Recenzje

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Dobrze się kłamie… to dzieło wyjątkowo aktualne i spostrzegawcze i wypada żałować, że może przepaść w morzu tegorocznych premier kinowych.

Autor: Dawid Myśliwiec
opublikowano

Najnowszy film Paola Genovese jest jedną z ostatnich ofiar polskich tłumaczy filmowych. Oryginalny włoski tytuł Perfetti sconosciuti na angielski przetłumaczono bowiem jako Perfect Strangers, czyli Zupełnie obcy, co jest doskonale przewrotnym podsumowaniem relacji siódemki bohaterów. Polski dystrybutor postanowił jednak ponownie sięgnąć po metody łopatologiczne i przygotował inny tytuł: Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, już na wstępie nie pozostawiając wątpliwości, że to właśnie na kłamstwach opiera się akcja filmu Genovese.

Toporny tytuł wydaje się jeszcze bardziej nietrafiony dlatego, że o braku szczerości w gronie przyjaciół zebranych przy stole w domu Rocco i Evy (etatowy aktor Genovesego, Marco Giallini, i nasza Kasia Smutniak) dowiadujemy się dość szybko. Historia w Dobrze się kłamie… kręci się wokół specyficznej gry towarzyskiej, którą Eva, psychoterapeutka i zdeklarowana zwolenniczka prawdomówności, proponuje zebranym przy stole przyjaciołom. Chodzi o to, by każdy z uczestników położył na stole swój telefon, a wszystkie rozmowy i wiadomości prowadzone były lub odczytywane na forum. Pomysł gospodyni bardzo podoba się paniom, a znacznie mniej panom, lecz ostatecznie wszyscy wyrażają zgodę i zabawa się zaczyna. Ci, którzy na tym etapie spodziewają się stereotypowego potraktowania tematu, w ramach którego to mężczyźni zdradzają, a kobiety są ofiarami, stopniowo zostają wyprowadzeni z błędu przez reżysera. Z minuty na minutę atmosfera gęstnieje, a wszystkie postacie tego komediodramatu okazuję się być dalekie od ideału.

[quote]O ile pierwsze minuty Dobrze się kłamie… zapowiadają wyjątkowo udaną komedię, o tyle w drugiej części filmu słodki śmiech zostaje zastąpiony gorzkimi łzami.[/quote]

Związki czworga małżeństw zostają poddane wyjątkowo trudnym próbom, a kolejne wiadomości i połączenia przychodzące na telefony zebranych przy stole bohaterów obracają w ruinę wieloletnie relacje czterech przyjaciół, na których opierało się funkcjonowanie całej grupy. Genovese niekiedy wydaje się dobrze bawić nieszczęściem swych postaci – jak wtedy, gdy kolejną gafę popełnia nieco infantylna Bianca (Alba Rohrwacher), albo kiedy Peppe i Lele wymieniają się telefonami, by ukryć zdradę tego drugiego. Ostatecznie jednak ten właśnie ruch uruchamia całą lawinę opłakanych w skutkach wydarzeń, a widz wie już wtedy, że reżyser nie tyle wyśmiewa nieszczerość bohaterów, ile ze smutkiem ją demaskuje. W życiu rodzinnym siedmiorga Włochów kłamstwo wydaje się być jedyną stałą, bez względu na zażyłość relacji czy status społeczny. Genovese wydaje się sugerować, że we współczesnym społeczeństwie nawet najbardziej udany związek nie jest w stanie zaspokoić potrzeb osób, które go tworzą.

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie jest też oczywiście niewesołym komentarzem na temat postępującej technicyzacji kontaktów interpersonalnych oraz wszechobecnego społecznego uzależnienia od Sieci i urządzeń multimedialnych. Znamienna jest w scena, w której jeden z bohaterów usiłuje wykonać selfie telefonem swojej żony, a kolejne próby przerywane są dwuznacznymi wiadomościami od jej byłego partnera. Wystarczy chwila obcowania z technologią, by odkryć niewygodne tajemnice, jeden kontakt z telefonem ukochanej osoby, by zupełnie zmienić o niej zdanie. Genovese nie próbuje nas oszukiwać – technologia nie sprawiła, że mamy więcej sekretów; spowodowała natomiast to, że znacznie łatwiej je odkryć. Dobrze się kłamie… jest więc zarówno przestrogą przed oszukiwaniem najbliższych, jak i przed nadmiernym odsłanianiem się w wirtualnym świecie. Nigdy nie wiemy bowiem, kiedy nasza elektroniczna aktywność przyniesie nam zgubę.

Najnowszy film Paola Genovesego, znanego z tworzenia w swoich dziełach znakomitych aktorskich kolektywów, nie jest pod tym względem wyjątkiem – wszyscy grają tu wyśmienicie, na czele z Kasią Smutniak (naprawdę możemy być z niej dumni!) oraz Valeriem Mastandreą i Anną Fogliettą, którzy stworzyli najbardziej dramatyczną parę tej historii. Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie ani przez chwilę nie traci dynamiki, dzięki czemu całość ogląda się z ogromnym zaciekawieniem („Co jeszcze może się tu popsuć?”), a finałowy twist pozostawia widza z miłym uczuciem bycia zaskoczonym i… nieco zawiedzionym. Bo po wszystkim zostaje przekonanie, że pozostaje nam bardzo niewygodny wybór: albo ryzykowna szczerość, albo bezpieczne pozory. Dobrze się kłamie… to dzieło wyjątkowo aktualne i spostrzegawcze i wypada żałować, że może przepaść w morzu tegorocznych premier kinowych.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane