Recenzje

CZŁOWIEK W OGNIU (2004)

Scenariusz, aktorstwo, zdjęcia i montaż – to wszystko czyni z "Człowieka..." film naprawdę zapadający w pamięć i chwytający za serce.

Autor: Klara Kukowska
opublikowano

Ludzka tarcza

Rozpoczął się wyścig po Oscary. Na witrynie www.imdb.com zaczęły pojawiać się wieści ze świata krytyków. Przyznam się od razu – dziwi mnie chłód, z jakim przyjęto Człowieka w ogniu Tony’ego Scotta, według mnie jeden z najlepszych i najbardziej poruszających obrazów roku…Quentin Tarantino podobno zachwycał się tym filmem i chyba nikogo to nie dziwi, jako że tematem przewodnim Człowieka… jest ZEMSTA.

Oczywiście nie zemsta byle jaka – zemsta krwawa, okrutna, dokonana na OKRUTNYCH ludziach, dokonana na MAFII… Głównym bohaterem jest John Creasy (znakomity Denzel Washington), czarnoskóry weteran wojenny, który za namową swojego dawnego przyjaciela (Christopher Walken) decyduje się objąć posadę ochroniarza 9-letniej córki meksykańskiego biznesmena (Marc Anthony). W Meksyku, kraju, w którym co godzinę zdarza się porwanie, zatrudnianie ochroniarzy jest sprawą codzienną. Jednak niecodzienny jest związek, który tworzy się między Creasym, małomównym ‚facetem z bronią’, który wszelkie wyrzuty sumienia topi w alkoholu, a małą Pitą (Dakota Fanning), sympatycznym i otwartym dzieckiem, próbującym pozyskać przyjaciela…

– Słuchaj, twoi rodzice płacą mi, żebym cię chronił. Płacą, żebym był twoim ochroniarzem. Nie, żebym był twoim przyjacielem.

Quentin Tarantino podobno zachwycał się tym filmem i chyba nikogo to nie dziwi, jako że tematem przewodnim Człowieka… jest ZEMSTA.

Tak jest na początku… Creasy jakby wzdryga się przed nawiązaniem kontaktu z dziewczynką. Chce być obojętny, ale przychodzi mu to z wyraźnym trudem i po jakimś czasie zaczyna przyjaźnić się z Pitą. Zbliża ich pływanie – dyscyplina, w której dziewczynka ma wystartować w najbliższych zawodach sportowych. Creasy okazuje się znakomitym trenerem. Jest człowiekiem zdyscyplinowanym i twardym, który zna swoją rolę i nie boi się jej. Takie oto cechy wpaja Picie. Ona natomiast ponuremu, może nawet smutnemu odludkowi daje ciepło i śmiech…Oczywiście, coś takiego nie może trwać wiecznie. Gdyby trwało, filmu by nie było lub byłby znacznie inny (i na pewno bez cytatu Tarantino na plakacie promocyjnym). Creasy’ego zatrudniono przecież z lęku przed porwaniem dziecka… To, co nieuniknione, wreszcie nadchodzi i na oczach mężczyzny Pita zostaje porwana…

– Zabiję ich. Każdego, kto był zamieszany. Każdego, kto na tym zyskał. Każdego, kto na mnie otworzył oczy.

I tu zaczyna się zupełnie inny film… Inny, ale wcale nie gorszy. Jedna trzecia Człowieka… to historia niezwykłej przyjaźni, a teraz Scott zaczyna opowiadać o wymierzaniu sprawiedliwości tym, którzy podnieśli rękę na tę przyjaźń i życie dziewczynki. ZEMSTA.

Co takiego zachwyciło mnie w tym filmie? Przede wszystkim historia, niby prosta, ale opowiedziana w sposób naprawdę nietuzinkowy. Mówi się, że najważniejszy w filmie jest scenariusz i zgadzam się z tym zupełnie – jednak sam scenariusz, chociaż bardzo dobry, nie zrobiłby z Człowieka… tak porywającego obrazu. Jest w tym wypadku ‚zaledwie’ połową sukcesu; drugą połową są zdjęcia Paula Camerona i rewelacyjny montaż Christiana Wagnera. Scenariusz opowiada pewną historię, a zdjęcia i montaż ją odwzorowują. W Człowieku… kamera ani razu się nie zatrzymuje. Krąży, skacze, drga – nawet w czasie zwykłych rozmów zadziwia ujęciami, które oddają wręcz uczucia i myśli bohaterów. Montaż zaś jest porywającym szaleństwem, dzięki któremu przeskakujemy z czarno-białych detali do jaskrawych, płonących panoram – chwilami oczy mogą zaboleć od tej prędkości przejść i migotania całego ekranu. Przy czym nie jest to jedynie pusty popis gamy montażowych tricków, bo historia Creasy’ego ani na chwilę nie zostaje zepchnięta na drugi plan.

Wprost przeciwnie: właśnie dzięki niesamowitej oprawie zostaje dwukrotnie wzmocniony jej wydźwięk. Pomaga temu też umieszczenie akcji w Meksyku. Dzięki temu film zyskuje odmienny od innych dramatów sensacyjnych, specyficzny klimat, który w połączeniu ze zdjęciami i montażem daje rewelacyjny wynik. Dialogi prowadzone w dwóch językach, inne domy, ulice, krajobrazy – to wszystko bardzo przemawia do widza. No i aktorstwo. Rola Creasy’ego to jedna z lepszych w karierze Denzela Washingtona (a już na pewno lepsza od tej w Dniu próby). To człowiek, który przechodzi przez kryzys i zwątpienie w swoje człowieczeństwo. Pita jest jego drugą szansą. Po jej stracie pojawia się wściekłość i gniew, nieprzesłaniające jednak wielkiej, prawdziwej miłości. Świetna, chociaż drugoplanowa, jest też rola Dakoty Fanning (Sam, Kot, 24 godziny). To niezwykle przekonywujące, bystre, przesympatyczne dziecko – trudno nie wierzyć w uczucie, jakie żywi do ochroniarza. Ciekawy jest także epizod Christophera Walkena – ogólnie rzecz biorąc, w Człowieku… mamy do czynienia z niezwykle trafną i profesjonalną obsadą. Najbardziej epizodyczne role wtapiają się bez zgrzytu pomiędzy aktorów najwyższej klasy.

Scenariusz, aktorstwo, zdjęcia i montaż – to wszystko czyni z Człowieka… film naprawdę zapadający w pamięć i chwytający za serce (Jezu, jak ja nie lubię takiego określenia…). To nie jest dzieło wybitne, ale po prostu bardzo, bardzo dobry film. Czegoś tu brakuje (nawet nie wiem czego), więc daję ‚tylko’ osiem gwiazdek na dziesięć – ale to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z jednym z najlepszych filmów mijającego sezonu. Teraz już tylko wypada czekać na statuetkę za najlepszy montaż…

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane