Recenzje

CECIL B. DEMENTED (2000)

Uważam, że to dzieło powinien zobaczyć i ocenić każdy miłośnik X muzy.

Autor: Michał Klimaszewski
opublikowano

Long live guerilla film making!

Długo, bardzo długo czekałem na ten film. Moje nadzieje na obejrzenie go wzrosły, kiedy Solopan zapowiedział, że wejdzie na ekrany polskich kin. Niestety jakoś do tej pory tak się nie stało. Szkoda. Byłem więc zmuszony kupić w końcu Cecil B. Demented na DVD w regionie 1. I tej decyzji absolutnie nie żałuję.

To najnowszy film kultowego reżysera – Johna Watersa. I pierwszy jego film z tak dużym budżetem – 10 milionów dolarów. Watersa uznaje się za jednego z pionierów kina niezależnego, undergroundowego. Dorastał w Baltimore, gdzie uczęszczał do katolickiej szkoły dla chłopców. A wieczory spędzał, podglądając przez lornetkę dozwolone tylko dla dorosłych filmy puszczane w tamtejszym kinie samochodowym.

Właśnie te pozbawione dobrego smaku tytuły, jak Multiple Maniacs, Female Trouble czy słynny Pink Flamingos są obecnie najbardziej kultowe i pożądane przez licznych fanów.

Zadebiutował w wieku 18 lat krótkim, czarno-białym Hag in a Black Leather Jacket w roku 1964. W latach 60. realizował filmy, często nieme, na taśmie 8mm i 16mm. Lata 70. to najbardziej kontrowersyjne dzieła w jego karierze. W większości z nich w głównej roli występował transwestyta Divine. Właśnie te pozbawione dobrego smaku tytuły, jak Multiple Maniacs, Female Trouble czy słynny Pink Flamingos (z kontrowersyjną sceną jedzenia psiego gówna) są obecnie najbardziej kultowe i pożądane przez licznych fanów. Pink Flamingos w samych kinach (pokazywany w 11 kopiach) zarobił ponad 250 tysięcy dolarów (przy kosztach produkcji 12 tysięcy!). A jeśli doliczyć do tego liczne wydania vhs i DVD w różnych krajach, zrobią się z tego miliony. Lata 80. i 90. to już znacznie łagodniejsze produkcje, jak choćby dwa doskonałe i cenione przez krytyków muzyczne obrazy, rozgrywające się w „roztańczonych” latach 60. – Hairspray i Beksa. Tu już występują znani aktorzy (Johnny Depp, Ricki Lake, Traci Lords) i piosenkarze (Iggy Pop, Sonny Bono). Następne dwa filmy to również bardzo dobre (i co ważne dostępne w polskich wypożyczalniach) tytuły – W czym mamy problem i Fotokłopoty. Można powiedzieć, że już z prawdziwie gwiazdorską obsadą (Kathleen Turner, Christina Ricci, Edward Furlong).

Wróćmy jednak do Cecil B. Demented. Uważam, że to dzieło powinien zobaczyć i ocenić każdy miłośnik X muzy.

Reżyser filmów undergroundowych (w tej roli doskonały, pełen pasji Stephen Dorff) wraz ze swoją ekipą filmowców (dość oryginalne postaci) postanawia porwać znaną gwiazdę hollywoodzkich produkcji – Honey Whitlock (znakomita Melanie Griffith). Ma ona zagrać w jego najnowszym filmie, można powiedzieć eksperymentalnym, gdyż wszystkie ujęcia nie są kręcone w studio, ale na ulicach pośród przypadkowych ludzi. Nie ma gotowego scenariusza, budżet filmu to tyle… ile udało się ukraść ekipie, a sceny strzelanin i pościgów są jak najbardziej prawdziwe.

Jest to w pewnym sensie powrót Johna Watersa do korzeni. Czyżby bohater grany przez Stephena Dorffa – reżyser Cecil B. Demented – był alter ego Watersa? Bardzo możliwe, on również podobnie zaczynał, kręcąc z ręki ujęcia na ulicach.

Jest to odpowiedź reżysera na wszystkie kiczowate filmy klasy A, atak na Hollywood, na familijne produkcje. Bardzo mocna satyra i tylko pogratulować Watersowi, że udało mu się zgromadzić na planie tak dobrych aktorów.

W Cecil B. Demented nawiązań do X muzy jest mnóstwo. W jednej ze scen widzimy kino, na którym widnieje napis „filmy kategorii R, NC-17 i X nie będą tu grane”. Publiczność ogląda tam jedynie ckliwe melodramaty w stylu Patch Adams Director’s Cut. Wyśmiewanych jest wiele hollywoodzkich produkcji (oglądamy m.in. fragment sequela Forresta Gumpa), ta cała pogoń tylko za pieniądzem i jak najwyższym miejscem w box-office. Zadufani w sobie producenci lekceważą kino europejskie twierdząc, że po co amerykańska publiczność ma męczyć się czytając cholerne napisy, skoro może wybrać „doskonałe” produkcje głównego nurtu Hollywood w języku angielskim, oczywiście. Właśnie przeciwko temu walczy Cecil. Uważa się za mesjasza, który jest w stanie zniszczyć komercyjną hollywoodzką machinę. Każdy z jego ludzi ma wytatuowane nazwisko ulubionego niezależnego reżysera – Lynch, Gordon-Lewis, Peckinpah czy Kenneth Anger u (jakże mogło by być w tym przypadku inaczej) szalonej charakteryzatorki-satanistki.

Znaczna część akcji rozgrywa się w kinach. Czy to kiczowatym multipleksie (gdzie ekipa narwanych filmowców robi niezłe zamieszanie), w sali, gdzie ogląda się azjatyckie filmy kung-fu, kinie pornograficznym… Wreszcie w (jakże to typowe dla Watersa) kinie samochodowym, które po boomie video lata świetności ma już za sobą. Czy Cecil B. Demented ukończy swój film, mimo iż ściga go cała policja w Baltimore? Czy uda się przekonać porwaną gwiazdę, by zagrała w nim główną rolę? Wreszcie – czy kino niezależne powstrzyma masowo produkowaną papkę z Hollywood?

Przekonacie się oglądając tę czarną komedię (czy też może gorzką satyrę) Johna Watersa. Reżysera, który mimo iż zrobił parę filmów w Hollywood, to nigdy nie zapomniał kina, z którym zawsze będzie kojarzony.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane