłączenie kamery tuż przed eksplozją). Interesująco wypadają także postaci i relacje między nimi – to galeria niedorzecznych cudaków, których nierzadko spotyka równie niedorzeczny koniec. Warto jednak zaznaczyć, że o ile jedni uznają bohaterów za zabawnych w swojej absurdalności, tak inni będą po prostu zażenowani.

W podobny sposób można określić zresztą cały film i na tym poprzestać. Ewidentne jest, że aktorzy świetnie bawili się na planie produkcji, a wielkie polowanie, o którym opowiada całość, szybko zmienia się w jedną wielką farsę. Profesjonalni zabójcy okazują się kompletnymi amatorami, porażka goni porażkę, a Guntherowi zdecydowanie bliżej do półboga niż zwykłego śmiertelnika.

Zwroty akcji są niesłychanie bzdurne i nieprawdopodobne, a w pewnym momencie dochodzimy do wniosku, że nic nas już nie zaskoczy.

Dzięki temu produkcja staje się bardziej nieprzewidywalna, jednakże nietrudno jest zaskoczyć widza, jeśli filmowy świat nie rządzi się żadnymi konkretnymi prawami i wszystko w nim jest możliwe. To ostatnie tyczy się w szczególności tytułowego bohatera, który prawdopodobnie dorabia na boku jako iluzjonista. Końcowe odkrycie kart jest kompletnie kretyńskie i nieprawdopodobne, a jakakolwiek logika zostaje porzucona. Trudno określić, na ile to wada – można pokręcić głową z zażenowaniem albo śmiać się z tego.

Mi jest bliżej do tej drugiej reakcji, choć zdarzały się momenty, w których bez cienia rozbawienia myślałem: „ale to głupie”. Przeszarżowane występy aktorskie bywają autentycznie zabawne, ale potrafią także irytować. To ostatnie jest dotyczy szczególnie rosyjskiego rodzeństwa, które swoją prymitywną głupotą częściej żenowało niż bawiło. Sam Schwarzenegger w tradycyjnie tandetny sposób nawiązuje do swojego emploi i wydurnia się w niezwykle przerysowanej roli. Jak najbardziej współgra to z konwencją dzieła, które jest po prostu świadomie złe. Dorwać Gunthera to dziwactwo i można mu wiele zarzucić, ale na pewno nie brak oryginalności i odwagi. To podręcznikowy przykład idealnego filmu na potężnego, porażającego umysł i paraliżującego ciało kaca.

Ostatnio dodane